Czego brakuje obecnej generacji MMORPG? Pytamy i odpowiadamy

Missing

Zapytałem reszty zespołu MMORPG.org.pl, czego im brakuje w obecnej generacji gier MMORPG? Każdy miał wybrać tylko jedną rzecz i ją w miarę krótko opisać (chociaż niektórzy zrobili z tego epopeję). Oto odpowiedzi:

Algaist: "kontrolerów ruchu zamiast myszki i klawiatury"

Ja pragnę wskazać na „brak”, który obejmuje wszystkie sieciówki i w sumie już czas najwyższy by został naprawiony na szersza skalę. Co to takiego? Ha, nie tak szybko, najpierw małe wprowadzenie. Od 2005 roku rozrywka on-line jest w ciągłej, wzmożonej ewolucji. Gry MMO wyszły z cienia singlowych prekursorów i zdominowały serca graczy. Obecnie wiele tytułów dorównuje, a czasami przewyższa produkcje dla jednego gracza pod względem audiowizualnym i merytorycznym. Nic dziwnego zatem, że już co druga produkcja na sklepowych półkach wzbogacona jest o dopisek „multi” lub „wymaga dostępu do Internetu” – idą z duchem czasu. Trzeba powiedzieć, iż etap „walki o swoje” już miną dla MMO (zwycięsko), a teraz nastąpiła nowa era, która powinna doprowadzić do przełamania kolejnych granic.

Moim zdaniem przyszła kolej na interakcje ze światem gry. Powiedzmy sobie szczerze, iż myszki, klawiatury i pady to ograniczenia, które blokują graczy. Jestem za wdrażaniem do wszelkich sieciowych produkcji kontrolerów ruchu gracza. Coś takiego już staje się powoli codziennością dla użytkowników niektórych konsol. Jak udowodniło wielu geeków (w tym polscy studenci) stworzenie czegoś takiego np. na pecety nie jest jakimś wielkim szczytem technologicznym. Już teraz wykorzystuje się systemy, które przenoszą ludzkie ruchy na animację komputerową. Ba, nawet amerykańska armia sięga coraz częściej po to rozwiązanie do celów szkolenia bojowego. Pomyślcie tylko nad nowym MMORPG, gdzie mamy walki między graczami lub mobami, do których musimy odejść nieco od komputera i przyjąć pozycję do walki mieczem – coś takiego już ze startu stałoby się hitem. Zapewne wiele osób zainteresowanych tym tematem powie „zaraz, przecież do czegoś takiego trzeba by było instalować w domu całe studio mocapowe”. Mieliby rację … 5 lat temu. Obecnie są już zminiaturyzowane „skanery” naszej osoby, które można przypiąć do ubrania lub monitora. Kto wie, czy za 10 lat nie będziemy świadkami jeszcze bardziej przyśpieszonej ewolucji MMO, która zaowocuje grami wymagającymi już tylko połączenia z naszymi synapsami jak to jest prezentowane w książkach i filmach sf (np. książki Łukjanienki, seria Matrix) lub anime (np. Hack, Sword Art Online). Zapewne wtedy cała redakcja przeniesie się do jakiejś wirtualnej karczmy, w której codziennie będzie wygłaszał informacje herold-newsman, a moderatorzy uzbrojeni w arkebuzy będą przeganiać trolle. 

Azrael (moderator forum): "niech świat gry tworzą gracze, nie twórcy"

Obecny rynek gier MMO kusi nas rzekomo coraz lepszymi tytułami. Ale czemu są one tak wychwalane? Bo mają lepszą grafikę? Dynamiczny system walki? Rozległe obszary? Owszem. Niekiedy dochodzi do tego również całkiem niezła fabuła. Ale nie o to przecież chodz, bo takie rzeczy zostawmy grom single player. Skupmy się na esencji MMO. Masywne, multiplayer, to właśnie te słowa charakteryzują naszą sieciową roz(g)rywkę. Odstawmy to wszystko na bok, bo takie gry powinny się skupić właśnie na jak największej interakcji z innymi graczami. Wyrzućmy zbędnych NPC i dajmy pole do popisu samym graczom. O wiele ciekawszym rozwiązaniem jest, aby to jeden z nas został handlarzem siedzącym na targu, alchemikiem sporządzającym miksturki, kowalem tworzącym oręż, karczmarzem podającym trunki styranym herosom. Bo przecież gra nie powinna sprowadzać się do ciągłej walki. Przestańmy pracować nad "realnymi" zachowaniami wirtualnych botów - niech to właśnie GRACZE stworzą niepowtarzalny, tętniący życiem świat, do tego zachowany w klimacie prawdziwych RPG. Czy nie lepiej, gdybyśmy na czacie ujrzeli wiadomość "Ile sztuk złota za ten miecz?" skierowaną do naszej postaci siedzącej przy straganie, niż "Muszę wydropić jeszcze 10k, żeby kupić lepszego sworda u tego NPC w mieście"? 

Dzz (główny moderator forum): "brakuje mi samego RPG, które nie ma nic wspólnego ze zdobywaniem przedmiotów i podnoszeniem statystyk" 

Słońce powoli kończyło swą codzienną wędrówkę po nieboskłonie i teraz łapczywie połykał je nienasycony horyzont. Złote promienie traciły ciepło, czemu towarzyszyła zmiana barw na swoistą mieszankę czerwieni z pomarańczowym. Zimny dreszcz rozszedł się po mym ciele w swoim złowrogim rytmie wybijanym przez kolejne ukłucia niesłabnącego wiatru. Po ostatniej burzy zostało już tylko ulotne wspomnienie, ciągle pobudzane do życia przez tysiące tańczących po liściach refleksów świetlnych uwięzionych w kropelkach deszczu, jakby urok rzucony przez światło na wieki miało zostać w nich zaklęte. Jednak już wkrótce zgasną, a ich miejsce zastąpi tylko byle jaka ciemność. Powietrze ciągle przesiąknięte ozonem rozrywało me płuca w ekstazie świeżości, było jak balsam dla duszy strudzonego tułacza. Niebo, śladami słońca, przybrało wieczorowe szaty charakteryzujące się delikatną czerwienią, coś na kształt śladu po szmince, pozostawionym po pożegnalnym pocałunku. Również jedyne ocalałe po burzy chmury, trochę porozciągane i gnające na zachód w poszukiwaniu swych utraconych braci, wchłonęły słabnące spojrzenie chowającej się ognistej gwiazdy i na jej podobieństwo stały się rubinowe.

Rzekłbym, że to czas kłaść się do łoża na spoczynek, lecz nie opuszczają mnie myśli, że jeśli to zrobię, to będę tęsknić. Za tym widokiem, za urokami zawartymi w powietrzu, za szeptami, będącymi słodkimi obietnicami czekającej mnie przygody. Oplatają mnie zewsząd, tworząc niby zwarty kokon, a ja nie mogę dłużej im się opierać, bo jeśli jestem tu, to w całości, a nie tylko połowicznie. Nienasycony zostaję na dłużej, choć za oknem już dawno czerń nocy przeradza się w szarość dnia, szczelnie zaciągniętego stalowymi chmurami. Chyba będzie padać. Drobne kropelki, jakby przepuszczone przez sito, tańcować będą w welonach mgły, unosząc się i opadając, potęgując senność miasta.

I znów tu jestem, w krainie, gdzie zachód słońca trwa wiecznie, a skowyt wilka przeciągle rozchodzi się w przestrzeni, rozdzierając ją i z wielką siłą wbijając się w człowieka, dotykając samej jego struktury. Napawam się tym widokiem, choć wiem, że nic nie jest w stanie mi go zabrać, jednakże ja ciągle zabieram go garściami, przywłaszczam go w obawie, że zaraz ktoś nadejdzie i zburzy idylliczny miraż. Obrazek namalowany w innym świecie, podsycony mymi pragnieniami, pomalowany przez rękę tęsknoty.

On chyba już tu jest, słyszę jak trawa gnie się pod krokami przybysza. Jego oddech, rubaszny śmiech, ten cholerny gargantuiczny rechot. Już stoi przy mym boku, tępo patrzy w przestrzeń, nie widząc tego, co oczywiste. Chowa swą duszę za murem ignorancji, a bezmyślność wylewająca się z całej jego postaci, wylewa się przez te wodniste oczy. Chyba tonę.
- Masz trochę golda?
Zaczyna się. Odwracam się, zamykam oczy mając nadzieję, że to tylko przykry sen, ale słowa, cały ich potok, płyną z prądem i nie można już ich cofnąć. Jedne pociągają drugie i tak tyrada jest kontynuowana.
- Muszę kupić kilka itemków, brakuje mi do crafta. Potem nabije level, trochę grindu, wiesz o co się rozchodzi. A tak ogólnie to zbieram nowego seta, potrzebuję trochę statsy podnieść.

Alt + F4 i z powrotem jestem w przyciemnionym pokoju, stopniowo rozświetlanym przez jaśniejące za oknem niebo. Co zrobić, czar znów prysł, ucieczka w świat fantazji nie powiodła się, bo urok przełamany został przez niesfornego gracza.
Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem jednym z tych nieudaczników, którzy zamiast żyć w naszym pięknym świecie, chcą za wszelką cenę ujeżdżać smoki, a kobiety widują najczęściej w formacie JPG. Jasne, okulary czasem noszę, a najczęściej w ich szkłach odbija się jaśniejący ekran monitora, ale z domu zdarza mi się wyjść, a marzenia o życiu w jakiejś fantastycznej krainie odeszły wraz z wypryskami zdobiącymi niegdyś mą twarz. Oczywiście nie widzę niczego złego w oddawaniu się w objęcia wyobraźni, dlatego ten właśnie temat poruszam. Bo czego brakuje dzisiejszym grom MMORPG? Z pewnością tego, co w tych grach jest najważniejsze. Czyli samego RPG. Bo co właściwie oznacza ten skrót? Pewnie wszyscy potrafimy go rozwinąć (Nie wiesz co to znaczy, ty tam? Wyjdź!), ale co on za sobą niesie? Pal licho wszystkie statystki, zbieranie przedmiotów, rzucanie kostkami (jeśli myślicie, że gry MMORPG pozbawione są tego typu mechaniki, to jesteście w błędzie) i wszystkie te inne systemy związane z gatunkiem. Oczywiście, są to istotne elementy, budują przecież całość. Składowe, bez których twarda skała kruszeje, a potem rozwiewa się na wietrze w postaci nic nie znaczącego pyłu. Nie widzę gry RPG z krwi i kości, która pozbawiona jest tych elementów, dających możliwości rozpostarcia skrzydeł przez niespełnionych taktyków i matematyków. Dwa punkty odejmę tu, jeden dodam tu, a tamten przedmiot umagicznie specjalnymi runami. Spoko, wszyscy to znamy, wszyscy cenimy, bez tego nie ma gry RPG. Ale nie ma tez bez pewnej istotnej w moim mniemaniu rzeczy, tak smutno majaczącej gdzieś w ciemnym lesie. Opuszczonej, zapomnianej, jednak umierającej z tęsknoty. Serce mi pęka, kiedy ją widzę, dlatego często o niej przypominam, choć wydaje mi się, że me słowa częściej trafiają na mur i tylko wracają z pustym echem.

O czym mowa? Oczywiście o odgrywaniu postaci, w pełnym tych słów znaczeniu. To jest właśnie esencja gier RPG, stawanie się innymi osobami, Zycie w innym świecie. To przecież jedyna możliwość, aby śmigać po tęczy, latać na grzbiecie przerośniętego orła czy z toporem w ręku głosić słowa prawdy (czytaj: skracać niemilców o głowy). Dlatego tak cenię papierkowe RPGi, dają taką możliwość, jednak nie ma co urywać, czasy nastały jakie nastały, kompania dawno się wykruszyła, pozostają więc gry komputerowe. Z odsieczą miały przybyć gry MMORPG, jednak niosące na swych barkach jedynie bezbarwność, okazały się jednym, wielkim rozczarowaniem. Bo obraz to nie wszystko. Nie wystarczy, że zobaczę smoka, utnę mu głowę, a potem pobiegam w lesie za grupą respawnujących się na mych oczach potworków. To tylko obrazy, swoją drogą – już one uwidaczniają mankament MMORPGów. Za wizualizacją powinno pójść coś jeszcze i mam na myśli wyobraźnie. Właśnie tego brakuje grom MMORPG, naszej najwspanialszej broni – mocy wyobraźni. Wina obarczam graczy, łaknących prostej rozrywki, która na zasadzie nagradzania sprawia, że spędzają oni godziny w byle jakim świecie. Wystarczy, że cyferka oznaczająca możliwości awatara wzrasta, a jego kostium nabiera tandetnej epickości i już rzesza playerów z wypiekami na twarzy oddaje się w ramiona maszynerii zwanej gra MMORPG. Ile w tym samego RPGa? Niewiele, bo pozostają tylko cyferki, obdarte z charakteru, magii, piękna. Sami wyrzekamy się perspektywy „życia” w świecie fantasy, bo mamy takie możliwości, technika poszła do przodu, ale wolimy zamieniać się w maszyny, swoiste automaty pozbawione uczuć, ograniczając zabawę do ulepszania nic nie znaczącej postaci stworzonej z zer i jedynek.  Moglibyśmy wlać do naszych awatarów pewien pierwiastek duszy, nadać im kształt człowieczeństwa. Winni jesteśmy my gracze, potem już twórcy, którzy tworzą swoje gry właśnie dla nas, a skoro nasze wymagania są tak niskie, to dostajemy produkty o odpowiedniej dla nich wymagań. Bo skoro dla milionów przyjemniejsze jest powtarzanie kolejnej instancji po sto razy, aby złożyć set, zamiast zrobienie jej raz, ale w niepowtarzalny sposób, czyli BEDĄC TAM DUCHEM, to potem nie ma co się dziwić, że gry są nudne i schematyczne. A więc do boju, bracia i siostry, łączmy się i twórzmy nasze mikro społeczności RPGowców, a może za jakiś czas powstanie gra, gdzie ważniejsze będzie gnanie za horyzontem, niż crafcenie kolejnych przedmiotów.  Grając, chce poczuć zapach wiatru, ciepło promieni słonecznych, dreszcz wywołany kolejną przygodą, a nie tylko ulotną radość wynikającą z dodatkowych punktów doświadczenia. 

guru: "a mnie brakuje prawdziwego PvP"

A ja nie będę zbyt wymagający. Mnie akurat brakuje… prawdziwego, swojskiego PvP, które nie byłoby tylko nic nieznaczącym dodatkiem do gry, a kluczową częścią układanki. Chcę aby twórcy zrozumieli wreszcie, że to właśnie w tym tkwi sekret dobrego MMORPG i dobrego end-game’u, end-game’u, którego tak bardzo brakuje obecnej generacji (to przecież nie przypadek, że większość z nas narzeka na "brak end-game", to główny powód uninstalla większości produktów). Dowód? Policzcie mi obecne gry, powtarzam, obecne (!!!), które posiadają w swoim zanadrzu PK, a end-game’owe Player vs Player nie ogranicza się do sześcioosobowej siekaniny na dwudziestu metrach kwadratowych? Prawda, że trudno? W sumie takie tytuły można zamknąć w liczbie około dziesięciu. Czaicie? Dziesięciu, podczas gdy do roku wychodzą setki innych produktów.

PvE wyparło PvP, taka jest (smutna) prawda, która mnie akurat bardzo boli, bo tym samym przekonujemy się, że zapomniano o „prawdziwych” graczach, skupiając się na tych drugich (przez grzeczność nie wymienię ich, chociaż wszyscy wiedzą, o kim mówię), którzy boją się, albo nie umią walczyć, a twórcy nie chcą przecież fundować im dodatkowego obciążenia, bo jeszcze nie daj boże opuściliby ich grę, nie dając zarobić. 

Nvminer: "brakuje mi otwartego świata, po prostu"

Mi osobiście, jako maniakowi zwiedzania brakuje otwartości świata. Chciałbym zobaczyć prawdziwy, w pełni przystosowany glob, który pozwalałby na wyjście z jednego punktu i po przez biegnięcie w linii prostej dotarcie do miejsca, z którego ruszyliśmy. Za każdym razem, kiedy tylko widzę stwierdzenie „otwarty świat”, dobrze wiem, z czym będę miał do czynienia. Wielki teren, który otoczony jest przez góry, morze, czy przepaść bez dna. Różnorodność bez wątpienia jest potrzebna. Dlatego twórcy najczęściej decydują się na kilkanaście lokacji, gdzie każda reprezentuje jakiś inny typ podłoża. Nie rozumiem jednak problemu stworzenia jednej planety, na której zupełnie jak na ziemi, znaleźć można x różnych terenów. Nie jest to nic wielkiego, ale zdecydowanie wywołałoby uśmiech na mojej twarzy. Chociaż raz nie musiałbym się czuć jak eksperyment naukowy, gdzie nie mam możliwości wyjścia za przygotowany teren. Wiele razy spotykałem się też z dobrze zamaskowanymi niedorobionymi miejscami, które zasłonięte były przez pozornie niemożliwe do pokonania przeszkody.

Chciałbym więc zobaczyć grę, w której nie będziemy hermetycznie zamknięci na przygotowanym terenie. 

Siemień: "brakuje mi interakcji z graczami"

Sięgam często po starsze tytuły dla nostalgii, a nowsze dla  innowacji, ale w każdym doszukuje się tego czegoś co jest w stanie zatrzymać mnie na dłużej, a za razem jest to cos czego brakuje obecnych MMO. O czym mowa? O interakcji ze społecznością. Nowoczesne produkcje zaczęły przypominać gry Single Player do momentu osiągniecia lvl capa,  aby potem wejść do trybu online - taki tutorial. Stały się łatwe i wypełnione bonusowymi scrollami expa, więc takie full party jak w MU Online nie ma już sensu w rezultacie czego czekamy spokojnie bijąc ten max lvl aby później raidować. Osobiście często nie docieram do tego end-game'u z racji nudy. Nikt mnie nie zagaduje, aby zrobić z nim zadanie lub pójść na jakiś dungeon i nie dlatego ze jestem "be". Często zadania powoli robią się monotonne, a powtarzająca się tematyka nie sprzyja lepszym doświadczeniom płynącym z gry. Wiadomo, czasy się zmieniły razem z ludźmi, ciężko jest więc oczekiwać rzeczy, które miały miejsce dziesięć lat temu aby działy się obecnie, aczkolwiek twórcy często pchają cała siłę w end game zapominając o początku gry, o zadaniach, które pomogą tworzyć gildie, nawiązywać znajomości czy nawet przyjaźń na lata. Rola party wydaje się obecnie zepchnięta na margines i sprowadza się tylko do wspólnego okienka z naszymi ksywkami. Panowie developerzy, może czas zainwestować czas w zadania trochę bardziej angażujące różnych ludzi i różne grypy? 

Wawrzyn: "mi brakuje rozrywki"

Chodzi tutaj o różnorodność. Wiadomym jest, że ściągając grę liczymy się z tym, że jest to tytuł x, który skupia się na walce i na rozwoju naszej postaci po to, aby kopać tyłki przeciwników z większą siłą, ale jak na lekarstwo jest gier, które zdają sobie sprawę z tego, że nie samym expem człowiek żyje, bo ten jest powtarzalny i koniec końców wszyscy kiedyś postanowimy wyrzucić z dysku wszystkie MMO, bo staną się takie same. Rzadko kiedy mamy możliwość odpocząć od ciągłego bicia mobków i zająć się rzeczami, które może brzmią głupio i trywialnie, ale koniec końców wciągnęły by każdego, bo dlaczego by nie pozwolić graczom na tworzenie muzyki takiej jakiej chcą tak jak było to w przypadku Mabinogi? Albo może ktoś ma ochotę raczej zająć się zabawą w farmera i zobaczyć jak jego ork-wojownik pieli ogródek i sadzi pomidory, a jeszcze inna osoba chciałaby spróbować swoich sił w szyciu ubrań codziennych i bojowych dla różnych ras mając możliwość ingerowania w ich wygląd i kolorystykę. Symulacje życia typu The Sims, Harvest Moon czy Animal Crossing są diabelnie popularne i sprawiają frajdę milionom graczy na świecie, to dlaczego twórcy nie mogą zrozumieć, że MMORPG to ma być odskocznia od świata realnego do tego wirtualnego, w którym wraz ze znajomymi jak i nieznajomymi chcemy się po prostu... pobawić, a nie tylko siekać mieczem na prawo i lewo. A przynajmniej tak jest w moim przypadku, bo zainteresowanie danym tytułem często spada z mobka na mobka i jak tylko pojawi się tytuł, który pozwoli mi na więcej wolności i różnorodności w wirtualnym świecie, który miejmy nadzieję będzie ciekawy, to rzucę się na tą produkcję z wywalonym jęzorem jak wygłodzony pies.  

Xaorus: "realizmu, w którym filigranowa azjatka nie nosi 80-kilogramowego miecza"

Rozumiem, że twórców gier fantazja poniesie czasem daleko, ale chyba wypada z tym skończyć. Gdzie zdrowy rozsądek dając filigranowej dziewczynie z cyckami niczym worek treningowy miecz o wymiarach 170x50, ważący kilkadziesiąt kilogramów? No dobra niech ma ten miecz, w sumie nawet fajnie wygląda, ale jakim cudem napieprza nim jakby był ze styropianu? Gdzie jest fizyka ruchu, gdzie fascynacja tym, co realne? Ktoś powie „… No, ale to fantasy”.  Czy jednak widzieliście np. w kultowym filmie fantasy pt. „ Władca Pierścieni”, aby ktoś miał miecz wielkości człowieka? Wygląd to fajna sprawa, ale można przecież połączyć ciekawe z naturalnym. To jest jak z piersiami kobiety. Sztuczne są eleganckie, ale jednak, jeśli facet widzi jędrne i do tego naturalne jest wniebowzięty. Czyż nie mówię prawdy? Naturalność przejawia się także w np. projektowaniu zbroi, miast, lokacji a nawet naszych mountów. Tutaj posłużę się przykładem zamkniętej produkcji „Dark and Light”. Smok pozwalał tam przemierzać świat wzdłuż i w szerz w chmurach i nad wodą. Frajdą było lecieć setki metrów nad ziemią a później nurkując przygłaskać jego pazurkami wodę. Czujecie klimat? Aktualnie w wielu grach smok to nie stworzenie latające, to byle dinozaur czy inna maskotka nosząca jedynie taką nazwę. Idąc dalej nasze umiejętności to nie zbiór gammy siły i żywiołów. To blaski z kosmosu czy inne lasery rodem z dyskotek wiejskich. Idąc w stronę MMOFPS’ów. Pełny magazynek w głowę. Poważnie? Niezniszczalny kontener. Poważnie? Betonowe ściany i ramy okien nie do przebicia. Poważnie? Nie wiem jak wy, ale ja mam dość gapienia się na brak autentyczności. Fantazja Fantazją, ale przez takie pierdoły racjonalne myślenie powoli upada​.

Teraz czas na Was. Czego wam brakuje w obecnej generacji gier MMORPG?

 

 

Zobacz także

131 komentarzy