Recenzujemy Path of Exile

Missing

 

Od dawna, żadna gra nie wciągnęła mnie tak bardzo jak Path of Exile, więc postanowiłem spiąć pośladki i poświęcić troszkę czasu na zrecenzowanie tego (uwaga - SPOILER) wspaniałego hack’n’slasha, który od półtora tygodnia święci triumfy popularności.

Bez zbędnego przeciągania, zapraszam.

Aha. Dajcie znać, czy mamy wrócić do tekstowych recenzji, bo jak pewnie zauważyliście jakiś czas temu zrezygnowaliśmy z nich.

 

guru

 

Czy gra stworzona w Nowej Zelandii, czyli na geograficznym końcu świata, słynącym z bezkresnym wyżyn, które posłużyły później jako filmowe Śródziemie, bez pieniędzy, bez wystarczającej liczby osób (zespół GrindingGearGames liczy zaledwie 18 pracowników), gdzie większość funduszy pochodziła z dobrowolnej szczodrości beta-testerów, bez konkretnego planu wydawniczego, bez specjalnej reklamy, która jeśli już była, to opierała się na wywiadach lub podcastach producenta w znanych, lub mniej znanych serwisach MOŻE zrewolucjonizować rozgrywkę hack’n’slash (i MMO, chociaż Path of Exile to nie jest typowe MMO)?

Nie będę Was trzymał w niepewności aż do końca recenzji i odpowiem już teraz. Tak, tak i jeszcze raz tak.   

Uczeń przerósł mistrza

Wiele osób porównuje Path of Exile z Diablo 3, jako że jest to ostatni z diabełków wydanych przez Blizzard. Ale jeśli być konsekwentnym, to należałoby porównywać hack’n’slasha od GGG… z Diablo 2, bo właśnie z tym „Panem” oba tytuły mają najwięcej wspólnego. Bo PoE to taki D2 przystosowany do 2013 roku - z ładniejszą grafiką i zrewolucjonizowaną rozgrywką, bardzo mroczny, ale cały czas zachowujący klimat „mistrza”. Ale żebyśmy się dobrze zrozumieli, to kontynuator, nie plagiator myśli zapoczątkowanej przez Zamieć w 1996 roku. Cieszy mnie jednak, że wraz z upływem czasu i spłycaniem się społeczności graczy, Path of Exile pozostało wierne jednej idei, mianowicie…

Nie dla casuali

Wszyscy, bez wyjątku, nie ważne, czy to gra MMORPG, czy gra single-player odczuwamy na własnej skórze zjawisko casualowości, które powoduje, że każdy, następny produkt staje się coraz łatwiejszy i przystosowany do coraz to szerszej grupy osób. Path of Exile takie nie jest. Oczywiście, na pierwszy rzut oka rozgrywka nie wygląda na bardzo skomplikowaną, wygląda wręcz na banalnie prost(acką)ą: idziesz przed siebie i rozwalasz wszystko co się rusza. Na tym przecież polega h’n’s, ale jak to mówią diabeł (bez aluzji do Diablo) tkwi w szczegółach.

Wszystko zaczyna się już… od wybrania postaci. Niby mamy podział na klasy siłowe, zręcznościowe i te „inteligentne”, ale każdym bohaterem możemy iść w każdą stronę ogromnego drzewka umiejetności, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby zrobić Maraudera na Wanda, a Witcha na Daggery. I to własnie nazywa się BEZKLASOWOŚĆ, a nie to, co fundują nam np. w RaiderZ, gdzie jesteśmy ograniczeni do konkretnych umiejętności. A gdyby dopisał nam peszek i zjebalibyśmy nasz build, to niestety, ale drogi powrotu nie będzie: ani poprzez darmowego reseta, ani poprzez płatnego reseta z Item Shop. Nie będzie, bo… taka opcja po prostu nie istnieje. Od początku musimy zajebiście uważać i uczyć się na swoich błędach. Błędach i doświadczeniach, bo nikt nas lepiej nie nauczy, jak zbudować swojego wymarzonego bohatera, niż my sami.

Wymieniłbym jeszcze kilka przykładów niecaualowości np. brak auction house. Koniec z biernym umieszczeniem itemki na aukcji i czekaniem, aż ktoś to kupi. Przykład Path of Exile przypomina mi stare czasy, kiedy trzeba było się nieźle nagimnastykować, aby kupić lub sprzedać itemkę i odbyć niekiedy dziesiątki rozmów z kontrahentami. A stracone procenty za zgona? O ile na Normal nie stracimy nic, to na wyższym poziomach trudności odrabianie 5-10% może nieźle zniechęcić, co jeszcze raz potwierdza, że nie jest to gra dla niecierpliwych ludzi, którzy woleliby mieć podane wszystko na tacy. Aż przypomniały mi się czasy Tibii.

Mam lepszy armor od Ciebie i jestem z tego zajebiście dumny

Okej, ale pewnie zapytacie, to na czym do cholery polega rozgrywka w PoE? Otóż, Panie (te niegłupie Panie) i Panowie, rozgrywka w PoE polega… na zbieractwie. Oczywiście, levelowanie postaci jest ważne, budowanie Skill Tree również, ale najważniejsze są przedmioty. Jest ich tysiące, a skompletowanie odpowiedniego seta dla naszego bohatera, który zapewniałby atak, obronę, rezysty przed żywiołami, bonusy do many, życia, energy shielda i najlepiej, żeby miał jeszcze movemenent speed oraz procent do znalezienia unikatowych przedmiotów, to główny cel Ścieżki Wygnanych (to polski tytuł Path of Exile). Brzmi to może nieelegancko, ale tak to właśnie jest. Ale zapewniam Was, że radość z wydropionego przedmiotu, które okaże się lepszy od tego, co posiadają nasi koledzy i konkurenci będzie nieoceniona. Sam zdobyłem taki przedmiot już na 6 lvl (zdjęcie poniżej) i jestem z niego zajebiście dumny (w PvP osoby na Cold mogą mnie cmoknąć, no i ten 20% speed), chociaż teraz zobaczyłem już lepszy i mam kolejny powód, aby expić przez kolejne tygodnie.

- 10k plz

- Ale tutaj nie ma pieniędzy

- lol?

Ja się nie dziwię takim graczom. Sam wolałbym, żeby Path of Exile miało swoją walutę pieniężną, gdzie wszystko byłoby jasne i przejrzyste. Bo bawienie się w trade za chaos orby, fusingi, czy GCP to czysta loteria. W jeden dzień jeden składnik jest wart więcej, w inny mniej, a kupowanie/sprzedawanie za złoto byłoby prostsze i na pewno rozwiązałoby pewne problemy ekonomiczne, tym bardziej, że brak jeszcze stałego ratio, który przeliczałby wartość danego przedmiotu. To pierwszy minus.

Odwieczne pytanie ludzkości: co z end-game?

Postaram się – przynajmniej raz – być obiektywny i sprawiedliwy w stosunku do end-game’u w Guild Wars 2 (tak, musiałem o nim wspomnieć). W Path of Exile wcale nie jest lepiej. Owszem, mamy end-game mapy, które wypadają z potworków 60+, ale to nadal sprowadza się do ciągłego farmienia. I nie zmienia tego fakt, że ów mapy są rzadkie, a potwory w środku nieporównywalnie silniejsze od pozostałych. Również PvP mocno kuleje. Jest to raczej urozmaicenie, odświeżenie rozgrywki, aniżeli prawdziwa, wymagająca walka, która wymagałby od nas jakiegoś super-skilla. Bo na pierwszym miejscu jest PvE, a dopiero na drugim... piątym miejscu PvP. To wszystko składa się na drugi minus. .

Wzór do naśladowania

Ale suma sumarum, GrindingGearGames zrobiło rzecz niebywałą. Stworzyli wspaniałego, dopracowanego hack’n’slasha i (okrojonego, instancjonowanego) MMO w jednym, nie wzięli za to zapłaty w postaci totalnie zjebanego Item Shop’u, wydali grę bez zbędnych problemów (nie licząc początkowych kolejek i disconnectów), a w dodatku zafundowali nam 50% więcej contentu do eksploracji na Open Becie. Niech inne firmy uczą się postawy od swoich nowozelandzkich kolegów, bo pieniądze przyjdą… dobrowolnie od samych graczy, który docenią produkt i jeśli chcą to zapłacą. Tak było w wypadku Path of Exile. Firma o nic nie prosiła, ale i tak uzbierała w czasie CBT prawie 3 miliony dolarów.

Path of Exile to najlepsze, co mogło nas spotkać po słabym, niewyraźnym i pozbawionym fajerwerków 2012 roku. To zajebiście grywalny, SIECIOWY produkt, który umiejętnie miarkowany dla konkretnej grupy odbiorców wystarczy na dłuuuuugie miesiące, może lata. No i wreszcie możemy głośno krzyknąć, żeby ludzie od Mythosa (i ówczesnego Frogstera) nas dobrze słyszeli – TAK KURWA WYGLĄDA prawdziwy HACK’N’SLASH MMO!!!

 

5/6

 

Recenzja by guru

Zobacz także

133 komentarzy