Zagwozdka na niedzielę – dlaczego w ogóle gramy w MMORPG?

Wowscrnshot 052015 093706

"Być, albo nie być – oto jest pytanie”

Wcale nie! O wiele ciekawszym pytaniem jest, dlaczego gramy w MMORPG. Na pierwszy rzut oka na pewno wyda Wam się głupie. Ot PefriX ubzdurał sobie, że jest to rzecz ważna i teraz za pośrednictwem Zagwozdki będzie chciał udowodnić coś, co sobie tam wymyślił. Ewentualnie pokusi się o nic nieznaczącą pseudofilozoficzną refleksję.

Nic z tych rzeczy, moi drodzy. Naprawdę, obserwując rynek zacząłem się zastanawiać, po co gramy w ten gatunek. Odpowiedź wydaje się prosta – bo ludzie. MMORPG-i pozwalają na zabawę z innymi graczami, czego nie uświadczymy w każdym tytule. Problem w tym, że to nie do końca prawda.

Zobaczcie ile produkcji posiada elementy multiplayer lub generalnie nastawiona jest na tryb kooperacji. Mamy zatem pięcio- lub czteroosobową drużynę i wielką przygodę przed nami. Czym to się różni od sieciowych RPG-ów,  w których zazwyczaj w tak obszernej ekipie spędzamy najwięcej czasu? Właściwie to niczym. Jasne, ktoś teraz uzna, że otwarty świat, wielka gildia oraz możliwość spotkania kogoś obcego lub wrogiego wobec nas – te elementy czynią MMORPG takim pociągającym.

Bullshit! Kiedyś może i tak było, ale teraz? Otrzymujemy pseudo MMO, gdzie innych graczy spotykamy w głównym mieście, które pełni rolę HUB-a. Ewentualnie mamy prawdziwe „massively multiplayer online”, ale nic z tego nie wynika i większość naszego żywota spędzamy ganiając za questami, które wykonujemy sami. Nie mówiąc już o siedzeniu na spocie i patroszeniu setek tysięcy mobów – wtedy towarzystwo też nie jest mile widziane. No, mamy jeszcze dungeony, ale to zabawa dla skromnej drużyny.

W zasadzie nie korzystamy z tego całego MMO, jeśli nie mamy wydarzeń publicznych, które angażują społeczność. Szkoda tylko, że sprowadzają się zazwyczaj do ubicia jakiegoś większego robaka, czy gada, a potem i tak każdy idzie w swoją stronę. Pewnym wyjątkiem jest otwarte PvP. No, jest to czynnik wyróżniający gatunek na tle reszty, ale niekoniecznie lubiany przez wszystkich graczy.

Po co zatem gramy w MMORPG? Dla fabuły? No w to szczerze powątpiewam, bowiem jeśli ktoś preferuje porywającą historię, w której jego wybory się liczą, to wybierze tytuł singleplayerowy. W końcu po to powstają, aby samotny gracz był centrum świata gry. W MMORPG-u jesteśmy jedynie jednym z wielu bohaterów. Jasne, fabuła stara się z nas uczynić kogoś znanego i zacnego, ale czy ma to większe znaczenie, skoro w zasadzie nie ma w tym immersji?

To samo dotyczy PvP. Niby brzmi dobrze, ale ludzie coraz częściej kręcą na ten aspekt nosem, twierdząc, że takie bitwy to jedynie areny, duele, battlegroundy. Otwarta walka z kolei nie ma sensu, bo gangowanie, nieuczciwość, po co, na co, itd. Efekt tego jest taki, że rezygnuje się z tego aspektu. Coraz mniej zatem mamy możliwości interakcji z innymi graczami. Nie twierdzę jednak, że PvP to jedyna opcja do poczucia MMORPG. Możemy przecież organizować się w gildie, bawić się w role-play, czy zwyczajnie posiedzieć razem na czacie. Do tego dochodzi możliwość handlowania z innymi,  czego nie uświadczymy w grach singleplayer!

Niemniej wydaje mi się, że to trochę mało. Brakuje powodu do tworzenia społeczności i mechanik/narzędzi, które by je premiowały. Pewnie część z Was zaprzeczy, ale jak często zdarza Wam się robić coś w MMORPG-u poza wąskim gronem osób, z którym gracie?

Dungeony przeznaczone są dla małej drużyny, nawet rajdy coraz częściej opierają się na mniejszych niż niegdyś składach. Zadania i misje rzadko dotyczą większej ilości, niż maksymalnie czterech osób. Kampania fabularna z kolei jest dedykowana dla nas samych. Nie widzę w tym niczego więcej, czego nie znajdę w grach singleplayer oraz tych z nastawieniem na kooperację.

Skoro, a tak przynajmniej mi się wydaje, gramy w MMORPG właśnie przez ludzi, to dobrze byłoby tego nie zmieniać. Nie oczekiwać od deweloperów prostych rozwiązań, które sprawiają, że gatunek ten traci swoją unikalność. Nie żartuję, to nie tylko twórcy psują gry, my, jako społeczność również to robimy. Jak tak przyglądam się obecnym tytułom to coraz mniej w nich widzę MMORPG. Nie brakuje jednak elementów z innych gatunków. Dlatego zadaję sobie pytanie „dlaczego w ogóle gram w ten typ gier?”.

Swoją odpowiedź ponowię – z powodu ludzi. Uwielbiam interakcje z innymi, możliwość handlowania, przekomarza się na czacie, zbierania obcych graczy na instancję. Uwielbiam otwarte PvP i nie przeszkadza mi, jak zostanę ubity. Nie jestem masochistą, nie zrozumcie mnie źle, również nie trawię znęcania się nad kimś. Niemniej od czego mam gildię? „Potrzebuję pomocy, ten gnom DK pastwi się nade mną”. Oczywiście, mało to honorowe również i z mojej strony, ale zazwyczaj jedna interwencja wystarczy, aby odstraszyć kurdupla.

Z tego powodu lubię również wydarzenia publiczne, czy inne aktywności, które mobilizują społeczność. Nie chodzi nawet o współzawodnictwo, ale możliwość wspólnej zabawy. Nie po to na serwerze jest kilka setek (tysięcy) osób, aby w takim tłumie, człowiek czuł się samotny. Walki gildyjne? Strzał w dziesiątkę, bo dochodzą do tego knowania, zdrady i inne machlojki. Czym więcej mam możliwości odczucia obecności tego, że gram z innymi, tym jestem szczęśliwszy. Oczywiście, nie lubię gdy ktoś podkradnie mi moba do questa lub zgarnie mi skałkę do gatheringu sprzed nosa. Ale przecież to część tego gatunku!

Może jednak się mylę? Cały ten wywód nie ma żadnego sensu i problem (a może rozwiązanie!) leży gdzie indziej? Dlatego pytam Was, drodzy czytelnicy, dlaczego gracie w MMORPG?

Zobacz także

29 komentarzy