"Nie no, to już gruba przesada", czyli o poziomie trudności słów kilka

Missing

A tak, to ja. Nie wątpię, że tęskniliście za moimi utyskiwaniami typu: "A bo gra zbyt kanciata, a bo animacje nie takie, a bo cycki za małe, a bo cycki za duże, a bo czasy parszywe, a bo gra za łatwa". O właśnie, ja tu z powodu tego ostatniego.

Casualowatość, auto-tracki, wbudowane boty, ułatwienia, bonusy, level capy to realia dzisiejszej sceny MMORPG i jak już wielokrotnie podkreślałem - irytują mnie one do potęgi, ale ostatnimi dniami trafiłem na tytuł, który przeszedł na drugą stronę boiska poziomu trudności, przeskoczył przez otaczający je płot i zaczął tańczyć na ulicy sambę.

Mowa o Path of Exile, spadkobiercy Diablo 2, o którym ostatnio jest dość głośno.

Jako wielokrotny pogromca Mrocznej Trójcy i przyległości nie mogłem odpuścić takiej okazji i po krótkiej chwili zawitałem na poziomie trudności Merciless, który to jest odpowiednikiem Piekła z Diablo. Ma być trudno, znaczy.

Tutaj na wstępię muszę pogratulować panom z Grinding Gear Games, bo udało im się stworzyć nowy wymiar poziomu trudności. Do tej pory mieliśmy "trudny", "bardzo trudny", "cholernie trudny", "niemożliwie trudny". "o-żesz-ja-cię-pi-trudny", a oni do tej listy dodali "irytujący". Nie trudny, po prostu irytujący.

Od razu wam powiem - nie grajcie klasami walczącymi wręcz jeśli macie zamiar zostać w Path of Exile na dłużej. Żaden gear, żaden zestaw skilli, żadne buffy i poty nie pomogą wam w walce z RNG. Wyobraźcie sobie taką sytuację:

 

Maszerujemy sobie wesoło przez lasy, plaże i doliny, podskakując sprężyście od czasu do czasu, w ręku ściskając stylisko zakrwawionego topora, a w międzyczasie siekając... no, głównie kościstych zombiaczy. Idzie nam to sprawnie, po części dlatego, że rozsądnie wyspecjalizowaliśmy się defensywnie, a po części dlatego, że zakupiliśmy drogą wymiany przyzwoity ekwipunek.

Nagle słyszymy szelest w pobliskich krzakach, spinamy się, gotowi do skoku, ale zaraz potem rozluźniamy - A, to tylko byle kościany piesek, szybka robota - i padamy martwi na ziemię tracąc cały progres ostatnich 30 minut, ponieważ rzeczony piesek wylosował sobie statystyki terminatora połączonego z supermanem i położył nas na strzała.

 

Lubię wyzwania, ale takie, które da się przezwyciężyć odpowiednią taktyką czy doborem ekwipunku (swoją drogą - zróbcie sobie po zestawie ringów na odporność na każdy element, naprawdę!), a tutaj mamy do czynienia z czystym przedobrzeniem.

Sama gra nie jest trudna, ale w którymś momencie trafimy na potworka, który postanowi ściągnąć nas na hita, a my nie będziemy go w stanie nawet uderzyć. Jest to cholernie frustrujące, bo jesteśmy zmuszeni do farmienia niskopoziomowych lokacji lub akceptacji faktu, że nigdy nie awansujemy na kolejny poziom. Na Mercilessie tracimy około 15% punktów doświadczenia za śmierć, więc wystarczy, że padniemy raz na lokację i sayonara pasek postępu.

Irytuje mnie to tym bardziej, że Path of Exile to świetna gra i godny następca Diablo 2 (Diablo 3 to parodia) i pozostaje mieć nadzieję, że Nowozelandyczycy przyłożą się trochę do tej kwestii. W końcu to nadal beta...

Jeśli macie inne doświadczenia - walcie śmiało.

*Ozonek

Zobacz także

93 komentarzy

Wyszukiwarka

Forum dyskusyjne

Najnowsze video

Dodaj nas

Ankieta

Wybierz jedno:

Wyniki

Obrazek dnia

Dom

Kalendarz