Chyba żyję w toksycznym związku – Zagwozdka na niedzielę

Toxic2

To będzie bardzo osobista „Zagwozdka…” prezentująca moje i tylko moje odczczucia w stosunku do gatunku MMORPG.

Zabrzmi to przerażająco, ale chyba zyję w toksycznym związku. Nie chodzi jednak o kobietę, lecz moją osobistą relację z gatunkiem MMORPG. Trwa to już kilkanaście lat i z każdym rokiem pogłębia się jeszcze bardziej. Gry MMORPG „niszczą” mnie od środka, powodując, że tracę zainteresowanie jakimikolwiek innymi tytułami. Równocześnie cały czas jestem uzależniony od mojej drugiej „połówki”, która wymaga ode mnie totalnej uwagi. Jest zazdrosna o każdą inną relację czy nawet niewinny flirt.

Tak, wiem, zaleciało tanim dramatem, więc wyjaśnię prostymi słowami, co dzieje się w mojej pokręconej głowie.

Otóż tak bardzo pokochałem MMORPG, że każda inna produkcja spoza tego gatunku nie dostarcza mi już spodziewanej przyjemności. Zazwyczaj kończy się na tym, że po kilku godzinach odkładam jakiegoś single-playera na półkę, bo po prostu nie mogę znieść… zgadnijcie czego? SAMOTNOŚCI.

Po prostu zaczynam tęsknić za MMORPG. Za pełnymi miastami, za gildią, za wspólnymi wypadami na bossy, za handlem, za wyzwaniami, za rywalizacją w PvP, nawet za zwykłymi rozmowami. Chodzi po prostu o fundamentalne rzeczy, na których oparty jest gatunek Massively Multiplayer Online Role Playing Game. Baa, brakuje mi nawet ciemnej strony naszych ukochanych gier. Lagów, cziterów, gold-sellerów czy Pay2Win. No co? Przynajmniej wiem, że mam do czynienia z pełnokrwistą produkcją:) 

Oczywiście, istnieje parę tytułów, które pomimo swojej singlowości dostarczyły mi funu i które ukończyłem od A do Z (np. seria Wiedźmin, Dark Souls 3), ale to niestety tylko wyjątki potwierdzające regułę. Dziesiątki, baa, setki innych gier po krótkim czasie lądowały w koszu. Najlepiej widać to po moim koncie Steam. 146 gier, około 100 to singlówki zdobyte w giveawayach lub kupione na wyprzedażach. Większości z nich w ogóle nigdy nie zainstalowałem, a gdy już tak się stało, to na liczniku mam może maksymalnie dwie godziny. 

Nie wiem, czy istnieje lekarstwo na moją – nazwijmy to – dolegliwość? Może jakiś długi „detoks” przyniósłby efekt, ale w mojej „karierze” gracza, a potem redaktora nigdy nie miałem dłuższej przerwy od MMORPG niż kilka tygodni. 

Dzisiejsza zagwozdka brzmi – czy zabawa w MMORPG odbywa się kosztem innych gier? 

Zobacz także

17 komentarzy