NPC kontra ludzie – z kim lepiej robić dungeony?

Zcip5nw

Żyjemy w naprawdę fantastycznych czasach. Gry wychodzą w hurtowych ilościach i nawet w naszym gatunku MMORPG nie brakuje nowości. Co prawda większość z nich pochodzi z Azji, a zatrważająca ich ilość to mmobilki. Nie zmienia to jednak faktu, że generalnie dostajemy, co tylko chcemy. W zasadzie wystarczy trochę potupać nogami i każda gra zmieniona zostanie tak, jak NAM to odpowiada. Nam, nie Wam, towarzysze, bowiem gracze żyją w komunizmie i wola większości, to wola wszystkich.

Po tym jakże optymistycznym wstępie, przechodzimy do tematu. Final Fantasy XIV w dodatku Shadowbringers wprowadziło możliwość robienia dungeonów z NPC. Znaczy, chodzi o ten zapowiadany Trust System. Zaufanie jest rzeczą ważną, a w Internecie ciężko o nie. Wiecie to pewnie sami z własnego doświadczenia. Zaraz znajdzie się napinacz, twierdzący, że robicie za mało depeesa (ew. dipsa – dop. autor). Ewentualnie to wszystko wina healera, a tank to już w ogóle najlepiej, jakby odinstalował grę. Poza tym wszyscy jesteście noobami, l2p i generalnie poćwiczcie, zanim zechcecie bawić się z innymi, zamiast marnować ich czas.

Czemu zatem nie robić dungeonów z NPC? Jest kilka MMORPG-ów, które oferują takie rozwiązanie. W Final Fantasy XIV jest ono wyjątkowo przydatne, bo sporo wyzwań jest zwyczajnie wymaganych do popchnięcia fabuły dalej. Do tego kolejki dla klas/jobów DPS wymagają od nas czekania około 15 minut (czasami nawet dużo dłużej). Można zatem dokooptować sobie zespół postaci fabularnych, które towarzyszyły nam przez tyle lat w grze i z nimi zrobić dungeon.

Takie rozwiązanie ma sporo zalet. Nie dość, że NPC rzucają komentarze, będące dodatkowym, fabularnym smaczkiem, to w dodatku żaden z nich nie będzie Wam pyskował, że spod pach Wam śmierdzi lub nie będziecie słuchać ich opowieści o ostatniej nocy z Waszą matką (chyba, że fabuła tego wymaga, to co innego).

Do tego spełniają swoje role doskonale – healer leczy jak należy, tank nie gubi aggro. Można się czepiać jedynie, że nie ryzykują i biorą tylko tyle mobów, ile potrzeba, przez co wyzwanie zwyczajnie się wydłuża. Niemniej znają mechaniki na pamięć, błędów nie popełniają, a do tego można z nimi zrobić sobie przerwę.

Jak wspomniana już wyżej, Wasza matka, krzyknie, żeby zastopować grę i zjeść obiad/wyrzucić śmieci/odrobić lekcje, to NPC to zrozumieją. Nawet wybaczą! W tym sielankowym obrazku jedyną skazą jesteśmy my, czyli gracz. Jeśli bowiem padniemy, wtedy zaliczane jest to jako wipe, o czym warto pamiętać. Jak zatem sami widzicie, NPC>gracze!

Spokojnie, nie oznacza to, że teraz wszyscy będą bawili się z NPC. Square Enix pomyślało i gdy wbijecie poziom 80., to Wasi komputerowi towarzysze będą musieli zostać wyexpieni od początku. W ten sposób nie ma mowy o tym, aby end-game od razu robić z nimi i dogearować się bez większego wysiłku. System Trust należy traktować zatem, jako tutorial dla nowych dungeonów w Shadowbringers.

Piszę te słowa i kurde, chciałbym się do czegoś przyczepić. Właściwie muszę pochwalić deweloperów, bowiem wygląda to całkiem nieźle. Problem w tym, że działa to chyba za dobrze i za dużej liczbie osób się podoba (zapytajcie Zetriga o zdanie!). W efekcie obawiam się, że ten cały Trust System może stać się pewnym standardem. Od tego zaś tylko jeden krok, aby całą zawartość Final Fantasy XIV, czy innego MMORPG-a robić z NPC, zamiast ludźmi.

Przesadzam? Jasne, że tak, ale już niejednokrotnie widziałem, jak gracze w pogoni za wygodnictwem i dobrym samopoczuciem (w końcu ludzie są tacy toksyczni!), wymuszali rzeczy, które psuły gatunek MMORPG. O ile sam Trust System nie jest zagrożeniem, tak jego rozbudowa może być problematyczna. Pomyślcie sami, kto z Was, ale tak z ręką na sercu, dobrowolnie zgadza się na ciężkie i upierdliwe wyzwanie, zamiast wybrać jego łatwy odpowiednik? Chęć ułatwiania sobie życia oraz jego optymalizacja jest chyba wpisana w ludzką naturę.

Dla niektórych pewnie wypisuję banialuki, ale boję się. Zwyczajnie boję się, bo coraz częściej widuję opinie, że w MMORPG-i powinno móc grać się solo i w zasadzie inni gracze nie są nam potrzebni. Póki jest czat oraz handel, to inne osoby są w zasadzie zbędne. Do tej pory inni gracze główne zastosowanie mieli w dungeonach oraz rajdach i PvP, ale co, jeśli w większości aspektów PvE zostaną oni zastąpieni przez NPC?

Apokalipsa gatunku – tak bym to nazwał. Niemniej to tylko ja, czyli stary pryk, nie mylący Path of Exile i Warframe z grami MMORPG. Tych drugich jest coraz więcej i jak przeglądam profesjonalne portale o tematyce gier sieciowych, tak coraz częściej widzę osoby zachwycone możliwością samotnej zabawy. Nie wiem tylko, czemu nie pójdą do jakiegoś single-playera, ewentualnie pobawią się w co-opie, tylko pchają się do MMO. Nie mnie to oceniać, ale to, co widzę, nie podoba mi się wcale.

Tutaj zaleci nieco hipokryzją, ale Trust System wydaje mi się fajny, ale do przejścia dungeonów jeden raz. Aby poznać fabułę, mechaniki oraz nauczyć się tych wyzwań lub chociaż przygotować do nich. Mam jednak nadzieję, że NPC nigdy nie zastąpią zabawy z ludźmi. Tak, niektórzy tryhardują za bardzo, są toksyczni oraz mylą dobrą zabawę z pracą na cały etat. Niemniej to właśnie gra z innymi graczami odróżnia MMO od pozostałych gatunków. I chciałbym, aby tak zostało.

Zobacz także

20 komentarzy