#NieChcemyMobilnychGierMMO – Zagwozdka na niedzielę

73a2b3a72f34

Tolerowaliśmy  mobilne gry MMORPG, ale to co zdarzyło się tydzień temu na BlizzConie, a kilka dni później w Korei Południowej (konferencja NCSoft) nie napawa optymizmem. 

Albo będziemy się biernie przyglądać, że czołowi deweloperzy gier zabijają gatunek Massively Multiplayer Online, przestawiając się kompletnie na rynek mobilny, albo coś z tym zrobimy, dając im jasno do zrozumienia, że nie jesteśmy zainteresowani takim typem rozgrywki. 

Wybaczcie, bo może takim stwierdzeniem urażę wielu naszych czytelników, ale uważam, że gry mobilne nie są prawdziwymi grami, a mobilni gracze nie są prawdziwymi graczami. 

Jestem człowiekiem starej daty. Wychowałem się na komputerach osobistych i konsolach. Nigdy więc nie zrozumiem, jak można mówić o poważnej (!!!) przygodzie z gatunkiem MMORPG, gdy nasza zabawa ogranicza się do kilkucalowego ekraniku, na którym można wykonać tylko podstawowe czynności. 

Według mnie MMORPG-owy gracz to taki, który siada na fotelu, odpala komputer lub konsolę, zakłada słuchawki z mikrofonem, bierze myszkę lub pada w dłoń i bawi się dwie, trzy, cztery, pięć… dwanaście godzin. Grindując, walcząc PvP lub pokonując coraz to trudniejsze dungeony lub rajdy. 

A nie taki, który w trakcie jazdy tramwajem odpali „mmobilniaka” i wykona questa przy pomocy systemu Auto-Battle. Co się śmiejecie? Tak właśnie wygląda obecny gatunek mobilnych MMORPG. Poza kilkoma wyjątkami są to mega uproszczone, mega okrojone i mega łatwe tytuły, które nie wymagają od nas żadnego, powtarzam, żadnego skilla. Sieczka dla casuali, którzy szukają tylko chwilowej przyjemności. Nie ma znaczenia, czy za mobilne MMO sięga 10-latek czy 70-latek. Obydwoje poradzą sobie z takimi produkcjami. 

Możecie sobie być graczami Lineage 2, ale tylko osoby bawiące się w Lineage 2 lub Lineage 2 Classic na PC mogą siebie nazywać prawdziwymi gamerami. 

Najgorsze jednak, że takie firmy jak Blizzard czy NCSoft starają się nas przekonać, że wiedzą, co jest dla nas (graczy) najlepsze w tych czasach. A tak przecież nie jest, czego najlepszym przykładem są ostatnie wydarzenia z BlizzConu. 

Zresztą to było ciekawe doświadczenie obnażające słabość Blizzarda. Albo firma nie miała pojęcia, jak gracze przyjmą Diablo Immortal, co akurat jest dziwne, bo gdzie jak gdzie, ale w Blizzardzie na pewno istnieje cały poziom osób odpowiedzialnych za badanie rynku. 

Albo firma doskonale wiedziała, że Diablo Immortal się nie przyjmie, a mimo wszystko zafundowała nam taką „przygodę”. Tak czy siak, z firmy powinny wylecieć jakieś osoby. Takiej PR-owej klęski nie widzieliśmy od wielu lat. A po Blizzardzie spodziewaliśmy się tego w najmniejszym stopniu. Oni zawsze był bardzo dobrze poinformowani w trendach panujących na rynku. Był popyt na MOBĘ – dostaliśmy Heroes of the Storm. Był popyt na karciankę – przyszedł Hearthstone. Był popyt na hero shootery – ukazał się Overwatch. Gdy jednak wszyscy oczekiwali Diablo 4, otrzymaliśmy mobilnego Diablo dla casuali.  Fck logic!

Nie bądźmy jednak krytyczni jedynie wobec Blizzarda. NCSoft postąpił z nami jeszcze podobnie lub nawet gorzej. Koreańczycy na pewno zdawali sobie sprawę, że miliony fanów czekały na Aion 2 na PC. Oni woleli jednak z tego zrobić mobilną produkcję, która pewnie nie zaoferuje nawet 1/10 contentu z oryginału. 

To ewidentny skok na kasę, który nie tylko zabija naszą nadzieję, ale który zabija również… cały gatunek MMORPG. 

Gry mobilne zabijają gry… wszystkie gry. Firmy wolą wydać kilka dolców na reskin chińskiego tytułu, który nie musi nawet być dobry, ale i tak wygeneruje ogromne zyski. 

To przykre, ale większość firm dba teraz tylko o to, aby łatwo zarobić, zamiast stworzyć wysokiej jakości produkt.

Rozumiemy, że w takie gry to teraz kopalnia pieniędzy (szczególnie w Chinach i Korei Południowej), ale na Boga. Oprócz Azjatów mamy jeszcze setki milionów osób z Europy, Australii oraz Ameryki Północnej, którzy – tak sądzę - mimo wszystko preferują chyba granie w prawdziwe gry wideo na prawdziwych sprzętach do tego przeznaczonych. Widać to również na przykładzie naszego portalu, na którym gry mobilne – mimo że wychodzą partiami – nigdy nie były zbyt gorącymi tematami. Wy nadal szukacie i preferujecie granie na PC. 

Gry mobilne powinny odgrywać trzecioplanową lub czwartoplanową rolę w branży gamingowej. Nie będzie mojej zgody i pewnie setek tysięcy innych osób, żeby takie produkcje przejęły rynek albo ukształtowały trendy. 

Tylko... czy na taką walkę nie jest już za późno? Pomimo swojej banalności, a może dzięki swojej banalności, takie gry zarabiają ogromne pieniądze, stając się niejednokrotnie motorem napędowym wielkich gigantów growych (przykład NCSoft czy Nexon). Jeśli pieniądze się zgadzają, to po jaką cholerę takie korporacje mają ryzykować i tworzyć za dziesiątki milionów dolarów gry przeznaczone na PC lub konsole? 

Żeby nie było tak, że za za kilka lat obudzimy się w innej rzeczywistości z WoW Mobile, ESO Mobile, Guild Wars 2 Mobile na czele, gdzie a rynek pecetowych MMORPG zostanie wygaszony lub totalnie zapomniany. 

Pocieszajmy się jednak tym, że sprawa z Diablo Immortal może paradoksalnie wyjść nam na dobre.  Jeśli nawet tak oddana Blizzardowska społeczność pokazała swoim „Panom” środkowego palca, to może inne firmy przestraszą się podobnych ruchów i pomyślą dwa razy, zanim zapowiedzą głośny mobilny tytuł, który nie spełnia oczekiwań fanów. 


UPDATE: Nie wiem, czy zauważyliście, ale od tygodnia w internecie panuje lekka „szyderka” z Blizzarda. I nie mówię tutaj o graczach, ale również o innych producentach, którzy umieszczają np. takie Tweety i opisują je tagami #NotOnMobile. 

Zobacz także

34 komentarzy