Star Wars: Squadrons wyrwiemy za około 40 dolarów

Sw fp

Electronic Arts podchodzi do Star Wars: Squadrons w nietypowy dla siebie sposób. Zamiast od początku ostro doić tytuł, sprawiają wrażenie, jakby im na nim:
a) nie zależało

b) naprawdę chcieli być uczciwi

Skąd takie wnioski? Już jakiś czas temu zapowiedziano, że gra nie będzie miała żadnych mikrotransakcji. Mimo faktu, że opcji customizacji naszego pojazdu nie zabraknie, a kokpit będziemy mogli ozdabiać na różne sposoby. EA zapewnia, że wszystko otrzymamy poprzez granie i za nic dodatkowo nie trzeba będzie płacić.

Dodatkową informacją jest cena Star Wars: Squadrons. Podano, że grę kupimy za 40 dolarów. Można kręcić nosem, że to wysoka cena, ale patrząc na inne, nowe (i nie tylko!) gry ze stajni EA, to wręcz niezwykle tanio. Jedi: Fallen Order, nowy Madden, czy gry z serii FIFA dostępne są za 60 dolarów. Nawet starsze gry od Electronic Arts kosztują więcej, niż nowy Star Wars: Squadrons. Podejrzane, prawda?

Oficjalnym powodem jest niszowość Star Wars: Squadrons. Gra skoncentrowana jest na konkretnym rodzaju doświadczenia i nie da się jej w pełni zmonetyzować. Dotrze do określonej liczby graczy, więc nie ma sensu narzucać jej wyższej ceny. To podobno projekt na inną skalę, kierowany do osób, których fantazją jest możliwość polatania X-Wingiem, czy TIE Fighterem, a wbrew pozorom takim graczy podobno nie ma aż tak wielu (przynajmniej przy „symulatorowym” podejściu).

Nie zamierzam się kłócić, skoro zamierzają grę wydać nieco taniej, to teoretycznie tym lepiej dla nas. Pod warunkiem oczywiście, że nie kryje się pod tym brak wsparcia, czy nagłe wyskoczenie z miliardem DLC. Pożyjemy, zobaczymy, a o jakości Star Wars: Squadrons przekonamy się 2 października.

Zobacz także

10 komentarzy