Redakcja MMORPG.org.pl ocenia FireFalla

Missing

Gdzie doszliśmy do wstólnego kompromisu, brzmiącego: „jest bardzo dobrze, ale…

To „ale” znajdziecie poniżej, gdzie wypowiedziała się cała redakcja (+ były redaktor – PlainLazy), tworząc razem wubuchową grupkę osób, o odmiennych poglądach, mentalności, które lubią, szanują, lub nienawidzą shooterowych MMORPG, a przecież do takich należy dzisiejszy bohater – FireFall.

Oprócz tego znajdziecie ocenę, na jaką zasługiwał FF i odpowiedź na pytania: czy FireFall to rzeczywiście rewolucja na rynku?

Zapraszam. 

 

Algaist powiedział: 

 

Zasiadając do FireFall tak naprawdę nie widziałem z czym będę miał do czynienia. Prawie kultowy już trailer z 2010 roku wskazywał na MMORPG'a z elementami Shooter'a, natomiast niedawne "przebłyski" z gameplay'ów sugerowały nowego MMOTPS'a z jetpack'ami. Jako, że to drugie nie zawsze mnie pociągało, podszedłem do tego tytułu z wielką rezerwą.
 
Loguje się, tworzę postać i ... zdziwienie, szok, zaciekawienie? ... hmm coś w tym stylu bo FireFall okazuje się całkiem inną produkcją niż zakładałem. Ciężko to nazwać FPS'em lub TPS'em, gdyż zmiana widoku jest tu na porządku dziennym. Czy mamy tu więcej RPG, czy Shooter'a? Na to też nie istnieje jednoznaczna odpowiedź. Na pierwszy rzut oka można by rzec, iż jest to shooter z elementami RPG, ale podczas zwiedzania wielkiej planety odnosiłem coraz większe wrażenie, że granica między tymi gatunkami została zatarta (pełnowartościowa hybryda?). Z pewnością takie rozwiązanie obecnie jest zaliczane do czegoś nowego, innowacyjnego lecz biorąc pod uwagę projekty MMO z przeszłości mamy tu stary, niedoceniony typ rozgrywki, który może w końcu doczekał swoich czasów.
 
Jak na razie ciężko mi w pełni ocenić FireFall'a. Podczas gry silnie odczuwałem pewne braki, szczególnie względem tła fabularnego. Podróżując po opuszczonych miastach czy aglomeracjach zapełnionych NPC'ami, nie napotkałem żadnych klimatycznych misji, nie odczułem "gorączki walki" o planetę z jej fauną (i nie tylko), która powinna przywodzić na myśl filmy z serii Starship Troopers. Kolejną rzeczą, która "raziła me oczy" to brak intuicyjnego systemu tworzenia drużyny, bo ta jest nieodzowna już w pierwszych godzinach gry. Różnorodność klas i ekwipunku pozwala stworzyć idealną drużynę z konkretnym podziałem na role dla członków. Jeśli twórcy dobrze zaprojektują system gildii oraz clan war'ów (najlepiej w wersji globalnej) to możemy dostać tytuł, w którym czekają nas iście epickie wojny. 
 
FireFall można by uznać, za syntezę 2 gier. Mamy tu opisywany wyżej rozległy świat PvE oraz standardowe rozgrywki PvP rodem z rasowych Shooter'ów MMO. Jest to dobre rozwiązanie wziąwszy pod uwagę różnorodność graczy. Zatem jeśli będziemy mieli dość (jak na razie bardzo nudnej) eksploracji planety to zawsze możemy popisać się swoją zdolnością eksterminacji lub wsparcia na arenach PvP. 
 
Czy FireFall to naprawdę rewolucyjne MMO? Obecnie nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Nawet nie jestem w stanie ocenić grafiki, gdyż obecnie nie ma możliwości jej testowania na high detalach (grozi to "pokazem slajdów"). Gra wciąż za mało oferuje ciekawych rozwiązań, choć producenci dużo obiecują. Tytuł ten jest na etapie testów i naprawdę wiele jemu jeszcze brakuje by stać się jakąś rewolucją.
 
Obecna faza zasługuje na ocenę dobrą z dużym minusem. Biorąc jednak pod uwagę zapowiedzi przyszłych patch'ów oraz wielkie możliwości, które drzemią w tej produkcji, w ciemno mogę wystawić 7/10 (obym się nie zawiódł). 
 
 
 
Artcik powiedział: 
 
Dzięki jednemu użytkownikowi z naszego forum mogłem zaznajomić się z tą produkcją. Nie interesowałem się zbytnio Firefall’em, wiedziałem, że to dosyć intrygujący tytuł, jednak nie byłem na niego napalony. Raz widziałem stream’a od twórców i nie zrobiłem „wooow”, ani nic z tych rzeczy. Tak na myśl przyszedł mi tylko Borderlands, gdy grałem w co-op’a z kumplami i przypuszczam, że to bardzo dobre porównanie. Odpaliłem tą grę bez żadnych nadziei, czy innych tego typu rzeczy. Bardzo się z tego cieszę, bo… po prostu nie przejechałbym się. Pierwsze wrażenie było jak najbardziej pozytywne – zacząłem się napawać piękną, komiksową grafiką rodem właśnie z Borderlands’a, którego bardzo cenię. Otoczenie robiło wrażenie, bo faktycznie widać, że level designerzy przyczynili się do zróżnicowania. Mamy wręcz „wyspę”, lecz zwiedzimy na niej bardzo wiele lokacji – góry, plaże, wręcz „hawajskie” miasteczka. To naprawdę wywołało u mnie spory banan na twarzy.
 
Ciekawym aspektem jest natomiast to, że możemy praktycznie w dowolnym momencie (no dobra, musimy podejść do pewnej maszyny) zmienić klasę postaci. Każda z nich jest oddzielne levelowana, a także poziom naszego bohatera rośnie niezależnie od tego. Mamy tam jakieś standardy – koleś ze zwykłym karabinem, snajperka, jakiś cięższy oręż. Niby nic szczególnego, ale bardzo ciekawe zastosowanie. Równie dobrze mogliby z tego zrobić normalnego MMOFPS’a, bez trybów PvP, a owe miasta mogłyby być pewnego rodzaju „lobby”. Jestem pewien, że przyjęło by się to z ogromnym entuzjazmem, jednak panowie z Red5 poszli o krok dalej. Stworzyli tryb PvP, który… jest bardzo dobry! Tak, jest świetny. Na początku troszeczkę narzekałem, bo faktycznie w pierwszych misjach ciężko jest znaleźć potworki, które będziemy załatwiać, jednak potem jest coraz lepiej. Mamy cutscenki, mamy podłożone głosy postaci – to naprawdę jest rewelacyjne!
 
Całą esencją i tak jest tryb PvP, który również jest genialny. Na razie zwiedziłem kilka map, które są dosyć zróżnicowane i wrzucają gracza do różnych scenerii. Sama walka jest bardzo dynamiczna i wymaga sporego refleksu, głównym do tego powodem jest fakt, że możemy latać przez pewien czas i ogromnie to irytuje podczas tego trybu, ale co zrobisz? Nie byłem może tam najlepszy, jednak skubnąłem swojego i chciałem wrócić do zwykłego farmienia i robienia questów, ale wiecie co? PvE wypada słabo przy PvP. Jest po prostu nudne, zadania nie robią się coraz ciekawsze, zaś zaczynają się wręcz powielać. Doskonale widać, że głównym założeniem tego projektu jest nastawienie graczy na walkę ze sobą, jest to co prawda dosyć logiczne oglądając gameplay’e, ale jak mówiłem. Jeżeli twórcy chcieli zrobić shooter’a, mogli zrobić owe „miasteczka”, czy całą lokację jako swoiste lobby, jednak posunęli się o krok do przodu i trochę tego żałuję.
 
Pozostaje pytanie, czy Firefall jest faktycznie rewolucyjnym MMORPG’iem? Myślę, że po części tak. Jeżeli chodzi o gatunek shooter’ów i PvP – nie ma tutaj nic nowego, jednak osadzenie całości w takiej otoczce, danie możliwości graczom zmiany klasy w praktycznie dowolnym momencie robi spore wrażenie. Żałuję jedynie, że został tak mały nacisk położony na PvE, jednak wszystko można jeszcze nadrobić i szczerze liczę, że panowie z Red5 wywiążą się z tego obowiązku!
 
8/10 
 
 
 
Fuksiasty powiedział:
 
Czy FireFall to naprawdę rewolucyjny MMORPG?
 
Kurczę, ciężki orzech do zgryzienia. Pod pewnym względem owszem, nie spotkałem jeszcze takiego MMO, z drugiej strony, jak na to patrzę to dziwie się, że jeszcze nikt nie wpadł na takie rozwiązanie – proste, a zarazem jakże oryginalne.
 
Na wstępie nie mogę się zgodzić z Artcikiem, PvP to nic innego jak MultiPlayer ze zwykłych FPSów. Połączenie Medyka i tego koksa z minigunem bardzo mi przypominała akcje z Team Fortress 2. W zasadzie to PvP (przynajmniej dla mnie) nie wnosi nic nowego. 
 
Myślałem nad tym jakby to wyglądało z systemem PK znanym np. z Lineage 2, ale doszedłem do wniosku, że byłoby to bardzo chaotyczne. Dobrym rozwiązaniem natomiast byłoby umieszczenie stref, gdzie po wcześniejszym opowiedzeniu się po jednej ze stron (np. za pomocą łańcucha questów) można by było ją reprezentować w walce. No ale niestety, PvP to nic innego jak zwykły shooter, bez najmniejszego powiewu świeżości!
 
Co do PvE, może i jest monotonne – ale zadania różnią się nieco od tych, które spotykamy w MMORPGach czy MMOFPSach. Osobiście przypadło mi do gustu bronienie tej wielkiej strzykawy, która zbiera dla nas minerały, za które później możemy zrobić sobie całkiem skowyrny ekwipunek.
 
Sama stylizacja gry nie jest zła, kurcze, już widzę tłumy, które zgodnie krzyczą, że kreskówkowa grafika ssie. Nie wiem, gusta i guściki, jak dla mnie wygląda to całkiem nieźle – grafika jest zrealizowana porządnie, wszystko trzyma się kupy, wykonanie zarówno postaci jak i lokalizacji oceniłbym wysoko.
Czego zatem się spodziewać po FireFall? Dziecko ex-blizzardowców powinno trzymać jakąś klasę, tymczasem wiemy jedno - panowie ze starej firmy nie wynieśli jednej nauki (bardzo symbolicznej dla Zamieci, swoją drogą): Nie pokazywać gry tłumowi, dopóki naprawdę nie będzie jej brakowało elementów, dla których opadnie kopara. Tak jak i Algaist, odczuwam brak tego CZEGOŚ, nie tylko aspektów kluczowych jak budowanie drużyny za pomocą jakichś opcji, ale brakuje mi tu czegoś co przyciągnęłoby mnie na dłużej. 
 
Bunt! Nie oceniam, bo mam cichutką nadzieję, że do kolejnych faz testów zmieni się sporo, zmieni się na lepsze oczywiście. Tego oczekuję od twórców FireFall, inaczej nawet nie mam co tam wracać, gdyż zanudzę się po godzinie grania. 
 
 
 
guru powiedział:
 
Nie przywykłem do owijania w bawełnę i bawienia się w dyplomatę, więc zamiast opisywania rzeczy ważnych, od razu przejdę do rzeczy najważniejszych. 
 
Czy FireFall to rewolucja na rynku MMORPG? Prawie. Tylko w tym wypadku „prawie” nie robi dużej różnicy. Red 5 Studios udała się rzecz prawie niemożliwa: wydobyli oni największe plusy sieciowych strzelanek i połączyli to – w umiejętny sposób – ze standardowym RPG’iem. I tak naprawdę nie jestem do końca pewien, czy FireFall to wciąż MMOFPS/TPS, czy już pełnoprawne MMORPG? To chyba zależy od punktu siedzenia, bo w jednej sytuacji wydaje nam się, że gramy w starego, poczciwego Quake’a, gdzie z uśmiechem na twarzy rozpierdalamy kolejnych przeciwników, by za kilka chwil wrócić na ziemię i przekonać się, że jesteśmy zmuszeni kooperować z resztą drużyny i umiejętnie prowadzić właśną postać, poprzez kolejne ścieżki rozwoju. 
 
Ale ja pokochałem FireFalla jeszcze za coś innego. Za grubiaństwo, za chamskie odzywki bohatera, za luźne komunikaty, za atmosferę, za (czarny) humor, za lekkie podejście do tworzenia gry, za potraktowanie wszystkiego z przymrużeniem oka. Bo Red 5 Studios zrozumiało, że tworzy TYLKO grę, grę dla ludzi, zwykłych, którzy chodzą po ulicy, znają życie, którzy sami przeklinają. Tutaj właśnie znajdziesz taki świat – prosty, znajomy, po prostu LUDZKI. 
 
Przykład? Osadzenie początkowej mapy na brazylijskiej wyspie Copacabana. Genialne. 
 
Ktoś tam wspomniał, że FireFalla przypomina Borderlands. Graficznie – owszem, zgodzę się, ale ja, jeśli miałbym porównywać go jakimś singlowym tytułem, to zdecydowanie byłby to… polski Bulletstorm. Nie wiem dlaczego, ale gdybym nie znał twórców FF i byłbym totalnym laikiem w świecie MMORPG, a ktoś nagle dałbymi FireFalla do zagrania, to po 10 minutach obstawiałbym, że to słowiańska gra, stworzona przez słowiańską myśl technologiczną. 
 
Ale znajdziemy i minusy, niestety. Nie podoba mi się zmiana widoku z TPS na FPS, tak samo tyczy się klas postaci. Wolałbym, żeby wybór i perspektywa była jedna, bez jakiejkolwiek rotacji. Do negatywów doliczyłbym także zerową fabułę i brak kilkunastu systemów, które znamy, lubimy i chcielibyśmy je zobaczyć w FireFall. 
 
Paradoks? Przypominam sobie, że ktoś pod redakcyjnymi wrażeniami z GW2 napisał, że moja karta graficzna (9600 GT) nadaje się do wyrzucenia i że bezpodstawienie krytykuję Guild Wars 2 za optymalizację. To jak wytłumaczysz (zwracam się do tego Pana), że FireFall chodził mi na ustawieniach MED, bez zacinki, a przecież jest to next-genowe MMORPG, z next-genową grafiką. Hmm, ktoś tu kłamie, a przecież i tu, i tu mamy wersje beta. 
 
8/10 
 
 
 
Ozonek powiedział:
 
Jak być może zauważyliście, a jeśli nie to musicie mi uwierzyć na słowo, często powtarzam, że shootery mnie niespecjalnie interesują. Nawet najbardziej popularne tytuły powodują u mnie co najwyżej litościwe wzruszenie ramionami.
 
Otóż z jakiegoś powodu, zaskakując nawet samego siebie, znalazłem przytulny kącik dla Firefalla na moim niezbyt okazałym twardawym dysku.
 
I co się okazuje? 
 
Że po prostu nie patrzyłem tam gdzie trzeba, bo komiksowy i mocno amerykański berbeć spod skrzydeł czerwonej piątki sprawił, że bawiłem się jak wuj Stefan na otwarciu monopolowego. Umiarkowany poziom trudności, dynamika, zasięg, rakietowe buty i przede wszystkim możliwość swobodnej rozpierduchy w otwartym świecie rozpaliły na nowo nadzieję w moim, nieco zżartym już przez cynizm i tony chłamu, serduszku.
 
Firefall nie jest grą idealną, a na pierwszym miejscu na liście niedociągnięć stawiam brak otwartego PvP. Bardzo byłby mi miły jakiś guziczek pozwalający wyłączyć zabezpieczenie broni i móc zrobić miazgę z paru niczego nie spodziewających się przechodniów.
 
Mimo wszystko Ozonek wyłamuje się z konwencjonalnej wstrzemięźliwości i daje 10/10.
 
Na zachętę. I dlatego, że na tle innych online shooterów Firefall aż razi po oczach. 
 
Drodzy panowie z Red 5, widzicie jak w was wierzę? Więc nie schrzańcie tego, do jasnych kominów, w wersji finalnej.
 
 
 
PlainLazy powiedział: 
 
Z produkcją studia 5 Red mam niemały problem. Całkiem teoretycznie, ich gra jest przełomem, niebywałą rewolucją i pewniakiem w kategoriach nagród za innowacje. Niestety, za stary ze mnie lis, żeby w tak błyszczącym na pierwszy rzut oka dziele nie doszukać się skaz i niedociągnięć. W FireFall niestety ich nie brakuje.
 
Jak zapewne wiecie, FF to tytuł, który miał łączyć elementy shooterowe i mmorpgowe w otwartym świecie. Tak rzeczywiście jest i chyba po raz pierwszy mamy do czynienia z grą, o której bez żenady możemy powiedzieć – MMOFPS (no prawie, bo przez większość czasu gry spoglądamy zza pleców naszego bohatera). Pytanie tylko: po co? Sama rozgrywka nie odstaje, ani nie ustępuje MMORPGom wydawanym od wielu, wielu lat. Łańcuchy schematycznych questów kleją, jak zazwyczaj, marną fabułę. Zadania codzienne skutecznie, choć w nie do końca ciekawy sposób, wypełniają nam spędzony w grze czas, a tryb pvp jest średnio udaną kopią elementów dobrze znanych już chociażby z Team Fortress 2 czy Monday Night Combat.
 
Jedyną innowacyjną rzeczą, jaką FireFall ma do zaoferowania, to sposób, w który został potraktowy grind. Owszem, gra dezerterów Blizzarda, to NIESTETY grindownik, w którym fale potworów eksterminujemy w sposób znany z shooterów, a nie, tak jak dotychczas, mashując kolejne numeryczne pozycje na klawiaturze.
 
Czy FireFall jest według mnie godny polecenia? I tak, i nie. Jeżeli komuś na świecie jeszcze nie znudziło się „zabijanie 10 wilków i przynoszenie 5 grzybków”, to FireFall może być tą jedyną. Gra jest solidnym powiewem świeżości w temacie tych najbardziej schematycznych MMORPG’ów, do których fanów niestety się nie zaliczam.
 
Jeżeli ktoś natomiast liczy na ciekawą linię fabularną, pvp na skalę większą, niż w większości siecowych shooterów, czy jakieś przetarcie w temacie strzelanek, to w FF nie ma czego szukać. Fabuła jest mocno średnia, tryby pvp odstają chociażby od również darmowego, dającego według mnie więcej funu Team Fortress 2, a strzelanie jest tylko zwykłym arcadowym strzelaniem.
 
6/10, bo FireFall jest tak bardzo meh. Plusik za świetny klimat i niektóre środki stylistyczne, które najlepiej doświadczyć i ocenić samemu
 
 
 
guru
 
 

 

Zobacz także

48 komentarzy

Wyszukiwarka

Forum dyskusyjne

Najnowsze video

Dodaj nas

Ankieta

Wybierz jedno:

Wyniki

Obrazek dnia

Dom

Kalendarz