20.03.2015

Final Fantasy XIV przed 2.0

Opowiem wam pewną historię. Nie będzie ona specjalnie interesująca ani pouczająca, ale zrobię to i tak, chociażby z czystej złośliwości.

Otóż dawno dawno temu - ot, będzie już ze dwa lata, starsi z was pamiętają - Square Enix, znane bardziej z różnego rodzaju konsolówek, cholernie dobrych zresztą, wydało na świat drugą odsłonę MMORPG sygnowanego znakiem najpopularniejszej serii jRPG na świecie.

Niektórym z was tytuł obił się pewnie o uszy, ale nic więcej, bo z jakiegoś powodu ślad po nim w naszym regionie zaginął. Być może były to niezbyt pochlebne recenzje krytyków, a być może po prostu brak odpowiedniej reklamy.

Inna sprawa, że w ojczystym kraju tej produkcji, Japonii, graczy nie brakowało, zwłaszcza wśród użytkowników konsol. Ba, powstał nawet specjalny pad na jej potrzeby.

Nie przedłużając już. Dwa lata - i setki updatów - po premierze postanowiłem przedstawić wam mój rzut okiem na Final Fantasy XIV w obecnej wersji 1.23a. Sierpień 2012 jest, jakby kto pytał.

Jak tam wasze oczy i uszy, kumie?

Ja do niedawna również należałem do grona ignorantów, którzy o Final Fantasy XIV wiedzieli tylko tyle, że istnieje. Byłoby tak dalej, gdyby nie szlachetna funkcja, którą pełnię na tej stronie i przez którą jestem zmuszony czytać i oglądać wiele rzeczy, których normalnie bym nie tknął.

Od słowa do słowa zainteresowałem się, zobaczyłem, że pudełko kosztuje niecałe 4 funty i kupiłem, bo co mi tam. Czy było warto? O tym napiszę zaraz.

Po nieco uciążliwej rejestracji udało mi się wejść do gry. Kreator postaci jest przyzwoity. Nie na miarę Aion'a czy Blade & Soul, ale też można w nim spędzić trochę czasu. Ot, 5 głównych ras z drobnymi wariacjami, trochę włosków, twarzy, głosów, dodatków i suwaków. Jest dobrze.

Grafika w Final Fantasy XIV została zrobiona na wyrost. Naprawdę, po grze wydanej w 2010 roku nie spodziewalibyśmy się niczego oszałamiającego. A jednak to właśnie nas czeka. Nie jest to oczojebna kompozycja jaką znamy z TERA czy Blade&Soul, ale modele i tekstury stoją na bardzo wysokim poziomie. Cienie, materiały tkanin i odbłyski metalu robią piorunujące wrażenie.

Nawet początkowy strój maga szyty w worka na kartofle prezentuje się świetnie:

Nieco gorzej jest z mappingiem. Lokacje są ogromne. Nazbyt ogromne. Niektóre miejsca są zrobione metodą kopiuj wklej i widać to na pierwszy rzut oka. Nie oznacza to, że nie są ładne, ale po kilku godzinach biegania po terytoriach Eorzei odczujemy pewne znużenie. Obniża to niestety ogólną ocenę wizualną.

Co do oceny ścieżki dźwiękowej wystarczy jedno nazwisko - Nobue Uematsu. Główny twórca muzyki serii Final Fantasy udzielił swojego błogosławieństwa również czternastej części i chwała mu za to.

Głosy postaci są w porządku. Cutscenki będziemy widywać bardzo często, ale niestety niewiele z nich posiada voice acting, więc ciężko się wypowiadać. Ohy, ahy i inne stękania nie drażnią uszu, więc tutaj plus.

Grafika i udźwiękowienie: 9/10

No dobra, ale co z rozgrywką?

Podczas tworzenia postaci przechodzimy do wyboru klasy i już widzimy, że nie mamy do czynienia ze standardowym przedstawicielem gatunku. Na początku wybieramy jedną z 18 profesji, z czego ponad połowa to rzemieślnicy i zbieracze. Rzeknę wam tak - nie kombinujcie za długo, bo ta decyzja nie ma większego wpływu na dalszą rozgrywkę.

Tak, dobrze przeczytaliście!

Wasza postać w Final Fantasy XIV może być każdym, wystarczy założyć odpowiednie narzędzie bądź oręż.

Oczywiście byle małpa może wziąć miecz i nazywać się wojownikiem. Logiczne wydaje się więc, że trzeba się wyszkolić w używaniu go. Aby zdobywać poziomy rybaka - łowimy, kowala - kujemy, wojownika - zabijamy. Proste.

Ale jest jeszcze coś. Możemy dzielić się umiejętnościami między klasami. Lancer używający buffów i heala? Nie ma problemu. Problemy z celnością jako marauder? Dlaczego by nie wziąć paru celnych umiejętności od pięściarza?

Wraz z systemem punktów statystyk daje to olbrzymie możliwości uczynienia naszej postaci niepowtarzalną. Graj jak chcesz, kim chcesz i kiedy chcesz.

System klas i umiejętności: 10/10

Wolno i nieefektywnie

Powalczmy, pocrafćmy, powydobywajmy, wykonujmy zadania. Cokolwiek byśmy nie robili, towarzyszą nam dwie rzeczy, które są bardzo irytujące.

Pierwszą z nich jest wysoki ping. Wszystkie serwery stoją w Japonii i pociągają za sobą opóźnienia. Lagi podczas otwierania ekwipunku, lagi podczas crafcenia, lagi podczas rozmowy z NPC, lagi podczas walki. Całe szczęście, że to nie jest action MMORPG, bo skazywałoby to grę na porażkę. Ale wkurza i tak.

Drugą z nich jest nieco niewygodny interfejs. Nie jest już tak tragicznie, jak donoszą recenzje sprzed dwóch lat, ale wciąż daleko mu do doskonałości. Widać, że Final Fantasy XIV została stworzona przez ludzi zajmujących się konsolówkami.

Trzeba się przyzwyczaić, że nie można przeciągać przedmiotów w ekwipunku, że zanim przystąpimy do walki musimy wyciągnąć broń, wreszcie że podczas zmiany klasy musimy ręcznie się przebierać.

Ponadto gry nie można minimalizować, bo się po prostu wyłączy. Wiąże się to niestety z tym, że podczas gry będziemy odcięci od świata, a w każdym razie teg komputerowego świata. 

Podejrzewam, że jest to działanie celowe, bo przykładowo podczas crafcenia mamy zapisane tylko kilka ostatnich recept, a całą resztę musimy pamiętać bądź zgadywać. Tak, można zgadywać i próbować, niemal tak jak w Minecrafcie. Ja założyłem sobie nawet notes spisując wszystkie receptury, coby się nie denerwować.

Mimo wszystko jednak jest to denerwujące.

Zaplecze techniczne: 5/10

Powalczmy i poquestujmy trochę

W grze są przynajmniej cztery typy zadań. Piszę przynajmniej, bo po niemal miesiącu gry wciąż jestem odrobinę zagubiony, bo ciężko znaleźć aktualne poradniki.

Bez specjalnego rozdrabiania się - jest wątek główny, zresztą bardzo ciekawy. Są zadania, które dadzą nam przypadkowi NPC, zwykle typu zabij-przynieś, ale nie ma ich zbyt wiele. Są zadania, które wypełniamy dla jednej z trzech Grand Company zdobywając przy tym specjalne odznaki, niektóre z ciekawą fabułą.

Są wreszcie nasi najwięksi przyjaciele jeśli chodzi o zdobywanie doświadczenia - levequesty. Mamy tylko ograniczoną ich ilość, która zwiększa się co 12 godzin prawdziwego czasu. Sami wybieramy z jakiej dziedziny, frakcji i gdzie chcemy wykonać levequesta.

Może to być zwykłe zabijanie potworków, może to być tworzenie przedmiotów na zamówienie, a może to być wydobycie kawałka jakiejś rzadkiej skały. Wybór należy do nas.

Walka sama w sobie powinna spodobać się fanom serii Final Fantasy. Jest ona na wpół turowa, wymaga myślenia, planowania i obliczeń. Nie powiem, mogłaby być odrobinę szybsza, ale mnie satysfakcjonuje. Sprawia wiele przyjemności, zwłaszcza w połączeniu z wspomnianą wcześniej świetną muzyką i nienagannymi animacjami.

System walki i zadań: 8/10

Ludzie i ludziska

Dodatkowy punkt należy się Final Fantasy XIV za społeczność. Nie wiem czy to kwestia tego, że gra jest płatna, czy może tego, że mamy nicki składające się z dwóch członów, ale baza graczy składa się z dojrzałych i przyjaźnie nastawionych ludzi. Da się pogadać, można poprosić o pomoc, można zapytać i nie ma syfu na czacie. Świetna atmosfera.

A wierzcie lub nie, ale ludzi nie brakuje. Co i rusz ktoś pomyka w swoją stronę na chocobo, częstokroć w dużych grupach. A w Ul'dah - pustynnym centrum handlu i rozrywki - ciężko przejść niepotrąconym.

Podsumowując

Final Fantasy XIV to już teraz świetna pozycja dla wszystkich, którzy szukają MMORPG opartego nie na efektownej i szybkiej rozgrywce, a na swobodzie, myśleniu, planowaniu i rewelacyjnej społeczności w świetnej oprawie graficznej i dźwiękowej.

Moja ocena: 8/10

Która może pójść w górę po planowanym na początku 2013 roku w update 2.0 "odrodzeniu" poprawiającym większość rażących na chwilę obecną niedociągnięć.

*Ozonek

Autor
Ozonek
Komentarze 10

Wyszukiwarka

Forum dyskusyjne

Najnowsze video

Dodaj nas

Ankieta

Odpowiedzcie szczerze: czy kiedykolwiek wykorzystaliście (do własnych celów) bug w grze?

Wyniki

Obrazek dnia

Ff

Kalendarz