Blath

Użytkownicy
  • Zawartość

    210
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Zawartość dodana przez Blath

  1. Opinie o Black Desert przed obniżką: "Ta gra jest koszmarnie słaba, jak można w ogóle za coś takiego płacić?!". Opinie o Black Desert po obniżce: "To bardzo dobra gra. Może nie rewelacyjna, ale na pewno potrafi dać mnóstwo frajdy". Prawdopodobne opinie o Black Desert po przejściu na F2P: "To najlepsza gra stulecia. Prawdziwy next-gen. Pogromca WoW-a". Oczywiście powyższe wypowiedzi należy potraktować z przymrużeniem oka, ale nie zmienia to faktu, że zdają się dobrze obrazować podejście wielu graczy do płatnych tytułów. Bardzo często do głosu dochodzi również druga strona, która twierdzi, że jeśli ktoś krytykuje jej ulubiony tytuł P2P czy B2P, to robi to dlatego, że go zwyczajnie nie stać. Gdzie natomiast leży prawda? Cóż, w wielu miejscach. Po pierwsze musimy uświadomić sobie prostą rzecz - różni ludzie mają różne preferencje odnośnie MMO. Jednych nie interesuje fabuła i wolą gry opierające się na dynamicznym PvP, drudzy ubóstwiają role-playing, a dla trzecich najważniejszy jest po prostu non-target. Jedni potrzebują popularnej gry z ogromną ilością contentu, drudzy świetnie bawią się w mało znanych i niemedialnych produkcjach. Zwykle nie mamy problemu z zaakceptowaniem odmienności upodobań innych graczy, bo i tak wielu z nich na swojej drodze zwyczajnie nie spotkamy. Dlaczego więc po wyodrębnieniu dwóch kolejnych grup, czyli graczy płacących i niepłacących, dochodzą do głosu tak wielkie emocje? Być może dlatego, że kolejną prawdą jest fakt, że są tytuły mniej i bardziej rozbudowane, i zwykle te płatne należą do tej drugiej grupy. Nie oznacza to, że są lepsze w każdym tego słowa znaczeniu - zwykle zawierają po prostu więcej contentu. Są zwyczajnie "bogatsze" od darmowych gier, więc mogą pozwolić sobie na wprowadzanie naprawdę dużych aktualizacji otwierających przed grającymi nowe możliwości, lepszą optymalizację, bardziej stabilne serwery, sprawniejszy support i szybsze rozwiązywanie problemów technicznych. Oczywiście jest to teoria, ponieważ wszyscy wiemy, jak nierzadko kończyły tytuły, które zaczynały od modelu P2P, ale nie były produkcjami wybitnymi i musiały ratować się przejściem na darmowość. Nie oznacza to również, że tytuły F2P są traktowane przez wydawców jedynie jako maszynki do zarabiania pieniędzy. Znowu więc dochodzimy do stwierdzenia, że prawda nie zawsze jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Ostatnia prawda jest jednak znacznie bardziej przyziemna - nie każdego stać na płatne gry. Nie oszukujmy się - gry online to w Polsce dziedzina rozrywki, która trafia przede wszystkim do młodzieży, a więc osób, które w znacznej mierze jeszcze nie zarabiają. Dla nich wydanie 50 zł na miesięczny abonament to bardzo dużo. Nie mają więc zbytniego wyboru i muszą wybierać spośród gier F2P. Po drugiej stronie barykady stoją ci, którzy zarabiają lub mają na tyle wysokie kieszonkowe, żeby móc pozwolić sobie na zakup abonamentu - oczywiście wtedy, kiedy interesuje ich gra B2P lub P2P. Powiecie: "No i fajnie. Co w związku z tym?". Problem w tym, że z nie do końca zrozumiałych dla mnie względów te grupy często walczą ze sobą, próbując udowodnić, który model jest lepszy. Niepłacący uważają, że gry P2P są przereklamowane i w ogóle płacenie ok. 600 zł rocznie za samą możliwość grania jest nieporozumieniem, bo przecież można spożytkować te pieniądze lepiej. Z drugiej strony mamy płacących, którzy czują się lepsi, ponieważ stać ich na abonament do WoW-a czy kopię Overwatch. Jedni i drudzy nie mogą dojść ze sobą do porozumienia, chociaż sprawa jest przecież bardzo trywialna. Zastanawiam się czasem, co powoduje, że ludzie odczuwają tak dużą potrzebę podbudowania swojego ego. Myślę, że każdy z nas zna przynajmniej jedną osobę, która nieustannie próbuje udowodnić innym swoją wyższość, trochę na zasadzie: "Patrzcie, jestem lepszy od was! I muszę wam o tym głośno mówić, żebyście na pewno mnie słyszeli!". Jest to widoczne szczególnie mu osób bogatszych od innych, które zachowują się tak, jakby uważały, że za pieniądze można kupić sobie autorytet i podziw. Niektórzy mówią: "Grasz w Paladins, bo nie stać cię na Overwatcha" i nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak żałośnie to z boku wygląda. Sama gram w produkcję wymagającą opłacanie abonamentu, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby krytykować ludzi, którzy wybierają gry F2P, bo przecież i wśród nich są naprawdę świetne tytuły. I przyznam szczerze, że zawsze podnosi mi się ciśnienie, kiedy widzę, jak ludzie wyzywają się od biedaków, cebuli czy fanbojów Blizzarda. Są tacy, którzy przy głosowaniu na najlepszą grę 2016 roku narzekali, że wygra tytuł F2P - i nic dziwnego, bo przecież target odbiorców portalu to głównie bardzo młode osoby, które zazwyczaj wybierają tytuły, za które nie muszą płacić. W takim przypadku nie wybieraliśmy najlepszej gry, a najpopularniejszą. I naprawdę zastanawia mnie, komu chciałoby się mieć z tym problem. Ktoś mądry powiedział kiedyś: "Człowiek to taka dziwna istota. Jak nie ma problemów, to je sobie wymyśli". Myślę, że warto byłoby go posłuchać i po prostu żyć w świecie MMO tak, jak ma się na to ochotę. Żyć i dać żyć również innym.
  2. Przecież Xasarm to troll. Polecam ignorować jego posty.
  3. Nie podnoś mi ciśnienia. Moja dobra znajoma na dniach rodzi dziecko i kiedy próbowałam namówić ją na wspólną grę, stwierdziła, że nie da rady, bo w tej sytuacji każde 50 zł się dla niej liczy, chociaż zarówno ona, jak i jej mąż pracują i biedy nie klepią. Nie zapominaj, że są w życiu jeszcze inne priorytety niż granie w gry. Ja też miałam w życiu okresy, w których zastanawiałam się, czy stać mnie na dorzucenie do zakupów siatkę pomarańczy, a co do dopiero na opłacanie abonamentu w grze. Gry F2P przyczyniają się do powstawania słabych tytułów? Skąd wziąłeś taką tezę? Zatem czekam na tę listę możliwości. Tylko nie wyskakuj z tym, że 12-latek ma pisać magisterki leniwym studentom.
  4. Sildu, ja wychowałam się na podobnych terenach i u nas była opcja zarobku jedynie przy letnim rwaniu malin, ale to za pieniądze zdobyte na skupie, a nie za kasę od gospodarza. Za prace gospodarskie nikt nie płacił, bo pomagała rodzina, ewentualnie sąsiad sąsiadowi.
  5. Sildu, to jaką propozycję pracy dasz osobie, która mieszka na zapadłej wsi (15 domów na krzyż), do miasta daleko (a na bilet miesięczny, żeby codziennie dojeżdżać do pracy, kasy nie ma), a za wykonywanie prostych prac domowych nikt nie zapłaci, bo wykonuje je sam? Na myśl przychodzi mi jedynie rękodzieło, ale do tego też trzeba mieć talent, a potem dochodzi jeszcze zakup materiałów.
  6. Sildu, powiedz to 12-latkowi, którego nawet do roznoszenia ulotek nikt nie chce wziąć, bo coraz częściej Janusze Biznesu potrzebują osób "z doświadczeniem w branży". A na staż można iść bodajże dopiero od 16 roku życia. Więc kwestia zarobienia w wakacje pieniędzy wystarczających na opłacenie rocznego abonamentu to nie taka prosta sprawa.
  7. wiesior, zauważ, że odniesienie do ego nie jest odniesieniem do wszystkich graczy, a do tej specyficznej grupy, która nieustannie próbuje udowodnić innym, że ich gra jest lepsza, bo przecież w nią grają (a jeśli im podobna się kolor czerwony, to inni nie mają prawa przecież lubić niebieskiego). Co za tym idzie, podobna wojna dotyczy również modelu płatności. Bo skoro ja wybieram grę F2P, to postępuję mądrze, bo ci opłacający abonament wydają kasę na pierdoły. I odwrotnie: skoro płacę, to jestem lepszy, bo mnie stać. Moje zarzuty absolutnie nie dotyczą dojrzałych ludzi, którzy po prostu grają w to, co lubią, i mają w nosie to, jaki model płatności wybierają inni. Hakushi, masz rację twierdząc, że przed wygłoszeniem opinii dobrze jest zapoznać się z danym tytułem. Cóż, każdy z nas popełnia błędy - ja do tej pory wyrzucam sobie, że tak gadałam na RO zamiast siedzieć cicho i po prostu dać cieszyć się grą tym, którym ona się podoba. Myślę, że to po części dlatego, że się na nim zwyczajnie zawiodłam i musiałam dać temu zawodowi ujście. Z drugiej strony nie ma też sensu odbierać graczom prawa do wyrażania swojego zdania o pierwszym wrażeniu, jakie wywiera na nich dana produkcja.
  8. Hakushi, ja sama pod newsami pisałam, że RO jak dla mnie wygląda biednie, ale mimo to skorzystałam z kluczyka podczas rozdania - właśnie po to, żeby przekonać się, czy moje pierwsze wrażenie było mylne. Gdyby gra mi się jednak spodobała, to też pewnie napisałabym, że zapowiada się fajnie. Imho nie ma co się ludziom dziwić, bo tylko krowa nie zmienia zdania.
  9. Uninstall, może trochę grzeczniej, co? Słabo mi się robi na myśl, że starałeś się tutaj o posadę admina. Kurtyzana w mojej opinii zwrócił uwagę na ważny problem, a więc na to, że czasami w grach F2P wydajemy więcej niż kosztowałby abonament do innej gry. Ale tutaj i tak dochodzimy do wniosku, że chodzi o osobiste preferencje, bo ciężko byłoby polecić np. WoW-a komuś, kto preferuje azjatyckie klimaty (a je znajdzie w darmowych produkcjach takich jak TERA, B & S czy Revelation). Dlatego uważanie, że w gry F2P grają biedni, a w P2P bogaci, to zbyt duże uproszczenie.
  10. Postanowiłam powrócić do gry, żeby przywołać miłe wspomnienia. I przyznam szczerze, że nie jest to póki co powrót udany. Wcześniej grałam na dużo słabszym sprzęcie, więc nie dziwiłam się delikatnym "zwieszkom" w grze. Dzisiaj zalogowałam się z nadzieją, że będzie mi dane pograć płynnie, ale mam wrażenie, że jest wręcz jeszcze gorzej. Spadków FPS-ów nie uświadczam (80-100 FPS na ultra), ale i tak mam wrażenie, że nie do końca coś trybi. Możliwe, że to wina mojego połączenia internetowego, które lubi sobie od czasu do czasu przymulić, więc wypróbuję grę jeszcze późniejszym wieczorem, ale byłabym wdzięczna, gdybyście zechcieli opisać mi swoje doświadczenia. Czego spodziewać się po optymalizacji w tej grze?
  11. P2W - dwie litery i jedna cyfra. Trzy znaki leniwie wklepane w klawiaturę. Skrót, który na dobrą sprawę mógłby oznaczać wszystko. Tak naprawdę posiada jednak moc rażenia bomby atomowej - jest potworem, którego choćby domniemane pojawienie się sprawia, że gracze chcą uciekać z krzykiem. Czy jednak zawsze jest przed czym uciekać? Moja przygoda z grami MMO trwa w zasadzie od niedawna. Wychowałam się na grach typu single-player, a moja miłość do elektronicznej rozrywki pojawiła się jeszcze w czasach, kiedy postacie składały się z zaledwie paru pikseli, wirtualna rzeczywistość kojarzyła się jedynie z filmem "Kosiarz umysłów", a Internet był czymś w rodzaju artefaktu, o którym słyszało się, że ktoś go posiada, ale dziwnym trafem nie wiedziało się, co to takiego i do czego służy. To były czasy, kiedy największą przyjemność z gry dawała sama wyobraźnia gracza, jego dopowiadanie sobie zdarzeń i sposób odbierania świata, zwykle mocno ograniczonego i ubogiego. O grach online nikt wtedy nie myślał, więc trzeba było wyciskać soki z tego, co było. A było niewiele. To również sprawiło, że kiedy gram dzisiaj, staram się dostrzec przede wszystkim to, co dany tytuł oferuje, a nie to, czego nie daje. Jeśli mogę grać za darmo, to cieszę się, że jest to możliwe. Jeśli nie - sprawdzam, czy abonament jest opłacalny. Nie muszę być pierwsza w rankingu, bo wiem, że to niemożliwe i że gdzieś w Korei jest dziecko z bardziej wypasionym sprzętem i lepszą koordynacją wzrokowo-ruchową od mojej, i choćbym wydała mnóstwo pieniędzy, nie byłabym w stanie się z nim mierzyć. Tak, jestem przedstawicielką tego pogardzanego gatunku graczy, których nazywa się casualami. Dla mnie większą przyjemnością jest eksploracja świata i wchodzenie w interakcje z innymi postaciami niż walka o podium. Podejrzewam, że głównie dlatego, że za moich czasów tego zwyczajnie nie było. Dla mnie to jest ciągle efekt WOW. Nie oznacza to jednak, że nie dostrzegam powodów, dla których grają inni. Niedawno znajoma powiedziała mi, że jej mąż nie gra w MMORPG po to, żeby grać, ale po to, żeby wygrać. Rywalizacja jest wpisana w naturę wielu z nas. Chcemy, żeby to właśnie nasz bohater był pierwszy w tabeli rankingowej, żeby wszyscy znali jego imię i drżeli ze strachu na myśl o potyczce z nim. Chcemy, żeby to nasza gildia jako pierwsza pokonała nowego world bossa. Chcemy w tym wirtualnym świecie być kimś więcej niż tylko kolejną stworzoną przez gracza postacią. Wsiąkamy więc w świat danej produkcji, zastanawiając się, jak najszybciej móc rywalizować z tymi, którzy mieli takie ambicje przed nami, i odebrać im koronę zwycięstwa. Otwieramy więc zakładkę z Item Shopem i w panice odkrywamy, że znajduje się w nim potion na boost do expa. Wychodzimy z klienta i biegniemy na forum, aby ostrzec innych graczy, że gra jest P2W, bo każe nam płacić za to, żeby szybciej dogonić tych, którzy poświęcili na rozwijanie swojej postaci miesiące, a może nawet lata, a to jest niesprawiedliwe. Bo jest niesprawiedliwe, prawda? Prawda? Nie. Oczywiście takie przedstawienie sprawy jest dużym uproszeniem, ale mam nadzieję, że dobrze obrazuje problem, a problemem tym w znacznej mierze są sami gracze. Gracze, którzy buntują się przeciwko włożeniu większej ilości wysiłku, żeby dogonić "topkę", i jednocześnie narzekają na casualowość gry. Gracze, którzy chcieliby od razu mieć to, co bohaterowie innych graczy na endgamie, ale jednocześnie reagują histerią na możliwość kupienia gotowej postaci w Item Shopie (tutaj powstrzymuję się od oceny, czy taka opcja w ogóle powinna mieć miejsce). Gracze, dla których umieszczenie w sklepie nawet kosmetycznych gadżetów potrafi podchodzić pod P2W. Gracze, dla których samo istnienie takiego sklepu już przyszywa grze łatkę nieprzyjaznej "darmozjadom". Trzeba spojrzeć poza czubek własnego nosa i uświadomić sobie, że niesprawiedliwe byłoby dopiero dawanie przez wydawców wszystkim wszystkiego (i abstrahuję tutaj od gier MOBA czy sieciowych strzelanek, bo utrzymanie takich tytułów "od kuchni" wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku MMORPG-ów). Gdybym sama spędziła w grze kilka lat, inwestując w nią swój czas i dopieszczając postać pod każdym możliwym względem, a potem dowiedziała się, że inni za pieniądze mogą sprawić sobie podobnie wyexpionego bohatera, to czułabym się głęboko rozczarowana. Jednak osobiście samego sprzedawania takiej postaci nie uznałabym za praktykę P2W, ponieważ jest to rozwiązanie przeznaczone dla tych, którzy znają już mechanikę danej klasy, są nastawieni na endgame i chcą pominąć żmudny etap levelowania. Oczywiście zdarzają się i tacy, którzy kupują gotową postać, łudząc się, że przy jej pomocy zawojują świat - to złudzenie szybko jednak przemienia się w poczucie źle wydanych pieniędzy i taki bohater nie jest dla "topki" żadnym wyzwaniem. Zapłacić 20 dolarów i zrobić z siebie pośmiewisko? Widać niektórzy to lubią. Dla mnie P2W jest pojęciem silnie uzależnionym od słowa "win", a nie od słowa "pay". Polityka wydawcy staje się dla mnie P2W dopiero wtedy, kiedy w sklepie możemy zakupić przedmioty, które w sposób realny sprawiają, że nie mamy z płacącym graczem większych szans pomimo podobnego, a nawet większego skilla. Nie obchodzi mnie to, że ktoś zapłaci i dzięki temu szybciej osiągnie maksymalny level, bo dzięki temu ja zyskuję czas na lepsze poznanie mechaniki gry. Przeszkadza mi jednak fakt, że nie mogę nawet podejść do gracza, który teoretycznie jest na moim poziomie rozwoju, ale dzięki zainwestowaniu realnych pieniędzy ma o wiele lepsze statystyki i gear. Nie przeszkadza mi to, że ktoś dzięki pieniądzom może przeznaczyć na grę nieco mniejszą ilość czasu niż ja - jeśli jej dobrze nie pozna, to areny PvP i tak nie zawojuje. Przeszkadza mi natomiast inna rzecz - bardzo często stosowana przez wydawców reguła - nieco mniej znana i trochę mniej straszna, ale również potrafiąca doprowadzić do białej gorączki. Bardzo często na forum spotykam się ze stwierdzeniami typu: "Ta gra nie jest P2W, bo wszystko możesz w niej wyfarmić i kupić na AH". Pytanie brzmi jednak, jakim kosztem. Być może komuś przyjemność sprawia robienie przez 6-7 godzin dziennie tego samego i zostawianie na noc włączonego komputera, żeby jedynie mieć szansę zbliżyć się do możliwości, które otrzymują płacący gracze, ale dla mnie to żadna frajda. Jest to sytuacja, w której teoretycznie nie ma P2W, ale w praktyce różnica między płacącymi i niepłacącymi graczami jest kolosalna. To nie jest kwestia drobnych ułatwień, a procederu, który ma na celu tak obrzydzić produkcję, żeby gracz sam doszedł do wniosku, że w sumie lepiej będzie zapłacić. Sama kiedyś próbowałam coś osiągnąć w tego typu MMORPG-a i poległam po naprawdę wielu przegranych godzinach, bo zamiast czerpać przyjemność, czułam jedynie narastającą irytację. Wierzcie mi lub nie, ale nawet totalnemu casualowi ciężko jest czerpać przyjemność z rozgrywki, kiedy musi wypruwać z siebie trzewia, żeby jedynie popchnąć cokolwiek do przodu. P2W jest o tyle bezpieczniejsze, że jest widoczne od razu - wchodzimy w IS i mniej więcej wiemy, czego możemy się spodziewać. Tutaj jest gorzej, bo istnienie tego procederu uświadamiamy sobie dopiero wtedy, kiedy już wciągniemy się w dany produkt i nie chcemy od niego odchodzić. Bardzo często nawet nie dostrzegamy tej subtelnej różnicy, ciągle wmawiając sobie, że przecież chodzi o drobiazg. I jesteśmy w pułapce, z której nie chcemy się wydostawać, więc kombinujemy jak koń pod górę, byleby jedynie móc wyjść na swoje. Nie oceniam ludzi, którzy tak robią, bo dopóki sprawia im to osobistą przyjemność i jest to dla nich element składowy gry w MMORPG, to wszystko jest w porządku. Ja jednak jestem innym typem gracza. Jestem casualem, a nawet casual lubi mieć poczucie równości z innymi. Ten tekst jest efektem moich osobistych przemyśleń i raczej jedynie zahacza o temat, niż go w jakikolwiek sposób wyczerpuje. Być może wyciągnięte przeze mnie wnioski są zupełnie nietrafne i popełniłam powyżej stek bzdur, ale chciałam się nimi z Wami podzielić, a wszelkie wątpliwości mężnie wezmę na klatę. Dodam też, że podczas pisania nie myślałam o żadnych konkretnych grach i nie chciałabym, żeby tekst został odebrany jako ukryta krytyka jakichkolwiek tytułów. Wręcz przeciwnie - jeśli gracie w produkcje, które zdają się stosować powyższe praktyki, to napiszcie o tym, jak to naprawdę wygląda i jaki jest ich rzeczywisty wpływ na rozgrywkę. Jeśli oczywiście chcecie. Bo czy takie P2W straszne, jakim je malują?
  12. Chyba nie każdy, skoro tego typu akcje na w ogóle się dzieją. Ja się wkurzam, bo sama przez pewien czas grałam w B & S (które jest F2P) i nieraz słyszałam, że nie mam prawa nazywać tego MMO dobrym, bo dobre są tylko płatne tytuły.
  13. Civil, przeczytaj tekst. O różnicach jest tam zaledwie jedno zdanie.
  14. Yup. Dla mnie to tez plus. Bardzo fajne zachowanie ze strony supportu. Nie widzę powodu, żeby się pieklić.
  15. Luqe, dlatego napisałam "questownik", a nie "grindownik". Questowniki zwykle polegają na tym, że level cap wbija się całkiem szybko (więc osoba, która robi to powoli, może czerpać z tego sporo przyjemności, a przynajmniej ja tak mam). Najgorzej mają casualowi gracze, którzy przerzucają się na grindowniki, w których bez wsparcia IS poziom wbija się zazwyczaj bardzo powoli i nie jest to zbyt satysfakcjonujące.
  16. Przyznam szczerze, że nawet nie wiem, jak sprawdzić swój router i nie za bardzo chcę w tym wszystkim grzebać, żeby nie zepsuć. Zdziwiło mnie to trochę, bo "no response" wyświetla mi się nawet przy połączeniu z hostem FF XIV, a gra mi śmiga bez żadnych ścinek. Nie przeczę, że problem może tkwić w jakości połączenia, bo mieszkam w takim miejscu, w którym trudno o dobre łącze.
  17. Przy wp.pl mam dwa wyniki na "No response from host". Niestety nie mam możliwości sprawdzenia żadnego innego połączenia (nie mam Internetu w telefonie).
  18. Hej, zrobiłam, jak napisałeś i w kolumnie "Loss%" mam wszędzie 0, za wyjątkiem miejsc, a których hostname wyświetla się jako "No response from host". Co to może oznaczać?
  19. dizzy, przeczytaj wszystkie moje wypowiedzi. Rzecz dotyczy raczej "ścinek" związanych ze skokami FPS-ów.
  20. A to ja mam wręcz odwrotnie, bo mi z kolei ciężko mówić o wadach. Ale to może dlatego, że przez lata zdążyłam sobie wyrobić odpowiednią postawę. Jak wspomniał kolega powyżej, odniesienie do casuali pojawiło się nie bez powodu. Dla causala w zasadzie każdy questownik będzie dobrą grą bez p2w, a w przypadku hardkorowców pula dostępnych gier się zawęża, bo oni bardziej interesują się tematem różnic między graczami. Ja u siebie w gildii mam np. zarówno hardkorowców, jak i casuali. Dogadują się ze sobą bez problemu, chociaż oczywiście nie wszędzie chodzą razem.
  21. Pozdrawiam i polecam tę graczkę!
  22. Za wierszyki na moją cześć dziękuję, a do Naadira odpiszę na PW, żeby nie robić offtopu i nie śmiecić w temacie.
  23. Grałam w Revelation Online i nie spodobało mi się. Myślę, że pogram jeszcze trochę w B & S, ale o żadnych radiach ani PvP nie myślę.
  24. Miałam dokładnie takie same wrażenia podczas gry okultystą. Miałam wrażenie, że podczas biegu ciągle wyciąga sobie majtki z tyłka. W dodatku strasznie mierziło mnie to, że kandydat na mrocznego czarownika okazuje się na początku gry wioskowym głupkiem.
  25. Pograłam trochę w nocy i mogę powiedzieć, że było lepiej. Zauważyłam też ciekawą rzecz: mam ścinki (które trwają dosłownie ułamek sekundy, ale i tak są wyczuwalne) na otwartych przestrzeniach, a jak wczoraj doszłam do pierwszego bossa (którego zawsze obija spora ilość ludzi), to nie miałam żadnych ścinek i walka przebiegała bardzo płynnie, na 80 FPS-ach.