Redakcja MMORPG.org.pl "ocenia" Star Wars: The Old Republic

Missing

Jakby to powiedział Mistrz Yoda: Star Wars zły być. Star Wars dupy nie urwać. 

Ani mnie, który podchodził do SWTORA dwa razy, ani Algaist’owi, który przegrał (dosłownie przegrał) dwa miesiące na abonamencie, ani reszcie Redakcji, która zanotowała swój „pierwszy raz” z wysokobudżetowką BioWare’u.

Ale wbrew pozorom, nie jest tak tragicznie, chociaż wszyscy oczekiwali czegoś więcej.

Zapraszam do komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami. 

 

Algaist: 

Star Wars The Old Republic miało być pogromcą World of Warcraft. Przeszło rok temu na łamach naszego serwisu dyskutowaliśmy nad przyszłym „królowaniem” tegoż tytułu na rynku MMORPG. Ba, była to jedna z niewielu gier P2P, za którą chciałem płacić regularnie abonament. Niestety, jedyne czym stał się SWTOR to przykład nierzetelności twórców, którzy w ciągu pół roku „zadźgali kurę mogącą znieść złote jaja”. Naturalnie kwestia tego czy owe „jaja” na pewno się by pojawiły czy też nie to rzecz sporna, ale myślę, iż można było osiągnąć sukces nawet tak późno wydając grę, która powinna już przynajmniej 3 lata temu zagościć na naszych monitorach.

To, że mamy tu techniczny klon WoW z pewnymi nowościami nie muszę nikogo przekonywać (sami twórcy to przyznają). Ale mając nawet to jako podstawę oraz znakomity (jak na razie dotychczas najlepszy wśród MMORPG) system fabularny i nie móc przyciągnąć gracza na dłużej niż 2 miesiące! - to już jest wielka sztuka (czyt. żenada). Właśnie ten tytuł uświadomił mi, że tło fabularne nie jest w stanie podnieść danego MMORPG’a na poziom „króla”. Cała ta medialna otoczka, która towarzyszyła premierze, ten wielki „bum” na SWTOR chyba miał za zadanie zwrócenie pieniędzy twórcom, a nie stworzenie czegoś wspaniałego. Moim zdaniem jest to tytuł wybitny już w pierwszych chwilach życia spisany na straty przez własnych producentów.

Jestem jednym z pierwszych polskich redaktorów, którzy wydawali recenzje tej gry.  Pamiętam jak dawałem jedną z wyższych ocen podkreślając , iż czynię to z widokiem na przyszłość oraz obecne w tamtym okresie gry. Teraz niestety sam pluję sobie w twarz i przyznaję, że dałem się zauroczyć niczym przedszkolak. Ocena na dzień dzisiejszy 7,5/10

 

Fuksiasty: 

Powiew świeżości w MMORPGach to niesłychane zjawisko. Występujące w co drugim tytule te same elementy, funkcje, systemy wywołują u mnie odruch wymiotny. Nie wybiegajmy jednak do przodu, te stwierdzenia nie mają na celu wywołania napięcia, a następnie uśmierzenie go radosnym stwierdzeniem „ale The Old Republic jest inny!”. Jest to najzwyczajniej w świecie drugie dno, którego nie ujrzycie w trailerach od Bioware.

Śpieszę z wyjaśnieniem, ogólnie jako fan uniwersum, jak i serii KoTOR, jestem zadowolony z tej produkcji. Nareszcie godny następca Star Wars: Galaxies, który spokojnie zaspokoi fanów świata Gwiezdnych Wojen. Dialogi, podejmowanie decyzji, nareszcie mamy bohatera z charakterem w naszej ukochanej nierealnej rzeczywistości. Wszystko to widzieliśmy na trailerach, które jeszcze bardziej nas zachęciły do sprawdzenia tego tytułu. Dynamiczna walka, ładna grafika, świetne tło fabularne, miejsca i osoby które chcieliśmy ujrzeć jako nasze Star Warsowe „Ja”. Nie pokazano nam jednak, że poza tym SW:TOR jest jedynie kolejnym MMORPGiem ze znanymi nam już do porzygu funkcjami.

Zadania, mimo, że dopieszczone wcześniej wspomnianymi rozmaitymi dialogami, są jednak tym co spotykaliśmy dziesiątki razy: idź tam, zabij to, pogadaj z nim, przenieś, uwolnij, bla bla bla…

Co do walki samej w sobie, mimo iż efektowna również nie wyróżnia się niczym specjalnym (no, może poza wykorzystaniem otoczenia przez pewne klasy postaci). Co nie zmienia faktu, że Bioware poszedł na łatwiznę, biorąc pod uwagę systemy walki znane z Rycerzy Starej Republiki, które owocowały pięknymi scenami walki.

Nie zrozumcie mnie źle, mi to nie przeszkadza, idzie się do tego przywyknąć grając w coraz więcej tytułów, że scena MMORPGów to jeden wielki ośrodek do klonowania. Nie zmienia to faktu, że grając w Star Wars: The Old Republic coraz dłużej, odkrywamy jak nie wiele różni się od pozostałych MMORPGÓw.

Tak czy siak, podzielam zdanie kolegi – tytuł obowiązkowy dla fanów uniwersum (chociaż spróbować darmowego triala!), dla innych może się wydać ciekawy innowacyjny, ale jedynie na krótszą chwilę. Ocena: 6/10

 

guru:

Z Star Wars: The Old Republic mam taki sam problem, co z GW2. Nie jest to wcale taki zły MMORPG, ale ma jedną postawową wadę: nie wykorzustuje w pełni swojego ogromnego potencjału, który opierwa bagatela… na 300 milionów dolarów. Tyle nieoficjalnie kosztowały Gwiezdne Wojny Online, co daje mu palmę pierszeństwa, jeśli chodzi o najdroższy produkt z gatunku MMO. Niestety, tych pieniędzy jakoś nie widać.

Po prostu, produkcik BioWare’u dupy nie urywa.

Mówiłem to jeszcze w tamtym roku, kiedy byłem w mniejszościowej opozycji hejtującej SWTOR - teraz powtarzam to samo, z tym wyjątkiem, że osób, które myślą podobnie jak ja jest nieporównywalnie więcej. Troszkę czasu to zajęło, ale ludzie uświadomili sobie wreszcie, że ofensywa reklamowa, 20+ gigabajtowy klient oraz obiecanki EA/BioWare to nie wszystko. Trzeba było jeszcze stworzyć grywalnego MMORPG, który zachęciłby użytkowników do poświęcenia swoich kieszonkowych, lub części pensji na pokrywanie miesięcznego abonementu.

Nie udało się.

Samym uniwersum Star Wars nie stworzymy dobrej gry, kiedy cała reszta ocieka mdłą powtarzalnością i nudą. Wszystko to już widzieliśmy. Na Yodę, czy za 300 baniek nie można było zatrudnić kogoś, kto zna się na MMO i powie tych zarozumiałym pracownikom, że płacąc 50 zł miesięcznie oczekiwalibyśmy głębszej treści i priorytowego traktowania? Chyba nie, bo zamiast tego dostajemy grafikę rodem z darmówek i uczucie samotności, które towrzyszy nam przez pierwszy, teoretycznie najważniejszy etap gry. 

Ale jeszcze nic straconego, bo w ustach EA Games coraz częściej pojawia się słowo F2P, gdzie Star Wars: The Old Republic pasowałby idealnie. Już olewam, że zrobią z tego kolejne Freemium + Pay2Win, ale przynajmniej nie będzie subkrypcji, które było obrazą w porównaniu do innych płatnych MMO, oferujących więcej, lepiej... i taniej. 

GW2 dałem 7/10, SWTOROWI dałby tyle samo, ale odejmę jeden punkcik za uniwersum Gwiezdnych Wojen i science-fiction, za którymi nie przepadam. Czyli? Czyli 6 na 10

 

Ozonek: 

Mówi się, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Cóż, ma to sens, ale nikt nie powiedział, że drugie wrażenie musi być mniej ważne. Podchodząc do wtórnej oceny Star Wars: The Old Republic przygotowałem się odpowiednio. Drogą medytacji oczyściłem umysł ze wszystkiego, czego spodziewam się po gatunku, ba, wręcz nie traktowałem tej gry jako MMORPG.

I wiecie co? Naprawdę pomogło.

Bo gdy wkraczamy do świata Gwiezdnych Wojen zaprezentowanego nam przez Bioware bez liczenia contentu end-gamowego, bez porównań do standardów oraz nie rushując levelu "bo subskrybcja ucieka", będziemy się bawić naprawdę dobrze. Tysiące kwestii dialogowych na których kształtowanie wpływamy bezpośrednio, ciekawe i charakterystyczne dla uniwersum wątki fabularne, znakomita muzyka i ogólne doszlifowanie potrafią wciągnąć nas bez reszty w konflikt imperium i republiki.

Niestety, nie można wiecznie ignorować rzeczywistości i w końcu zauważamy, że do tego pysznego truskawkowego koktajlu ktoś w międzyczasie dorzucił nam ogórka kiszonego pod tytułem "standardowe MMORPG".

Gdyby Stara Republika została wydana jako single-coop-multiplayer z systemem walki znanym chociażby z Jedi Academy 2, to byłaby to bezapelacyjnie najlepsza gra w uniwersum George'a Lucas'a jaka kiedykolwiek powstała. A tak otrzymaliśmy kolejnego klona. Dopracowanego, w błyszczącej oprawce ponad 20 gigabajtów contentu, ale wciąż klona. I nawet miecze świetlne tu nie pomogą.

6/10. Dla fanów pozycja obowiązkowa, a reszta niech czeka na free-to-play, bo w Star Wars: The Old Republic warto zagrać, chociażby dla samej fabuły.

 

R3m4ke:

Nigdy nie byłem ogromnym fanem uniwersum Gwiezdnych Wojen, nie kipiałem więc zbyt wielkim entuzjazmem wraz z premierą Star Wars: The Old Republic. Nie zmienia to jednak faktu, że cała koncepcja przeniesienia zabawy do świata gier MMORPG była bardzo interesująca, nawet jeżeli nie fabularnie, to koncepcyjnie.

Tak więc nastawiony na przyjemne doznania podczas rozgrywki, wszedłem dumnym krokiem do świata gry wykreowanego przez BioWare i... doznałem deja vu. Gra, która miała wyznaczyć nowe kierunki w gatunku okazała się być zwykłym, oklepanym, ważącym 20 GB kolosem, na standardowych, MMORPG'owych nogach. Z jednej strony, znajome uczucie, które mówi mi, że wiem z czym to się je. Jednak druga strona była przejedzona po uszy tymi samymi, powtarzalnymi cechami, z których ulepione są gry tego gatunku.

Faktem jest, że Star Wars: The Old Republic jest jedyną produkcją MMORPG osadzającą rozgrywkę w uniwersum Gwiezdnych Wojen na rynku, jednak nie daje żadnego prawa twórcom do wykorzystywania oklepanych pomysłów, które nie jeden raz zawiodły. Tutaj nie było inaczej.

Jednak jak zawsze, tak i tutaj kij ma dwa końce. Bowiem bardzo mocną stroną Star Wars: The Old Republic jest fabuła, która została zrealizowana w świetny sposób. Tysiące linii dialogowych umożliwiających nam dokonanie odpowiednich wyborów, odzwierciedlonych w świecie gry, wraz z nienaganną muzyką i doszlifowaną grafiką, wystarczają aby wciągnąć nas bez reszty, wypuszczając po kilku godzinach solidnej zabawy. Nie sprawdza się to niestety na dłuższą metę. Każda fabuła ostatecznie się zamyka, a w takim momencie gra musi posiadać mechanizmy, które zatrzymają gracza na dłużej.

Moim nieodpartym wrażeniem, jest to, że zamiarem twórców było stworzenie produkcji , zdolnej osiągnąć sukces poprzez same uniwersum, pomijając mechanikę rozgrywki, będącą tylko marnym dodatkiem do gry. Gracze są jednak wybredni. Dobrze wiedzą, że na świetną produkcję nie składa się tylko fabuła. BioWare jednak nie wiedział, a szkoda, bo mogło być o wiele, wiele lepiej. Ocena: 5/10

 

guru

Zobacz także

20 komentarzy

Wyszukiwarka

Forum dyskusyjne

Najnowsze video

Dodaj nas

Ankieta

Czy World of Warcraft powinien przejść na Free-To-Play?

Wyniki

Obrazek dnia

Al

Kalendarz