MMO Skandale #3 - Pozwany za kradzież w "Metin 2"

Mmo

Dzisiaj nie robi już na nas wrażenia fakt, że wirtualne przedmioty zyskują coraz częściej statusy prawne odpowiadające realnemu mieniu. W końcu skórki, elementy wyposażenia, czy nawet całe internetowe avatary posiadają realną wartość liczoną w realnych pieniądzach. Wystarczy przypomnieć sobie, jak dodatki kosmetyczne do broni w “Counter Strike: Global Offensive” przybierały status niemalże waluty. Służyły za poręczenia w zakładach bukmacherskich, a za równowartość niektórych możnaby kupić sprawny samochód i jeszcze opłacić prawo jazdy.

W roku 2011 było to jednak zjawisko nowe, którego spora część społeczeństwa (nawet ta grająca w gry) nie rozumiała. Dlatego właśnie głośnym echem odbiła się sprawa siedemnastoletniego chłopaka z Łodzi, której finał mogliśmy obserwować w lipcu w tamtym właśnie okresie czasu. Witajcie więc w MMO Skandalach, cotygodniowej serii w której to ja - polski wieszcz - przypominać wam będę o dramatycznych, skandalicznych i czasami drastycznych sytuacjach, które związane były ze światem internetowej rozgrywki, a dzisiaj dowiemy się, jak wirtualna zbroja mogła stać się realnym problemem.  


Zaczęło się niewinnie. Od wschodniego świata gry “Metin 2”, internetowej znajomości i zbroi wartej 500 zł. Młody Sebastian (imię podane w “Dzienniku Łódzkim” - zmienione na prośbę rodziny) nawiązał kontakt z dwudziestojednoletnim mężczyzną z Olsztyna. Obaj panowie byli wielkimi fanami kultowego “Metka” i wspólnie przemierzali jego wirtualne uniwersum. Ich wzajemna relacja rozwinęła się do tego stopnia, że udostępniali sobie nawzajem posiadany przez nich ekwipunek, a nawet dane kont. Pewnego dnia jednak młodszy z nich postanowił, że nie będzie oddawać pożyczonego pancerza, sprawa trafiła na policję jako regularna kradzież.  

- Udostępnił mi swój login. Wzięliśmy z kolegami jego ekwipunek - opowiada Sebastian, który wtedy nie spodziewał się, że z tego może wyniknąć coś złego. Jednak na początku tego roku okazało się, że mężczyzna z Olsztyna poszedł na policję i zgłosił, że został przez łodzianina "okradziony".

Ostateczne rozwiązanie miało miejsce na sali sądu rodzinnego. Przez całe postępowanie na chłopcu ciążyła nawet możliwość trafienia do zakładu poprawczego. Takiego obrotu spraw nie spodziewał się ani on, ani jego matka.

Nie wyobrażam sobie, żeby mieli mi dziecko umieścić w ośrodku. I to za coś takiego. Na jakiej podstawie ktoś wycenił zbroję na 500 zł? Dla mnie to próba wyłudzenia pieniędzy - (skomentowała kobieta [dop. redaktora])

Kiedy tylko Sebastian zorientował się, jak poważna jest sytuacja natychmiast zwrócił cały skradziony dobytek, a sprawa nie skończyła się dla niego aż tak tragicznie. Największą karę wymierzyła mu sama mama - zakaz gry w “Metin 2”.

Jednakże ta sytuacja była jedną z pierwszych (i nie ostatnich), które zburzyły wizję niektórych ludzi o wręcz anarchistycznym internecie w którym nic nie dzieje się “na serio”. Komputerowa rzeczywistość jest prawdziwa czy się to komuś podoba czy nie, podlega więc takim samym regulacjom i regułom prawnym. Jak to powiedział dr Dariusz Adamski z Centrum Badania Problemów Prawnych i Ekonomicznych Komunikacji Elektronicznej na Uniwersytecie Wrocławskim:

- Jeśli ktoś zdobędzie moje dane i wyciągnie "wirtualne" pieniądze z konta, to ja poniosę realną stratę. Tak samo jest w grze, jeśli ktoś miał wirtualny przedmiot i go stracił. Reguły są takie, jak w rzeczywistym świecie. Wirtualne przedmioty mają realną wartość wycenianą przez rynek, można za nie uzyskać prawdziwe pieniądze albo istniejące realnie przedmioty

Ale może wy macie na ten temat inne zdanie? Czy fakt, że za zlepki kolorowych pikseli ludzie są w stanie zapłacić naprawdę bajońskie sumy pieniędzy nie jest zjawiskiem pewnej patologii? A może taka jest już kolej rzeczy i to nieuniknione konsekwencje postępu ludzkości? Koniecznie podzielcie się przemyśleniami w komentarzach!

Źródła:

KLIK.

KLIK.

 

Zobacz także

12 komentarzy