Polacy są wszędzie - Zagwozdka na niedzielę

Tibia

Od dawna chciałem poruszyć temat Polaków w MMORPG. Nie chodzi jednak o ich (nie zawsze kulturalne) zachowane czy prezentowane umiejętności, ale o liczbę naszych rodaków w takich grach. 

Nie macie czasem wrażenia, że nasi rodacy… są wszędzie? Jaką grę byśmy nie odpalili – klientową, przeglądarkową, orientalną, futurystyczną, hardkorową, sandboxową, pikselową, voxelową – zawsze znajdzie się mniejsza lub większa grupka naszych rodaków, objawiająca się zazwyczaj jakimś swojsko brzmiącym nickiem lub legendarnym już dopiskiem „PL”, żeby na wszelki wypadek każdy wiedział, że ten konkretny gracz pochodzi właśnie z kraju nad Wisłą  (i nie ma z nim żartów). 

Maćków, Sebastaniów, Brajanków (bez obrazy, jeśli wśród naszych użytkowników są osoby o takich imionach) spotkamy praktycznie w każdym liczącym się tytule. Od World of Warcraft, Guild Wars 2, Elder Scrolls Online, Final Fantasy XIV, Star Wars: The Old Republic, TERA Online (czyli gry z absolutnego topu), po jakieś niszowe produkcje, o których nikt praktycznie nie słyszał. Naszych rodaków nie przestraszy nawet bariera językowa czy blokada IP. Można ich znaleźć nawet w grach, które teoretycznie są dla nas "zamknięte" (japoński Dragon's Dogma Online JP czy chiński Dungeon Fighter Online). Baa, niedawno się dowiedziałem, że w DFO CN istnieje polska gildia. 

Wydaje mi się, że Polacy są jednych z nielicznych narodów w Europie, a może nawet jednym z nielicznych narodów na świecie, który pokochał gatunek MMORPG od pierwszego wejrzenia. I ta miłość ciągle trwa.  

Jaki tytuł byśmy nie wymienili z naszego Spisu Gier (pierwsze przykłady z brzegu: Knight Online, Rohan, Dofus), zawsze znajdzie się tam grupa Polaków, która bawi się od samego początku gry i która – to również częste zjawisko – posiada liczącą się na arenie gildię. 

O nie każdym kraju możemy coś takiego powiedzieć. Weźmy np. Włochy. Duży kraj, większy niż Polska, ale czy Włochów spotkamy w każdym MMORPG? Nie. Nie ma ich dużo, nie słyszymy o włoskich gildiach, nie słyszymy o ich osiągnięciach. Tao samo możemy powiedzieć o Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Grecji. Niektórych mieszkańców można spotkać w gatunku MMORPG dużo częściej niż innych. 

Moda na MMORPG (patrząc na wschód) zaczyna się chyba w Korei Południowej i Japonii, potem mamy Chiny, Tajwan, Singapur, Tajlandię, Rosję, Polskę, Niemcy, Szwecję, Francję, Turcję, Stany Zjednoczone i Brazylię. Niektóre kraje czują się w MMORPG swobodniej niż inne. 

To nie jest przypadek, że coraz więcej wydawców/producentów MMORPG decyduje się tłumaczyć swoje produkty na język polski. Nie mówiąc już o polskich serwerach czy wersjach, które niejednokrotnie powstają szybciej od reszty Europy i wielu przypadkach są bardziej zaludnione od swoich anglojęzycznych odpowiedników (najlepszym przykładem jest chyba Metin2 PL, NosTale czy Royal Quest). Po prostu takie firmy mają dokładne statystyki i doskonale widzą, ilu mamy Polaków, a ilu Anglików czy wspomnianych wcześniej Włochów. 

Inna sprawa, że naszych rodaków można spotkać najczęściej w darmowych produkcjach (Free-To-Play), przez co zyskaliśmy miano „cebulaków”, którzy rzucają się na wszystko, co nie wymaga opłaty. W przeszłości może rzeczywiście tak było, ale w ostatnich latach ta krzywdząca dla Polaków ulega zmianie. Zarobki w Polsce cały czas wędrują do góry, dzięki czemu coraz większa liczba Polaków może sobie pozwolić na zakupienie gry B2P albo opłacenie miesięcznego abonamentu. 

Zagwozdka na niedzielę brzmi – czy w każdej grze spotykacie Polaków? 

Zobacz także

13 komentarzy