Po ostatniej premierze studia 2K Czech chyba nikt nie miał wątpliwości, że Mafia II będzie swoistą platformą dla kolejnych DLC. Ja, bynajmniej, nie miałem, choć po kilkuletnim dopracowywaniu, swoją drogą, świetnej gry fabularnej, zbiór kilkunastu popierdółkowatych misji zrobionych „na kolanie”, to coś czego się absolutnie nie spodziewałem.
W „Vendetcie” wcielamy się w tytułowego Jimmy’ego. Ten, choć twierdzi, iż w przeszłości był naprawdę miłym gościem, w związku z nieodpowiednimi kontaktami trafia do więzienia. „Los” chciał, że z paki udaje mu się uciec, a ten z doskonale przemyślanym planem zemsty rusza naprzeciw swoim byłym wspólnikom. Temat, co prawda oklepany, lecz dobrze zagrany mógłby być świetnym tłem dla świetnej… ummm
Czekaliście na rozdziały stopniowo potęgujące świetnie napisaną fabułę niczym ta z podstawki? Tak? Wrrrrrrong. Po wyjściu z więzienia mamy do dyspozycji ten sam otwarty świat, te same sklepy, warsztaty samochodowe, mieszkania i kilka misji do wyboru… „Czekaj, czekaj… mieszkania?” Bynajmniej, możemy bez problemu wejść na przykład do rezydencji Vito czy domu Joe. O ile te, wystarczająco gęsto rozmieszczone mogą okazać się przydatne przy zapisywaniu stanu gry, dostęp naszego łysego zabijaki do chociażby mieszkania Marty’ego to fabularny strzał w stopę.
Wracając do wspomnianych misji – 2K Czech tym razem uznało wątpliwą wyższość rozgrywki nad fabułą. W rzeczywistości jest to zbiór znanych już elementów, okraszonych średnio-słabym wątkiem fabularnym w wydaniu arcadowym. Jedna lub dwie misje są zawsze dostępne na mapie, a my możemy podjechać i zaakceptować jedną w dowolnym czasie. Jeżeli po przeczytaniu powyższego zdania przyszło wam na myśl Grand Theft Auto… Wrrrrong. Każdą misję rozpoczyna krótki opis tego, co za chwilę zrobimy, na tle, co prawda dosyć fajnych artworków. Jakkolwiek dobre by one jednak nie były, a zadania emocjonujące – dwa zdania na krzyż w porównaniu do świetnie zagranych i wyreżyserowanych cut-scenek z podstawki wypadają naprawdę cieniutko.
Próbując zachować dla siebie nie zawsze poprawnie politycznie zdanie na temat formy zleceń z JV, zaczynamy rozgrywkę właściwą. Jako, że przez dwa tygodnie w Empire City nie przybyło zbyt wiele zadań do wykonania, Jimmy staje się własnym zleceniodawcą. Jak na złość, sytuacja nie pozwala twórczo wykazać się łysemu, bo dziwnym trafem przyjdzie nam wykonać misje bliźniaczo podobne do tych zlecanych Vito(najwidoczniej mają ze sobą więcej wspólnego, niż tylko mieszkanie

). Jest kradzież samochodu, skopanie kilku tyłków, dewastację czyjegoś mienia, „złożenie propozycji nie do odrzucenia” itd. Co by nie było za smutno, Czesi podrasowali samą rozgrywkę, dodając prawdziwie arcadową punktację. System, co rusz nagradza nas za headshoty czy wysadzanie pojazdów. Wszystko ładnie pięknie, tyle, że połączenie zegara (wszystkie misje wykonujemy na czas) ze słabym systemem coverów i brakiem możliwości strzelania z samochodu, podnieść ciśnienie może nam jedynie ze złości.
Jakby tego było mało, pojawiły się zupełnie przeze mnie niezauważalne w podstawce, błędy. Tych doświadczyłem już kilka po ledwie kilkunastu minutach gry. Dostajemy na przykład ponad 2 kafle za, jak wynika z opisu fabuły, zawiezienie sąsiadowi prezentu na nową drogę życia. Ponadto, gdy w innej misji kradniemy samochód z parkingu, siedzi w nim facet, który po opuszczeniu wozu nie robi dosłownie nic. Ma w nosie to, że właśnie został okradziony i po prostu sobie stoi. Nawet pomijając fabularne wtopy, o których już mówiłem, błędów rzucających się w oczy jest kilkanaście, a tych podczas tworzenia tak krótkiego wątku fabularnego nie powinno być w ogóle.
Rzecz jasna, Jimmy’m można się całkiem dobrze bawić, a luźna forma dodatku automatycznie daje nam poczucie swoistej bezkarności. Brak konsekwencji - na przykład w postaci gliniarzy goniących nas przez cały rozdział - pozwala całkowicie wcielić się w chłopca od brudnej roboty, a nowe pomysły na kradzieże i rozboje do głowy przychodzą same. Oprócz pewnej miodności płynącej z samej gry możemy sprawdzić się na leadboardach z poziomu platformy Steam. Pomysł jest co prawda stary jak świat, lecz w połączeniu z istnie zręcznościowym systemem zadań drabinki sprawdzają się całkiem nieźle.
Niestety, nawet gdyby udało nam się całkowicie zapomnieć o świetnej, acz pociętej (RIP H.T.) podstawce, „Jimmy’s Vendetta” za całe 30 złotych wciąż przywodzi na myśl rozbój w biały dzień.
+ obecność leaderboardów
+ klimat
+ swoiste poczucie bezkarności
+ ciekawe artworki
+ średnio-...
- słaby wątek fabularny
- sporo błędów
- brak cut-scenek
- krótko
- robimy praktycznie ciągle to samo
Ocena:
4.1