Blogi

Blogi społeczności

  1. Natrafiłem w sieci na pewien ciekawy artykuł gdzie za pomocą podstawowej stochastyki przedstawiono % wpływ na zwycięstwo poszczególnych statystyk. Przy czym największy wpływ miał tam "czynnik nieznany". I tak zacząłem się zastanawiać co jeszcze wpływa na grę, a co jest nieuchwytne patrząc na statystyki. Odrobinę rozszerzyłem jego metodę dodając do statystyk kolejną zmienną : czas. W normalnej matematyce np dzięki temu powstaje nam hipersześcian widoczny poniżej  zwany także tesseraktem (ciekawostka : u marvela taką samą nazwę nosił potężny artefakt powiązany z Thorem zdolny przenosić wszystko przez czas i przestrzeń). A tutaj żeby lepiej to zobrazować łapcie tesserakt w ruchu (ekhm... ale jeszcze trzeba wiedzieć na co patrzeć : spróbujcie odnaleźć figurę taką jak na pierwszym obrazku)

    160px-Hypercubecentral.svg.png160px-8-cell.gif

     

    Ale okej, wróćmy do tej stochastyki. Tym elementem niewiadomym w przypadku oceny szans na zwycięstwo w np lolu jest... wpływ czwartego wymiaru czyli czasu. Równanie uwzględniające czas by wymagało tak wielu obliczeń że potrzeba by super-komputera do obliczenia tego w rozsądnym czasie. Ponieważ w każdej minucie gry wpływ poszczególnych elementów się zmienia. I tak np w przypadku krótkich gier (20, 25 minut) większy wpływ na wygraną mają np zabójstwa (tu aż koło 16%, ale do pewnego poziomu określonego punktem środka, czyli eee... poziomu "nafeedania się" danego gracza, bo później te zabójstwa dają mniej gdyż i tak wszystkich zabijasz, w efekcie czego mniej przekładają się na wygraną :P ) niż smoki (smok daje około 3,461%, jednak rośnie wykładniczo, czyli im więcej smoków druzyna zgarnie tym większy jest przyrost za każdego smoka). Jednak sytuacja diamentralnie się zmienia w przypadku powiedzmy 40 minuty - wtedy zabójstwa mają mniejszy wpływ na gre, a nawet notują trend ujemny (skoro przez całą grę zabiliście drużynę przeciwnika 50 razy, a oni was 20, ale nie skończyliście tego przed 40 minutą to znaczy że graliście lepiej solo, ale gorzej jako drużyna, a w 40 minucie ma się cały build, więc raczej ta drużyna solistów przegrywa wtedy grę - ze stochastyki wychodzi aż 98,647%).

     

    Z kolei dzięki psychologii wiemy o jeszcze jednym czynniku który niestety nie ma wymiernego wpływu na grę (czyli nie da się go przedstawić liczbami), jednak nie warto go bagatelizować. O czym mowa? O podstawie wszystkich "playsów" - elemencie zaskoczenia. "Tresh robi błysk, rzuca hookiem... i łapie ADC, team go zabija, proszę państwa, oto koniec tego emocjonującego spotkania!" - takie i mnóstwo innych komentarzy można usłyszeć oglądając różnorakie turnieje. Przyjrzymy się temu czynnikowi na konkretnym przykładzie :

    To był już etap gry w której ADC rządzą i dzielą. Oboje nafeedani, oboje zabijają na parę ataków. W tym przypadku największy wpływ na walkę miał właśnie element zaskoczenia - ashe nie spodziewała się czegoś takiego, zużyła błysk by przeskoczyć przez ścianę... a potem nie miała jak wrócić do walki ktora skończyła się akurat wtedy kiedy ściana. Dzięki temu przez całą walkę wyprowadziła z 3 ataki w tanka (maokaia), a potem nie mogła nic zrobić by wesprzeć swój team bo była za daleko. A zostawiana sama sobie niewiele mogła zrobić w walce 1 vs 4 (jak się przyjrzycie minimapie to zobaczycie kha zixa radosnie zabijającego sobie mobki w jungli) :P.

     

    A teraz dodajmy sobie do tego aspekt czasu : im dłużej gra trwa tym dłużej wstajesz z martwych, grasz ostrożniej bo jest większa cena. W przypadku w którym gry nie przegrasz do 30 minuty to właśnie ten element zaskoczenia ma największy wpływ na grę. Na wspomnianym wyżej przykładzie walka mogła się zupełnie inaczej potoczyć gdyby błysnęła w stronę swojej drużyny zamiast uciekać jak najdalej od walki, albo gdyby taliyah opuściła ścianę chcąc się dostać do ashe. Klasyczny przykład paniki.

     

    Kolejny przykład ceny nie brania pod uwagę zaskoczenia : 

    Przeciwnicy widzieli jedynie dravena (w przenośni, w rzeczywistości widzieli WSZYSTKICH, nawet kayna za ścianą który rozwalał im wieżę), rzucili się za nim w pogoń... i no właśnie. Co się stało? Podejrzewam że to pytanie zadawali sobie wszyscy : tak niebiescy jak i czerwoni (bo mimo że to czerwoni wygrali tą walkę to weszli do niej z takim opóźnieniem że w zasadzie wszyscy po za kaynem przyszli na gotowe).

     

    Z kolei fajną reakcję możemy zauwazyć u niebieskich : Vi poleciała w akcji kamikadze za najbardziej wartościowym matematycznie celem (czyli ADC), tristana skoczyła jej pomóc (co też było najlepszą matematycznie decyzją)... ale wcześniej przyjęła takie obrażenia że tylko mogła dobić dravena i uciekać ile sił w nogach i armacie, sona rzuciła ulta w swój team próbując ich ratować przed kaynem... którego już tam nie było bo wniknął w katarinę. A potem rozpoczęła się pogoń za niedobitkami

     

    A najlepsze jest to że teoretycznie powinni być na to przygotowani znali pozycję każdej osoby po za fiorą (widzieli też że lux przechodzi koło mida), znali skille kayna... więc pytanie brzmi : co poszło nie tak? Element zaskoczenia pozornego (czyli takiego które niby jest spodziewane i logiczne, ale przynosi najczęściej złe skutki przez co większość osób je pomija w rozważaniach, np złodzieje starają się za wszelką cenę unikać rozlewu krwi, mimo że teoretycznie mogli by wpaść do banku, wystrzelać wszystkich po za kierownikiem, zmusić go do otwarcia sejfu, zastrzelić, zniszczyć kamery, okraść bank i odejść bez świadków i dowodów paląc cały budynek, albo i okolicę. Jest to logiczne ale ma tak negatywne konsekwencje że się nie opłaca w większości przypadków).

     

    W tym przypadku takim zaskoczeniem pozornym było wbicie się kayna w CAŁY team.  Teoretycznie to brzmi jak szaleństwo, ale w odpowiednich warunkach to ma sens bo jest całkiem logicznym wyborem : niebieski kayn zadaje obrażenia głównie bazując na umiejętnościach, ma możliwość wyrzucenia wszystkich umiejętności w ułamku sekundy, umie przechodzić przez ściany no i ma jak wytrzymać do czasu gdy nie przybędzie kawaleria (ultimate = wniknięcie w przeciwnika i wyskoczenie po paru sekundach zadając jej dps i odnawiając pasywkę która zwiększa obrażenia).

     

    Ale oni założyli że w grupie są bezpieczni przed zabójcą. A potem gdy nagle wszystkim poziom zdrowia spadł do 1/5 udzieliła się panika, poszły ultimate'y, flashe, heale... Kiedy to było niepotrzebne : mogli tą walkę jeszcze wygrać po prostu nie panikując. Kayn popalił wszystkie umiejętności zaraz na samym wstępie... przez co było oczywiste że wejdzie w jakąś postać by uniknąć kontry, ale sonie nerwy puściły i rzuciła ulta w powietrze. Dodatkowo to też odcięło drogę Vi i tristanie które mogły pozabijać czerwonych będąc na ich plecach - one 2  przeciwko 4 raczej niewiele mogły zrobić, a one same tez nie miały jak na czas wrócić do walki by pomóc swoim.

     

    Ostatnim przykładem na dzisiaj jest ten filmik :

    Zwróćcie uwagę na minimapę i wynik na górze ekranu podczas oglądania.

     

    Okej, obejrzeliście? To lecimy z analizą stochastyczna.  Na początek odnieśmy się do sytuacji : była to 43 minuta gry, 58 zabójstw dla niebieskich, 37 dla czerwonych.  Teoretycznie powinniśmy uważać że niebiescy wygrają, ale stochastyka nie kłamie - jakby byli tacy dobrzy to z taką przewagą by już dawno tą grę zamknęli. Na poczatku możemy zaobserwować że niby wygrywają - zdobyli podwójne zabojstwo już na samym początku walki, wzięli inhibitora, mordekaiser zyskał duszka z ulta... Oni już pewni wygranej, zaczęli do tego podchodzić lekceważąco. Ale powinni wiedzieć o efekcie kobry - ofiara zapędzona w kozi róg będzie się bronić wszystkimi siłami tak jak kobra (od której wzięła się nazwa) zaatakuje człowieka tylko wtedy gdy poczuje się zagrożona bo z reguły nie atakuje większych zwierząt niż myszy.

     

    Teleport Yoricka do postawionego dziko warda w bazie przeciwnika daje drużynie czerwonych wątpliwą, ale jednak nadzieję. I to właśnie dzięki tej nadziei, efektowi kobry a także teorii Bronxa udało się im wygrać tą grę w teoretycznie NIEMOŻLIWEJ sytuacji.

     

    Ale okej, do rzeczy : teoria Bronxa opisuje zachowanie i typy osobowości ludzi mających kontakt z przestępcami. Pomagającym im, walczącym z nimi, samym przestępcom, ich ofiarą itd. I doszedł między innymi do bardzo ciekawego wniosku. A mianowicie że nie ma większej straty niż w chwili tryumfu. Już śpieszę z wyjaśnieniami - załóżmy że wygrałeś szóstkę w totku i zgarniasz milion złotych, jesteś szczęśliwy jak nigdy. Aż nagle okazuje się że nie masz kuponu. Ze go zgubiłeś. Zostały nawet udokumentowane przypadki w stanach gdzie ludzie się wtedy zabijali (tak, dosłownie). Podczas gdy patrząc na to rozsądnie... to nic się nie zmieniło dla ciebie od wczoraj - nic nie zyskałeś, ale też nic nie straciłeś. To samo z małżeństwem - wyobraź sobie sytuację w której ktoś zabija twojego partnera lub partnerkę gdy już stoicie przed ołtarzem. Czy może być coś bardziej druzgoczącego? Raczej nie. Taka sytuacja potrafi człowieka zmienić nie do poznania. O wiele bardziej niż wymordowanie całej rodziny, czy zniszczenie komuś życia fałszywymi oskarżeniami.

     

    A jaki to miało wpływ w tej grze? Niebiescy już zaczynali w zasadzie świętować. A nagle pojawiła się szansa że zostanie im to odebrane i zaczęły nimi targać takie emocje że robili różne głupie, strasznie bezsensowne ruchy - przegrać 5 na 2 gdzie każdy z tej czwórki ma więcej zabójstw niż tamta dwójka razem wzięta to już wystarczający dowód głupoty xD. Fizz prawie że wskoczył do fontanny za tristaną, twitch tłukł wieżę za wszelką cenę nawet własnego życia (a jeszcze miał nexusa do zniszczenia xd), janna chciała się wycofać, ale potem w połowie powrotu stwierdziła że lepiej pomóc to zakończyć, a mordekaiser sobie biegał w kółko i nie wiedział czy wracać się do bazy podleczyć, czy pójść podleczyć się na minionach w dzungli, czy iść walczyć, natomiast tryndamere przeszedł cała mapę tylko po to by bezsensownie oberwać dpsa, a potem równie bezsensownie rozdzielić team wracając się do bazy (podczas gdy cały czas miał ulta, a więc mógł wbić się w wieżę, odpalić ulta i ją rozwalić z twitchem, a potem nexusa), następnie odważnie poszedł na spotkanie z 3-4 przeciwnej drużyny gdzie równie bezsensownie zginął.

     

    Przy okazji taki mały bonusik : filmik powyżej jest idealnym przykładem by się nie poddawać nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji :)

  2. Dotychczas codziennie dawałam jakiś wpis, toteż w ramach zadośćuczynienia, dzisiaj wrzucę Wam ścianę przemyśleń, zdjęć, memów, gifów i ogólnie poruszę temat serii Assassin's Creed.

     

    Materiał może zawierać SPOILERY z gier: AC 1, a także z tytułów po AC3.

     

    1280px-Assassin's_Creed_Logo.svg.png

     

    Ogólnie bowiem nie wiem czy wiecie, ale prawdziwy zakon asasynów faktycznie istniał i działał - nie można temu zaprzeczyć. Można ich jednak porównać do ninja z Japonii - byli to najemnicy, którzy działali na zlecenie tego kto płacił. Nie licząc mistrza, większość asasynów była zwykłymi pionkami i śmiało można określić ich podejście niemal "praniem mózgu" lub zaślepieniem. 

     

    tumblr_lnb0m9UCow1qb47hoo1_500.gif

     

    Termin "skok wiary" nie jest przypadkowy w serii o asasynach, gdyż w trakcie rozmowy Rashida ad-Din Sinana (Starzec z Gór, a także zapewne inspiracja dla postaci Al Mualima) z wysłannikiem zleceniodawcy zabójstwa pewnej ważnej osobistości (nie pamiętam tylko czy to już chodziło o nowego króla Jerusalem - Condrada - i zleceniodawcą był, zapewne, Rysiek I -lub Saladyni, czy może było to przy innej sprawie - pamięć mnie zawodzi, wybaczcie), został zapytany czy jego podwładni są zdyscyplinowani i zdolni do poświęceń.. poddawano w wątpliwość ludzi Rashida. Ten, więc nakazał dwóm asasynom aby skoczyli z okna. Skoczyli. Oczywiście zginęli (przypomnijcie sobie sytuację przedstawioną na początku AC 1 - Altair i dwóch innych skoczyło, jeden złamał nogę... sytuacja silnie nawiązywała do tego zdarzenia. Skok wiary oznaczał, że wiara w Mistrza, sprawę i boga była tak silna, że ci ludzie potrafili za to ginąć.. dla samej wiary. Niezwykłe doprawdy!

    Wspomniałam wcześniej o ninja, gdyż oni, tak samo jak asasyni, nigdy nie zdradzali swego zleceniodawcy, pracowali temu kto płacił i byli wierni mistrzowi.

     

    GreedyInsidiousButterfly-max-1mb.gif

     

    To tak z punktu widzenia historii :D ogólnie serię gier o asasynie często polecam młodym ludziom bo oprócz grania, mogą poznać ciekawe nazwiska, fakty i miejsca historyczne - szkoda tylko, że ubisoft nie tworzy dodatkowych np. mini-gierek wykorzystujących wiedzę z encyklopedii załączonej do gry, a w zamian jakieś nagrody, bo młodzi ludzie musieli by np. przeczytać o jakiejś osobie czy miejscu, a tak to niestety wiele osób to pomija.

    Nie zapominajmy jednak o tym, że jest w tym też sporo fikcji.

     

    tumblr_nuppq5dxZz1ra4xgbo1_500.gif

     

    Bardzo cieszy mnie, że zespoły wracają znów do postaci osadzonej "tu i teraz". Jak można się bowiem domyślać, na początku planowano skończyć historię na Desmondzie - idealnie sparowano tematykę oraz wydanie z ówczesną paniką na temat "końca świata" w kalendarzu Majów. Ale co potem? Z początku rzucano nam smaczki - ciało Desmonda, Rebecca i Shane gdzieś w tle itp. itd. Mimo to nadal miałam wrażenie, że nie do końca wiedzą "co z tym fantem zrobić... Dlatego fakt, że w najnowszej grze - Origins (ach kochany Bayek! <3 ) raduje mnie fakt, że gramy zza pleców Layli Hassan, a nie oczami "anonimowej postaci". Był to dla mnie pozytywne zaskoczenie i obudziło nadzieję na "coś więcej".

     

    200.gif

     

    Jak już mowa o AC: O, to kolejnym powodem do radości jest fakt, że autorzy utrzymali jego powiązanie z Desmondem i pozostałymi przodkami naszego "pół-barmana, pół-asasyna". Gdy doszły mnie słuchy, że ma on być przedstawiony jako czarnoskóry, wyzwolony niewolnik toooo nie byłam zadowolona - a tylko dlatego, że Bayek jako przodek Desmonda (najwcześniejszy nam znany obecnie) powinien - na modłę ubisoftu - mieć bliznę na policzku i wyglądać do złudzenia podobnie jak Altair, Ezio, Desio itd. (tylko Connor się tak zdeczka nie wpisywał, aaaale i tak nie było źle... patrząc na jego ojca Haythama i dziadka Edwarda to w ogóle całkiem Desmondowo wyszedł). 

    Aczkolwiek pomysł o czarnoskórym wyzwolonym niewolniku nie jest zły - gdyby nie fakt, że już taką postać mamy jako asasyna.

     

    tumblr_ov00q9fpNJ1r5pc6bo1_500.gif

     

    No ok.. my to kloftu kloftu, a ja obiecałam temat do dyskusji oraz zdjęcia. O co chodzi? Otóż osobiście jestem wielką fanką Desmonda i antyfanką jego zgonu (zią, mogłeś być BOGIEM i przeciwdziałać przeludnieniu itd... xD). Nie no uważam, że chłopak miał całkiem przes***ne, a jest jedną z najbardziej olewanych i ignorowanych postaci z serii AC.. przynajmniej w moim środowisku. Wszyscy krzyczą: Altair, Ezio, Connor bo taki cool, Edward bo kto nie chce być piratem, Aveline, no bo kobieta itd. itp. Ale... zapominamy, że to wszystko przeżywał też Desmond, że co chwile przewalano go z kąta w kąt i w sumie ustawiono mu życie, wszyscy na niego dybali w ten czy inny sposób i chcieli wykorzystać.. aż w końcu biedaka "usmażyło". Czy to fair? Nie. Fakt - był tylko barmanem. Ale pomysł, że predyspozycje do pewnych rzeczy mamy w genach moim zdaniem nie jest taki głupi. No i w końcu Desmondowi całkiem nieźle szło i "nas ocalił" xD

     

    tumblr_mttkub5CDa1s9a1zuo3_500.gif

     

    I tu pojawia się pytanie - jak Wy zapatrujecie się na postać Desmonda? Czy Desmond Miles był tylko pół-barmanem, pół-asasynem? Czy waszym zdaniem był bohaterem? Czy może olewaliście go do tej pory całkiem? Czy chcielibyście jego powrotu? Wiecie... fontanna życia i te sprawy - czemu nie xD :D  Chętnie poznam Wasze zdanie na temat Desmonda, bo moje już poznaliście i wiecie, że mam na jego punkcie fizia (aż tak dużego, że uwielbiam go cosplayować) :D 

     

    W "spoilerze" mam dla was kilka zdjęć mojego cosplayu Desmonda, jako wyraz uznania, że wytrwaliście moje wypociny :D  (i by wam udowodnić, jak go uwielbiam xD)
     

    Spoiler

    977168_516201671786271_874722577_o.jpg?o

     

    931255_516203608452744_341053705_n.jpg?o934741_516202341786204_295079929_n.jpg?o

     

    1484034_610926062313831_1950405333_o.jpg

     

    983974_526771360729302_416848332_n.jpg?o1477857_610926572313780_199178264_n.jpg?

     

    919078_610926648980439_887870257_o.jpg?o

     

     

    Ok ziomki, to ja lecę... :D  Dzięki za wytrwałość <3 

    Leap-Of-Faith-the-assassins-31860425-500

  3. To ostatnie rozdziały pisane bez specjalnych znaków (jak podkreślenie, albo pogrubienie). Wynikało to z tego, że skopiowałem obecne rozdziały z mojego Tumblra.  Następne posty będą już ładniej pisane( tak jak teraz).

    Rozdział 6:
     

    Alfa&βeta- Rozdział 6

    -Żartujesz sobie? Nie wiem kim jestem, a tym bardziej nie mam pojęcia jak się walczy.- krzyknął masz bohater.

    —————Walka—————–
    Czerwony kapturnik (Tier C)
    Domyślny kapturnik (Tier ?)

    vs

    Lider grupy demonów (Tier D) 
    Mniejszy demon 1 (Tier F) 
    Mniejszy demon 2 (Tier F) 
    —————Walka—————– 
    ———————————–
    Czerwony kapturnik-Ognisty hak (★)
    Kapturnik rzuca swym nożem na ognistej linie, która pozwala mu się szybko przemieszczać do wroga, obiektu lub do ucieczki.
    ———————————–

    Czerwony wybraniec przyciąga się do Mniejszego demona 1, wbijając mu nóż w czaszkę. Mniejszy demon 1 umiera

    ———————————–
    Czerwony kapturnik-Zwinność  (★ ★★ )
    Po użyciu umiejętności  ★,  możesz wykonać kolejną umiejętność. Ponowne użycie umiejętności  ★ w turze nie daje już Zwinnośc
    ———————————–

    ———————————–
    Czerwony kapturnik-Ognisty cios  (★ ★ )
    Kapturnik przykłada rękę do ciała przeciwnika, a następnie wywołuje mały wybuch ognia. Użycie Ognistego ciosu na krysztale chroniącego duszę, niszczy go ponadprzeciętnie.
    ———————————–

    Czerwony kapturnik z niesamowitą szybkością doskoczył do Mniejszego demona 2, a następnie przyłożył rękawicę do jego klatki piersiowej, wywołując wybuch. Mniejszy Demon 2 umiera,

    -Tak to się robi, hahaha!- Powiedział czerwony, z jeszcze większą pewnością niż wcześniej.

    -Haha, jesteś jednym z najbardziej poszukiwanym kapturnikiem u demonów. To zadziwiające, że zawsze jesteś na miejscu krok przed nami. Byłem gotowy na to że cię spotkam- powiedział Lider grupy demonów.

    ———————————– 
    Przedmiot- Zatruta woda z Zakażonego Morza ( ★ ★ ★ ★ ★ ) 
    Woda ta jest jedną z najsilniejszych trucizn. Nie działa natychmiastowo, i łatwo się na nią uodpornić niwelując jej śmiertelność,  jednak w bardzo długim czasie zmniejsza moc ognia, aż w pewnym momencie całkowicie pochłania ogniste zdolności.
    ———————————– 

    -HAHAHA. PRZYJMIJ TO!-Krzyknął Lider grupy demonów.

    Czerwony kapturnik został zraniony, butelką z trucizną.

    -Dodałem kilka składników do tej wody.- powiedział Demon

    Czerwony kapturnik zostaje osłabiony, jest niezdolny do walki na pewien czas.

    -Po….mó..ż… mi- szepnął resztkami sił czerwony, patrząc się na naszego bohatera.




    Rozdział 7

    “Co mam robić!? Co mam robić!?”

    Mała kula mocy która wywoływała pioruny, nie ustępowała. 

    -Teraz pora na ciebie, kapturniku- Powiedział Demon do naszego domyślnego kapturnika

    Bohater spanikował. Spojrzał na kulę i złapał ją swoją rękawicą. 

    ———————————–
    Dusza wchłonięta
    Moc: Piorun 
    ———————————–

    “Nazywam się Abel, kolor który reprezentuję to błękit turnbulla, a oznacza on moc pioruna. Odrodziłem się po to, żeby zemścić się na demonach, eliminując każdego który stanie mi na drodze.”

    ————Karta Postaci—————– 
    Nazwa: Abel
    Moc: Piorun (błękit turnbulla)
    Tier: B
    ———————————– 

      —————Walka—————– 
    Abel (Tier B)

    vs

    Lider grupy demonów (Tier D)
    —————Walka—————– 

    “ZABIJĘ CIĘ I DOKONAM ZEMSTY!”

    ———————————–
    Abel- Piorun frontalny ( ★★ )
    Abel wystrzeliwuje piorun wprost na wroga, który nakłada ładunek.
    ———————————–

    Piorun był niesamowicie szybki, jednak samo przygotowanie go trwało 2 sekundy. Demon otrzymał obrażenia oraz posiada w sobie jeden ładunek.

    “To nie wszystko! Detonuję ładunek!”
    ———————————– 
    Abel- Detonacja ładunku ( ★ )
    Abel detonuje wszystkie ładunki znajdujące się we wrogach. Jeśli wrogowie stoją koło siebie i posiadają ładunek, Detonacja ładunku wywoła combo elektryczne które razi wszystkich wrogów między sobą.

    Demon umiera, jednak Abel ciska dalej frontalnym piorunem na swojego przeciwnika. Żądza zemsty jest zbyt duża. Z demona został sam popiół.


    -Przestań, nie warto się dalej męczyć- Powiedział czerwony kapturnik który doszedł już do siebie.
    -A więc już wiesz kim jesteś?-Dodał

    -Tak, jak słyszałeś, nazywam się Abel, i zginąłem na planecie 75, z ręki demona. Pomszczę mojego chowańca.
    A kim ty jesteś?

    “Haha, nazywam się…..
     



    Rozdział 8



     

    “Haha, nazywam się….. Asormler”

    ————Karta Postaci—————– 
    Nazwa: Asormler
    Moc: Ognień (czerwony)
    Tier: C
    ———————————– 

    -Miło mi cię poznać. Wiem kim już jestem. Nazywam się Abel i jedyne czego 
    pragnę to zemsta. 

    -Wydajesz się być zimnym draniem. Czy mógłbym wiedzieć dlaczego aż tak chcesz się zemścić?- Zapytał Asormler

    -Demony zniszczyły mój dom, zabiły moją rodzinę, mojego jedynego przyjaciela który był chowańcem.

    -Chowaniec był twoim przyjacielem?

    -Był to wilk, jedyne stworzenie, któremu na mnie zależało, nie licząc mojej rodziny.

    “Przypominasz mi kogoś..” - Powiedział zamyślony czerwony kapturnik.

    -Ok, więc co teraz?
     

    Burza ustąpiła, a planeta centralna, która była stolicą zbioru beta nadała blask planecie 75. Niestety nie był to jakiś zdumiewająco widok, ale nie był też najgorszy. Drzewa zasłaniały niebo, zaś pod nimi mieszkańcy planety 75 budowali swoje domki. Przez liście drzew dochodziło światło centralnej planety.

    -Jeśli chodzi ci o zemstę na demonach, powinieneś poćwiczyć swoje umiejętności bojowe. Przydałaby ci się również broń połączona z twoją duszą. Musisz też znać swoje ataki specjalne perfekcyjnie. - powiedział czerwony wybraniec 
    -Czym jest bron połączona z duszą? - zapytał Abel
    -Większość wojowników po staniu się wybrańcami, posiadają od razu swoją broń, która jest przypisana do ich duszy. Każda bron jest wyjątkowa i wyróżnia się na swój sposób. -odpowiedział 
    -Jak mogę zdobyć własną broń? - zapytał lekko zagubiony bohater.
    -Najprościej będzie najpierw odkryć jakim typem broni będzie ci się walczyło. Typ broni może być od najprostszej jak na przykład miecz lub łuk, aż po bardziej skomplikowane jak armata lub bardzo oryginalne jak mechaniczna włócznia. Nie ma wyjątków. Powiedz mi na sam początek czym byś chciał walczyć.
    -Niestety nic nie przychodzi mi do głowy.
    -Hmm..rozumiem. Mam coś w takim razie dla ciebie. To amulet który pozwala ci zmaterializować cząstkę twojej duszy. 

    Amulet wyglądał jak szkło w kształcie kolca na sznurku. Wyglądał na dość długo używanego (i taki był).

    -Śmiało, załóż go i skup się. Postaraj się uwolnić troszeczkę swojej mocy!

    Abel założył naszyjnik. Uwolnienie cząstki duszy zajęło mu moment w porównaniu do typowego wybrańca, jednak amulet zadziałał. Wypełnił się pięknym i ciemnym niebieskim kolorem.

    ———————————– 
    Przedmiot- Amulet materializacji ( ★ )
    Pozwala na przyzwanie dowolnej prostej, jednak mało wytrzymałej broni. Broń niszczy się sama po pewnym czasie
    ———————————– 

    -Spróbuj teraz sobie  wyobrazić na sam początek sztylet. Jest mały i prosty więc stworzenie go nie powinno ci sprawiać problemu.

    Abel próbował przez 20 minut przyzwać sztylet.  Asormler powiedział, żeby się nie spieszył więc zmaterializowanie broni wydłużyło się do godziny, jednak nie udało się.

    “No cóż, poćwiczymy to kiedy indziej. Pokażę ci jakie panują zasady na tym świecie, a potem pójdziemy w swoją stronę.” - powiedział czerwony kapturnik
     



    Rozdział 9



     

    -Okay, więc na każdej planecie istnieje teleport zwany portalem do planety centralnej. Jak nazwa wskazuje, jest to centrum naszego zbioru. Walki tam są zakazane. Można używać mocy, jednak nie w złych celach. Sama Bogini strzeże tego miejsca, przynajmniej takie są plotki, lecz lepiej nie ryzykować.
    -Ile portali istnieje na jednej planecie?
    -Od 1 do 5, w zależności od wielkości planety

    Planety nie były tak duże jak wasza ziemia

    -Więc gdzie znajduje się portal do stolicy?

    -Ymm, niestety dowiedzenie się gdzie jest portal jest trudne, zakładając że trudno ci było zmaterializować broń z mocy. No więc….zamknij oczy i skup się najbardziej jak potrafisz. 

    Bohater skupia się. 

    Mimo że twarz kapturników jest wiecznie zasłonięta dymem, to jednak można przyzwać oczy, które świecą głównym kolorem kapturnika. Dzięki temu można wykrywać inne dusze i portale. Jest to jednak bardzo trudna umiejętność, która jest wyzwaniem nawet dla najlepszych, jednak…..

    Na ułamek sekundy jego oczy podświetlają się.  Asormler nie może uwierzyć w to co zobaczył. 

    “Jakim cudem udało mu się to zrobić?! Przecież najprostsze użycie mocy sprawiło mu trudność”- Pomyślał czerwony wybraniec, po czym powiedział:

    -Czy widzisz gdzieś portal?
    -Tak, a nawet kilka.
    -W takim razie udamy się do najbliższego. Prowadź!

    Po krótkiej wędrówce, która trwała zaledwie 20 minut, kapturnicy stanęli przed portalem. Był on wysokości około 3 metrów i 1,5 metrów szerokości. Świecił się niczym tęcza. 

    -Wskakujemy!-Krzyknął z radością Asormler, po czym powiedział już po przeskoku portalu:

    “Witaj, w Stolicy!”

    Stolica była stolicą (hehe) zbioru beta. Był to duży stadion, w którym cały czas była gwiaździsta noc. Wszędzie były pozłacane ściany. Podłoga natomiast była srebrna. Stolica tętniła życiem, wszędzie było dużo cywilizowanych istot. Wszędzie były rozłożone stragany, a za nimi domki ze sklepami. Można było tak kupić prawie wszystko co było pospolite. Im dalej się zaszło, tym bogatsze sklepy. 

    -Nas interesuje ta duża tablica, obok której jest wielkie stoisko.

    Była to duża tablica, wokół której było wielkie zbiorowisko wybrańców, którzy chcą pozyskać moc ze złych duszy.

    -Tutaj możesz polować na demony i dokonać swojej zemsty. Za każde zadanie otrzymujesz nagrodę w postaci duszy która robi cię silniejszym. Każda kartka na tej tablicy ma opisany przebieg zadania i jest jednocześnie zwojem który teleportuje cię blisko zadania.

    “Tutaj niestety nasza przygoda się kończy. Ja też mam ważne sprawy, ale mam nadzieję że jeszcze się spotkamy.”



    Koniec pre-arc'u pierwszego "Początek wielkiej legendy"

  4. DERPGOWNIX

    • 0
      wpisów
    • 0
      komentarzy
    • 163
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  5. Kiedy nasz klub liczył jedynie 7 członków, miał już dwa jasne cele
    PO PIERWSZE, że będzie klubem prawdziwej ideologii
    PO DRUGIE, że będzie jedyną siłą na MMOPLAYA
    Pozostawaliśmy w mniejszości, ponieważ mobilizowaliśmy wartościowe elementy walki i poświęcenia w klubie...
    które zawsze były w mniejszości a nie w większości


    NASI WROGOWIE DRĘCZYLI I PRZEŚLADOWALI NAS OD CZASU DO CZASU
    banowali niepożądanych użytkoników z Klubu
    Dzisiaj musimy sprawdzić siebie i usuwać spośród nas elementy, które stały się złe.
    Moderatorzy nie mogą należeć do nas! To nasze życzenie i wola... żeby Klub Anime trwał tysiąclecia
    Możemy się cieszyć, że jej przyszłość należy do nas

     

    NIECH ŻYJE KLUB ANIME
    NIECH ŻYJĄ ANIME

     

     

     

    Od tego momentu w klube anime zostają:

    Ja- Wódz

    Civil- Sekretarz stanu

    Leman- członek

    Kaitokun- członek

    Takeshi- członek

    Might Tay- sprzątaczka

    Xasarm- filantrop filozof, człowiek renesansu

    Trampek- członek

    reszsta został usunięta przez nieporządane działania mające działać na korzyść wzmocnienia siły moderacji (ZDRADA), jednocześnie oznacza to tyle, że z Klubu zostały usunięte wszystkie osoby które przeszyły na stronę wroga (moderacja).

     

     

     

    KWJ200.jpg

    • 0
      wpisów
    • 0
      komentarzy
    • 673
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  6. jasbobonline

    • 0
      wpisów
    • 0
      komentarzy
    • 415
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  7. BLOGHR3N

    • 1
      wpis
    • 5
      komentarzy
    • 641
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Większość z Nas czyta wszelakiej maści recenzje bądź pierwsze wrażenia nie w celu zaczerpnięcia wiedzy czy też zdania na temat danej produkcji opisanej według widzimisię autora lecz po to aby dowiedzieć się czy opłaca się inwestować w nią swoje ciężko zarobione pieniądze i znacznie cenniejszy od nich czas. Jak sprawa ma się z Overwatch? Czy warto jest wydać te paręset złotych? Szczerze? Już na początku mogę napisać, że moim zdaniem... Nie. 
     

    Nie zrozumcie mnie źle, sam kupiłem Overwatcha w przedsprzedaży jakiś miesiąc temu, lecz to co dane było mi zobaczyć podczas otwartych beta testów jasno dało mi do zrozumienia, że kupiłem kulawego kota w worku. Przez to, że produkcja ta znajdowała się dla mnie ciągle w fazie "Onlywatch" skusiłem się na pre-order, a na Open Betę rzuciłem się niczym pszczółka na kwiatek. Po jakiś 11 godzinach rozgrywki zaczęło wiać nudą, a moja ochota na jeszcze jeden meczyk malała niczym punkty zdrowia w starciu z przeuroczym Bastionem w jego wieżyczkowej formie. Overwatch to połączenie dwóch gatunków - gry MOBA i rasowego FPS'a, wynikiem takiej fuzji jest produkcja nastawiona wyłącznie na grę zespołową i realizowanie wyznaczonych przez dany tryb zadań przy jednoczesnym zachowaniu dynamiki i pierwszoosobowego widoku znanych ze strzelanek. Nawet (drużynowego) deathmatchu tu nie uświadczymy, no niestety ale waga pojedynczego gracza została znacznie tu zredukowana. Trochę mnie to zabolało. Po zwycięstwo idziemy więc nie poprzez stosy własnoręcznie ubitych oponentów, a wraz z drużyną poprzez wyznaczone ścieżki, od punktu A aż do punktu B gdzie liczy się zdobyty obiekt, a nie frag.       
     

    Nie byłoby to aż tak złe gdyby Overwatchowi bohaterowie nie byli wręcz wyciągnięci z jakieś produkcji MOBA. Mamy ich całą rzeszę, 21 sztuk podzielonych według prostego schematu Atak/Obrona/Wsparcie/Tank. Każdy z nich to unikalny model, historia, umiejętności, broń no i oczywiście zachowanie na polu walki. Trupia Wdowa to na ten przykład typowy snajper plątający się z dala od drużyny i próbujący kogoś ustrzelić z jak największego dystansu, Reinhardt to doskonały obrońca dzierżący ogromny dwuręczny młot i jeszcze większą energetyczną tarczę którą może osłaniać kruchych członków teamu, Bastion... zaś Bastion to taki elegancki zmiennokształtny robocik który potrafi cały mecz przesiedzieć w jednym cholernym, niedostępnym od frontu miejscu posyłając do piachu wroga za wrogiem i przy okazji osłabiając morale całej drużyny przeciwnej z nieodzownym, rozpaczliwym pisaniem przez nich na czacie międzydrużynowym "noob bastion fgt fuk you". Wszystkich łączy oprócz wspólnego celu (zwycięstwa rzecz jasna) ciężarówka amunicji targana na plecach, bowiem tej mamy całą, okrągłą nieskończoność. Problem z bohaterami jest jednak taki, że każdy z nich jest dość, jakby to ująć... Graliście kiedyś w "papier, kamień, nożyce"? No cóż tak to mniej więcej w Overwatch wygląda. Bastion szybko poradzi sobie z mniej mobilnymi celami jak Wieprzu, za to rakiety i umiejętność wyskoku Fary będą dla niego niemiłą niespodzianką. Na szczęście Trupia Wdowa szybko pozbędzie się tego szybującego ustrojstwa, ale sama musi uważać by za jej plecy nie teleportował się Żniwiarz który w starciu na bliski dystans zrobi z niej krwawą papkę. I tak podczas pierwszych minut meczu rozgląda się kto i kim gra żeby ewentualnie zmienić swoją postać i jak najlepiej zaadaptować się do drużyny przeciwnej ponieważ bohaterów bezproblemowo możemy dowolnie zmieniać w trakcie meczu, znaczy po każdym zgonie. Nie za bardzo jest się jak z nimi zżyć, wybrać swojego ulubieńca gdyż gra się zazwyczaj tym co akurat jest potrzebne. Szkoda też, że nie możemy w żaden namacalny sposób ingerować w wyposażenie postaci (no może jedynie kosmetycznie) czy też zmieniać ich statystyk poprzez np. dodatki do broni. Zapewne ucierpiałby na tym balans, ale byłoby przynajmniej bardziej nieliniowo, monotonia w tej produkcji dopadła mnie bardzo szybko. Nie no dość tych smutków, może czas na coś pozytywnego - umiejętności specjalne, według mnie wyszły Blizzardowi świetnie. Naprawdę czuć potęgę podczas używania "Wirującej Śmierci" Żniwiarza, znikające w ekstremalnym tempie paski zdrowia przeciwników napawają poczuciem całkowitej dominacji, no po prostu czysta przyjemność za każdym razem. Albo Fara i jej "Salwa" zasypująca wrogów gradem rakiet, bajer. No chyba, że jesteśmy celem takowych, wtedy jest już tylko przykro. Na szczęście już po chwili podziwiamy nasz zgon na killcamie i powracamy do akcji. Co by nie mówić, superzdolności faktycznie mogą odwrócić losy starcia, oczywiście o ile będą użyte z głową, a nie od niechcenia. Nawet w teorii przegrany mecz właśnie dzięki nim da się wygrać. Za to duży plus. 

    bd47dd27-f233-430a-aede-61862035b5e9_zpsaf4d465d-dfee-4268-be1d-720a1f130457_zps
     

    No tak, już wracamy do wirtualnej rzeczywistości. Sama rozgrywka w trybie podstawowym jakoś nie porywa. Zajmujemy punkty, przepychamy pojazd poprzez punkty kontrolne bądź próbujemy do tego nie dopuścić na różnorodnych choć dość schematycznych mapach. Wpierw porywają swoim wyglądem, wielkością i możliwościami atakowania przeciwników z flanki ale już po kilku meczach w danej lokacji stwierdzamy, że to jednak nie tak duża, choć przemyślana plątanina niezniszczalnych budynków, korytarzy, śmieci i wolnej przestrzeni akurat starczającej do w miarę dynamicznych, maksymalnie kilkunastominutowych starć 6 vs 6. A co do samych starć. Akurat poziom trudności Overwatch nie jest zbytnio wygórowany, bawić może się każdy, ale ci "gorsi" szybko stracą ochotę do dalszej gry. Niektórymi postaciami da się grać w miarę skutecznie spamując umiejętnościami i przytrzymując lewy przycisk myszy, a są też takie które wymagają małpiej zręczności i IQ powyżej przeciętnej, za to nagradzają to praktyczną dominacją w meczu. Dobry Genji poradzi sobie praktycznie z każdym pojedynczym przeciwnikiem przy okazji utrudniają bądź uniemożliwiając realizacje celów, natomiast Genji przeciętny lub słaby będzie jedynie bezużyteczną, hasająca po ścianach tarczą dla pocisków. Wielu graczy zarzuca Overwatchowi to, że jest wręcz obrzydliwie casualowy - na mapach co kilkanaście metrów lewitują apteczki, nie ma możliwości wypstrykania się z amunicji, a niektóre umiejętności pozwalają np. widzieć przez ściany czy też automatycznie namierzać cele do odstrzelenia. Gwarantuje Wam, że nie jest to takie chore jakby mogło się wydawać. Apteczki mają swój czas odnowienia, a zdrowie zazwyczaj nie regeneruje się samo. Bez medyka, d*pa zbita. Strzelać każdy może ile chcę, ale tutaj liczy się przede wszystkim celność i to mimo tego, że amunicje zużywa się wiadrami. Akurat to spowodowane jest ilością punktów życia/pancerza oraz defensywnych zdolności co poniektórych postaci w których ładowanie magazynka za magazynkiem czasem nie daje zadowalających rezultatów. A co do tych pogiętych zdolności? No cóż, tak jak pisałem wcześniej - potrafią one zmienić wynik starcia. Nie jest to Call of Duty, nie jest to Battlefield, nie jest to CS ani nawet Team Fortress. To po prostu Overwatch, całkiem inne doznanie, wymagające na pewno nie mniej umiejętności gry niż każda z wymienionych przed chwilą produkcji.     

    dc9eaae2-e11f-43fb-80e1-29a33023e4d3_zpsf02c605e-3a2c-498e-be81-8375613b4aed_zps
     

    No zostało nam jeszcze trochę miejsca na zawartość dodatkową. Nie chcę Was zanudzać, ale wolę żebyście mieli przed sobą jako taki obraz tego co znajduje się w Overwatch niż strzępki bezpośrednio niezwiązanych ze sobą informacji. Zatem w grze oczywiście znajdziemy osiągnięcia do odblokowania, portrety, levelowanie konta no i związaną z nim ciekawostkę. Za każdy zdobyty poziom otrzymamy skrzynkę z łupami, a znajdziemy w niej kilka kosmetycznych pierdółek typu skórki dla postaci, graffiti, avatary, dodatkowe dialogi, zwycięskie pozy, emotki, prezentacje, czy walutę pozwalającą samemu nabyć wszystkie te głupotki. Jest to fajne, ale na dłuższą metę nieefektywne ponieważ z poziomu na poziom pułap doświadczenia jaki musimy zdobyć aby otrzymać kolejną upragnioną skrzynkę rośnie. Ja w 11 godzin osiągnąłem poziom 18, czyli dostałem 18 skrzynek (chyba?). Dzięki temu mam praktycznie dla każdej postaci kilka elementów takiego "rynsztunku". Z pięćdziesięciu czterech. Nie dziwi więc fakt, że skrzynki te będą rozprowadzane po premierze za prawdziwe pieniądze. A jak wiadomo Blizzard się ceni więc za półdarmo na pewno ich nie odda. Na szczęście limitu poziomów nie ma, no i po pewnym czasie ilość potrzebnego do awansu doświadczenia będzie stała to jednak dla osoby która będzie grać w Overwatch jedynie raz na jakiś czas może stanowić to niemiłą niespodziankę.          
     
    460b8f76-8dc1-4558-8065-eab17a46d335_zps6ff78cfc-c6e9-481c-9585-ef71e239ed06_zps

    Do oprawy graficznej jak i audio nie mam jak się przyczepić. Paleta barw cieszy oko, tekstury, animacje oraz modele naprawdę mogą się podobać, a co do oprawy dźwiękowej... Jak zwykle poezja, w tym i również w języku polskim. Tłumaczenie jak zwykle na najwyższym poziomie, a głosy dobrane wręcz idealnie, przy niektórych tekstach bohaterów można nawet uśmiechnąć się pod nosem. Do tego optymalizacja jest całkiem niezła, posiadacze trochę już leciwych piecyków i tak będą mogli sobie poszaleć. Fajnie, fajnie. No, ale dobra, czemu Overwatcha nie polecam przecież większość elementów ma zrealizowanych co najmniej dobrze, a nawet bardzo dobrze? Ponieważ jest nudny. Pierwsze godziny z grą to jednoczesna frustracja i zachwyt. Uczymy się map, poznajemy postacie, dostajemy solidny łomot, ale z meczu na mecz, gdy wiemy coraz więcej i lepiej gramy powoli następuje zwrot o 180 stopni. Robi się standardowo, monotonnie, wiemy czego się spodziewać, a każda nowa rozgrywka to powtarzanie tych samych schematów - stań tu i pilnuj, biegnij tam i zajmuj. Niestety Overwatch w żaden sposób nie jest innowacyjny, nie burzy czwartej ściany. Jest naprawdę dobrą grą, ale za 209,99 zł chciałbym czegoś więcej. Fakt, faktem, że to dopiero początek jego drogi - na pewno Blizzard na fali hype'u zacznie dodawać nowych bohaterów, mapy, tryby, skórki... Ale czy to wystarczy kiedy sam szkielet gry mnie osobiście nie zachwycił? Poza tym czy nie skończy tak jak najnowsza odsłona legendarnej serii Diablo? Płacząca w kącie, dobijana tęczowymi ramkami. Któż to wie. Napiszę tak, za  około 100 zł można śmiało go przygarnąć, pograć godzinkę dziennie i odstawić, ale 200 zł to już niestety przesada... pułapka w która sam dałem się wciągnąć i z której wyrwał mnie sam Blizzard udostępniając betę dla wszystkich chętnych. Także dzięki, teraz będę mądrzejszy.
     

    A jakby tak grafikę zmienić na izometryczną... Hm Heroes of the Overwatch tyle, że bez stworków... 
     

    Wszystkim którzy dotrwali do tego momentu gratuluje wytrwałości. Zapraszam też do dyskusji na temat Overwatch i pamiętajcie - jeżeli macie inne zdanie od mojego to nie znaczy, że któryś z Nas jest gorszy czy też się myli. Każdy ma swój gust, może dla Ciebie ta produkcja jest spełnieniem marzeń, dla mnie nie, więc uszanuj to. Konstruktywna krytyka mile widziana. Nie rozpisałem się o każdym elemencie gry ponieważ mało kto przebiłby się przez taką ścianę tekstu, poza tym jestem na to zbyt leniwy. A jutro trzeba już iść do pracy. Ale może pewnego pięknego dnia zrobię recenzje... 

    Pozdrawiam.

    ---

    OGHR3N 

  8. Mało znane gry.

    • 1
      wpis
    • 0
      komentarzy
    • 738
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    MadHatter
    Ostatni wpis

    Factorio-logo.png

    Factorio, niezależna gra ekonomiczno strategiczna od dwóch czechów. W grze wcielamy się w rozbitka na obcej planecie, który musi budować różne fabryki, wynajdywać nowe technologie i oczywiście, bronić się przed obcymi.

    W grze są dwie kampanie, które w moim odczuciu służyły jako taki większy samouczek. Opowiadają tam jakąś historie, ale większych fajerwerków nie ma. Prawdziwa zabawa zaczyna się kiedy zaczniemy "Nową grę" (gra ma polski język), ustawiamy sobie parametry mapy i znowu rozbijamy się na planecie. Naszym głównym teraz celem jest zbudowanie rakiety i ucieczka z tego świata. Pierwsze co, to zostaniemy przytłoczeni możliwością badań różnych technologi, jest ich tyle, że aż po 60 godzinach gry na tym samym świecie, nadal nie mam rakiety (ludzie na forum gry podobno stworzyli moda, który dodaje jeszcze więcej technologi do odkrycia). Oczywiście zanim zaczniemy badać musimy zbudować laboratorium, ale zanim to zrobimy musimy stworzyć kopalnie żelaza, miedzi, węgla, potem zbudować silniki parowe, połączyć to wszystko jakoś kablami i kiedy będziemy mieli wystarczająco surowców w końcu możemy zbudować pierwsze laboratorium. Ale żeby badania ruszyły z miejsca potrzebujemy czerwonego składnika.

    Mógłbym tak pisać cały czas co dalej można zrobić, ale nie o to tutaj chodzi.

    W skrócie, factorio to taki minecraft 2D milion razy trudniejszy i ciekawszy. (sam minecraft też jest dobry)

    Nie wspomniałem o wielu rzeczach (pociągi, radary, pojazdy, pancerze wspomagane, robotyka) ponieważ mógłbym o tym pisać w nieskończoność.

    Trailer
     

    Spoiler

     

     



    Strona główna: factorio.com
    Cena: 20 euro

    • 2
      wpisy
    • 39
      komentarzy
    • 1798
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Jako iż słusznie zablokowano komentarze na podaniu do moderatorów trzeba pożalić się na blogu.

    Zaczniemy od tych podań, a co.

    Wymagania: jakie wystarczą, by dostać tutaj moderatora

    -minimum 1 post

    -konto zarejestrowane tydzień temu

    -zerowa znajomość mmo

    -mutacja, żeby nie było wstydu na skype/ts

    -na regulamin musisz szczać, bo i tak przyjdzie bardziej doświadczony moderator w tej kwestii i zacznie kręcić i rzucać co raz to nowe argumenciki i możesz sobie wyciągać powodu z rękawa

    -musisz być nie do przegadania

    Kto ma największe szanse?

    Osoby, który gówno wiedzą o mmo i jedynie co piszą to pierdoły na sb oraz nie pomagają innym użytkownikom.

    Dlaczego? Żeby nie było widać, że reszta 80% moderatorów jedynie co umie to pisać na sb i dawać warny. I inni będą wypadali przy nim żałośnie.

    Tu taj takie śmieszne cytaty: "Ponieważ potrafię pozostać neutralny w trakcie konfliktu" post od yamiji xD czy również rozkoszna perełka od Avitusa "jestem chyba jedną z nielicznych osób na tym forum, którzy próbują coś zrobić by było lepiej" widzę właśnie

  9. Super blog

    • 5
      wpisów
    • 24
      komentarzy
    • 4904
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    w komentarzach piszcie z jak sie nazywacie ile macie lat i napiszcie coś o sobie!!!!!!!

  10. Kanapkaland

    • 0
      wpisów
    • 0
      komentarzy
    • 4354
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  11. FanAjronaBlog

    • 0
      wpisów
    • 0
      komentarzy
    • 1052
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  12. ManagerBlog

    • 1
      wpis
    • 5
      komentarzy
    • 1772
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    W pierwszym wpisie na blogu, poruszę temat - po co on w ogóle powstał? Zapytacie. Odpowiem - gdyż ciężko znaleźć miejsce gdzie taki temat mógłby się odnaleźć, a to forum zrzesza ogrom ludzi, z pośród których mam nadzieję część z nich się nim zainteresuje.

    Zawsze lubiłem zarządzać - mieć wpływ na rozwój zawodników, ogarniać wszystko od członków sztabu, przez transfery do każdego grosza wydanego w klubie.

    Znajdę tutaj podobnych ludzi? Jeśli tak proszę w komentarzach o kwestie jakie miałbym poruszać na tym blogu.

    Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

  13. Cycki

    • 2
      wpisy
    • 15
      komentarzy
    • 1761
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Noobkiller
    Ostatni wpis

    Tak sobie patrzę na gry i widzę, że coraz to nowsze gry są coraz gorsze, a za stare nikt się nie rusza.

    Czemu te wszystkie firmy nie wykupią praw autorskich/nawiążą współpracę z firmami, która stworzyła kiedyś fajną gierkę.

    Przykład - sam CS.

    Chodzi o samą grywalność - zrobiono CS'a na tego z nowszymi bajerami graficznymi, trochę w samej mechanice pozmieniano i co? Gra jest zaraz przed albo i nawet po jeżeli chodzi o najlepsze gry - morał? Legenda nigdy się nie nudzi.

    A jest przecież masa gierek, które można by tak odświeżyć.

    Wolfenstein: Enemy Territory - który już w sumie ma taką nowszą wersje - Dirty Bomb, niestety usuniętą parę fajnych elementów, ale co tam. Samo Dirty Bomb trzyma się dobrze.

    Gothic - no, bo czemu nie? Grafika z Gothica 3 (oczywiście bez bugów) + multi i jazda. Oczywiście musiałoby to przykuć gracza na dłużej, bo Gothic to gra, którą można przejść i 50 razy, ale w końcu się znudzi - siła przymusu niestety. Ja osobiście fajnie bym widział eventy masowe czy jakieś urozmaicenie (oczywiście nie płatne, taka gra mutliplayer mogłaby być płatna - i tak wiele osób, by ją kupiło).

    Wiedźmin - wyobraźcie sobie tutaj - powstałaby legenda, perełka - o ile ktoś, by nad tym porządnie pracował. Nie będę pisał jaką frajdę, by dawało zrobienie własnego wiedźmina, ale tutaj jest pole ogromne - a co lepsze, czarnoziemy - a nie jakaś zakwaszona gleba.

    Urban Terror - gra bardzo spoko, niestety jej zarządca... nic nie robi, no może otwiera jakiś śmieszny sklepik w którym nikt nic nie kupuje.

    Quake - gdyby dało się bardzo porządne animacje, grafikę i zachowano tą dynamikę - byłoby świetnie. Nie mniej nie wiem czy nie ma już jakiegoś klona.

    Jest naprawdę masę gierek, które można odnowić i zyskać nie tylko natychmiastową populację graczy, ale i zarobić bez większego PayToWin.

  14. Klub Anime

    • 1
      wpis
    • 3
      komentarze
    • 1157
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Witam serdecznie w ten jakże pochmurny dzień dla społeczności anime.

    Niestety, ale klub anime zostaje zawieszony na czas nieokreślony.

    Liczę na to, że jeszcze się spotkamy. Póki co, życzę wspaniałych chwil spędzonym przy anime.

    Sayōnara!

  15. Avamenti's Diary

    • 2
      wpisy
    • 0
      komentarzy
    • 1279
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Avementi
    Ostatni wpis

    szcz%C4%99%C5%9Bcie10.jpg

    Gdy wesołym chcesz być, Spróbuj sobie potańczyć.

    Kiedy poleci Ci łza, Pomyśl wtedy, że to nie ta.

    Zaproś ją do tańca, Nie odmówi Ci różańca.

    Następnego dnia zmów paciorek, A nóż Ci podaruje swój wisiorek.

    Więc jakby tego było mało, Zrób wszystko, aby pasowało.

    Nazajutrz wyznaj, że ją kochasz, Tylko nie mów, że się wahasz.

  16. GordonBlog

    • 3
      wpisy
    • 20
      komentarzy
    • 3749
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    mueller_frlogo.gif

    Mówi się że krainy wzywają, krainy wzywają, krainy wołają, krainy tworzą i szukają bohaterów. Nie jest ważne czy jesteś Tarczowym Krasnoludem, Skalnym Gnomem, Elfem, Człowiekiem, Niziołkiem, Genasi. Nie ważne jakiej rasy jest stworzenie ważne że w każdej wiosce, w każdym klanie, w każdym mieście, w Amn, Silvermoon, Cormyrze czy lasach Tethyru znajdzie się człekokształtny który ruszy w świat, ruszy w przepiękny, brutalny, niebezpieczny, pełen wspaniałości Toril. Toril wspaniały świat, ale my zmniejszymy go troszkę i będzie spoglądać tylko na Faerun, krainę lśniących królestw i pierwotnej dziczy, rozciąga się od smaganych przenikliwym wichrem stepów Nieskończonych Pustkowi do Sztormowych Klifów Wybrzeża Mieczy.

    224730.1432846050.jpg

    Dwarves.jpg

    Elves.jpg

    No i przyszli śmiałkowie ruszają w świat, tylko po co, w jakim celu? My tutaj skupimy się na bogactwach, olejemy chwałę, piękne opowieści o heroicznych czynach, ratowaniu dziewic. Skupimy się na monetach, klejnotach, złocie. Kogo możemy spotkać na szlaku? Spotkamy, żołnierzy, żeglarzy, poszukiwaczy przygód, minstreli, handlarzy. Oni wszyscy chcą zarobić, zarobić i w pewnym momencie osiedlić się na stałe mając pełne sakwy. Nie jeden z nich chciał by przeżyć, obsypać się złotem i zakupić tawernę gdzieś na często uczęszczanym szlaku niedaleko Amn, Baldur's Gate, Waterdeep czy w mieście wspaniałości Silvermoon. Jeśli nie tawernę to chociaż jakąś warownię z przyległymi ziemiami, aby grzać swój poobijany tyłek i poorane bliznami plecy przy kominku.

    BGMapk5.jpg

    Czym te sakwy wypełnimy? Po przelaniu krwi orków na ziemiach hordy, po zabiciu jakiegoś mniejszego smoka, co będzie naszą twardą walutą dzięki której zakupimy nieruchomości aby mieć swój mały obudowany ścianami świat. Za co kupimy tawernę i będziemy słuchać opowieści odwiedzających nas herosów, którzy przyjdą i wydadzą swe bogactwa na piwo, wino i dziewki w bonusie racząc nas wspaniałymi opowieściami o walkach z Yeti, Olbrzymami w dolinie Lodowego Wichru, o bitwach z orkami na granicy Srebrnych Marchii, o podróżach na łajbie wzdłuż Wybrzeża Mieczy i walce z piratami. HA jakie monety weźmiemy od tych bohaterów w naszej ogrzanej ogniem z kominka Tawernie?

    Lore_Jiyyd_Hoard.jpg

    Na pewno monety będą srebrne albo złote, istnieje jeszcze miedz i żelazo, ale my pogardzimy takimi monetami przyjmiemy z uśmiechem na ustach złoto i srebro bez względu na to z jakiego królestwa jest moneta. Na pewno spotkamy i zaakceptujemy złote i srebrne monety bite w Sembii, monety o dziwnych kształtach pochodzą z tej pięknej krainy. Za kwarty piw z chęcią przyjmiemy w naszej tawernie monety z Waterdeep, gdzie sztuki srebra zwie się łupinami, sztuki złota zwie się smokami, a sztuki platyny słońcami, są jeszcze miedziaki bite na potęgę które zwie się dzióbkami. Taki przybysz z Waterdeep może nas zaskoczyć jeszcze monetą zwaną toal i portowy księżyc. Pierwszą z nich bije się brązu, ma kształt kwadratu z otworem w środku, dzięki temu nosi się je na przykład na rzemieniu, poza Waterdeep ta moneta jest bezwartościowa i delikwenta który wyżłopał trunki i chce nimi zapłacić będziemy musieli srogo obić. Z kolei portowy księżyc to inkrustowany elektrum półksiężyc z platyny z dziurą w środku który już ma wartość sporą i jest akceptowalny w obiegu nawet poza tym wspaniałym miastem. Przybysz z Sembii zapłaci nam srebrnikiem zwanym krukiem, albo złotą monetą zwaną szlachcic. No panowie nie zapominajmy o przybyszach, zmęczonych drogą przybyszach z Cormyru, którzy zapłacą nam srebrnym sokołem czy złotym lwem, jakiś bogacz może też wyciągnąć z dna sakwy platynową monetę o nazwie trójkorona. Sztuka srebra przez wielu zostanie też nazwana driham, a złota denar. Pamiętajcie nie ważne czy to driham, lew, szlachcic. Ważne aby wykonany był ze złota lub srebra, a że nasza tawerna jest już znana jak "Pod Miedzianym Diademem" z Amn, czy "Pomocna Dłoń" nie daleko Baldur's Gate, więc pogardzimy miedzianymi dziubkami, żelaznymi grostalami czy miedzianymi kciukami.

    Tak właśnie krainy nas wezwały, dokonaliśmy paru męskich czynów, na szlakach handlowych bronliśmy kupców, byliśmy kupcami i przeżyliśmy, walczyliśmy jako wojacy w bitwach, jako poszukiwacze przygód, zabiliśmy nie jednego Orka, BA nawet udało nam się wyjść cało z potyczki z Liszem, dzięki temu mamy swoją piękną tawernę, gdzie grzejemy stare kości i znosimy swędzenie blizn. I zarabiamy, zarabiamy złoto srebro i z nostalgią wsłuchujemy się w opowieści wyrostków którzy przeżyli potyczkę z goblinem, a opowiadają jak by walczyli z samym czerwonym smokiem czy przeszli przez Menzoberrazan.

    • 1
      wpis
    • 7
      komentarzy
    • 1943
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    blog-0360438001438867194.jpg

    Witam drodzy użytkownicy mmorpg.org.pl.

    Jak zapewne każdy z Was gra w gry komputerowe o tyle dobrze może zainteresować się pięknymi, lecz niedostępnymi w Europie Surykatkami.

    enhancedbuzz2588013190424026.jpg

    Surykatki (Suricata) - Te piękne ssaki z rodziny mangustowatych występują tylko na terenie Afryki.

    Są wszystkożerne, długość ciała to najczęściej 25-35 cm, ogon 15-25 cm!

    Te piękne małe stworzenia jest banalnie łatwo oswoić.

    Prowadzą one dzienny tryb życia, w grupach zazwyczaj pilnują swoje terytorium. Długość życia surykatki do średnio 7 lat.Posiadają bardzo dobry wzrok.

    Samoobrona surykatek przed niebezpieczeństwem polega na gryzieniu i szarpaniu przeciwnika w szyję.

    _5040ba1897840.jpg

    Myślę, że krótkie lecz zwięzłe informacje o surykatkach rozwiązały Wasz dylemat z kupnem, nadawał Paweł, do zobaczenia!

  17. ZNISZCZYC MULTIKULTI

    • 0
      wpisów
    • 0
      komentarzy
    • 1221
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  18. Takie tam bzdety

    • 0
      wpisów
    • 0
      komentarzy
    • 1206
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  19. Biało na szarym

    • 2
      wpisy
    • 15
      komentarzy
    • 2210
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Internet pełen jest opinii, że "kiedyś to były gry". Ten kto nie wspomina przynajmniej jednego tytułu przy którym spędzał długie wieczory lub nawet dnie niech pierwszy rzuci kamień. Wielu wychowało się na takich grach jak pierwszy Unreal, Doom, Duke Nukem 3D, Diablo czy trochę młodsze debiutanckie Gothici. Stawiane jako wzór pod względem grywalności, złożoności, wyzwań stawianych przed graczem. Dziś wielu narzeka na masową "casualizację" (upraszczanie) gier, które według komentarzy nie są już tak samo wciągające i przykuwające do monitora jak te pamiętane z najmłodszych lat. Przerost formy-grafiki nad treścią jest wskazywany jako jeden z głównych problemów.

    Wszystko fajnie, ale czy to na pewno wina producentów oraz tego jak tworzy się tytuły?

    Moim zdaniem w dużej mierze to kwestia percepcji (odbioru), która diametralnie uległa zmianie. Kiedyś, za dzieciaka, gry takie jak wspominany Doom czy Diablo wprowadzały w magiczny, wirtualny świat oferując jak na tamte czasy nietuzinkową formę spędzenia czasu. Wryły się one wręcz w pamięć jako coś wyjątkowego, bo były to rewolucyjne sprawy na coraz szybciej rozwijającym się rynku gier. Z pewnością dobrze kojarzymy je także z tego powodu, że bycie dzieckiem/nastolatkiem wiązało się z dość ograniczoną ilością problemów, było po prostu beztrosko. To wszystko może właśnie składać się na dość rozmyty, ale gloryfikowany obraz przeszłości.

    Druga sprawa to ewolucja rynku gier wraz z jego odbiorcami. Producenci są świadomi tego, że ludzie, którzy w 2000 roku mieli te -naście lat zdążyli już dorosnąć, założyć rodziny, przy okazji tracąc sporo ze swoich zasobów wolnego czasu. Trudno więc dziwić się, iż w wielu przypadkach gry da się ukończyć w kilka godzin a twórcy bardzo często stawiają na mnogość efektów specjalnych - w końcu osoba pracująca na pełny etat z kilkuosobową familią na głowie nie może pozwolić sobie na wielogodzinne sesje przed monitorem. Nie jest też w końcu tak źle - mamy tytuły takie jak Dark Souls, które stanowią nie lada wyzwanie.

    To jak kto w końcu jest? Wspominamy dawne czasy w świecie gier, bo kojarzą się z beztroską, czasem bez problemów czy rzeczywiście wszystko poszło w złym kierunku?

  20. BinaryBlog

    • 1
      wpis
    • 6
      komentarzy
    • 2546
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Binary
    Ostatni wpis

    432439404.jpg

    To tylko jest test . :)

  21. Heart In Line

    • 1
      wpis
    • 13
      komentarzy
    • 1877
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Czym jest życie ?

    Życie to droga, która jest kręta, na której często brakuję nam drogowskazów. Droga po

    której idąc nigdy nie możemy być pewni tego co znajduje się za kolejnym pagórkiem, droga

    gdzie nie możemy być pewni co znajdziemy za zakrętem, w którą stronę pójdziemy gdy dotrzemy

    do rozwidlenia. Droga, którą często podążamy samotnie ale równie często możemy trafić na

    kogoś kto podąża w tym samym kierunku, kogoś kto będzie nam towarzyszył ale również kogoś

    kto może zmienić kierunek, w którym podąża na najbliższym skrzyżowaniu, na najbliższym

    rozwidleniu gdy tylko pojawią się problemy. W ogóle życie to nie sielanka, a problemy.

    Problemy od których często uciekamy bo tak jest łatwiej. Uciekamy gdzie tylko się da często

    w świat wirtualny zajmując się tym co widzimy na ekranie naszego monitora, sam tak niegdyś

    robiłem, żeby chociaż na chwilę zapomnieć o otaczającej mnie rzeczywistości o złamanym ja,

    zniszczonym ego, żeby zapomnieć o bólu, który towarzyszył mi przez długi długi czas. Czas w

    którym przestałem być sobą, a stałem się nikim.

    Kiedyś ktoś porównał życie do gry

    komputerowej z gatunku surviwal.

    A więc możemy powiedzieć, że życie to gra, niebezpieczna

    gra. Gra w której nie ma lvl cap'u, serwery nigdy nie wygasną, zawsze spotkamy miejsca

    gdzie będzie pełno innych graczy ale również takie, w których napotkamy na ich brak. Życie

    jest grą, którą ogranicza tylko nasza wyobraźnia, nie ma tu sztucznych ścian, chociaż

    istnieje określony regulamin. Ale życie moi mili to nie tylko szarość dnia codziennego,

    życie to również kolory, które jednak często ciężko nam dostrzec.

    Życie, te dobre życie to wszystkie chwile radości, kiedy poznajesz nowych ludzi, kiedy

    pozwalasz sobie na drobne szaleństwa, kiedy wiesz, że żyjesz. Trafiasz na kogoś kto Cię

    wspiera, kogo Ty wspierasz i kiedy wiesz, że niezależnie jak głęboka jest ta przepaść, na której brzegu często stajesz to masz do kogo zawrócić, masz dla kogo być i dla kogo żyć.

    Cz. kolejna ... kwintesencja.