Zagwozdka na niedzielę – postępująca casualizacja gier

263

Gracz: Panie Doktorze, źle się czuję. Głowa mnie boli, te rajdy idą jakoś za szybko. Maksymalny poziom wbiłem w kilka godzin i w sumie nie pamiętam, w jakich krainach byłem. W zasadzie to teraz jedyne czym się zajmuję, to kolekcjonowanie nowych wyglądów zbroi oraz wierzchowców, bo w zasadzie to nie ma co robić. Czy wie Pan, co może mi dolegać?

Doktor: Twoje objawy mogą wskazywać na postępującą casualizację, mój drogi. Obawiam się, że to właśnie będzie to, ale zanim wydam ostateczną diagnozę, opowiedz mi jeszcze, co jest nie tak.

G: Generalnie kiedyś było inaczej, Panie Doktorze. Grindowałem radośnie setki tysięcy potworków, a mój pasek doświadczenia drgał o milimetr. Po kilkunastu tygodniach mogłem z radością dołączyć do ekipy i rozpocząć z nimi właściwą część przygody. Z czasem ta część rozgrywki została urozmaicona o zadania, ale nadal było wymagająco. Chodziliśmy na instancje na piechotę, więc całość przedłużała się i zajmowała sporo czasu. Czuliśmy jednak taką dziwną więź. Rozumie Pan, o co mi chodzi? Nie porzucało się towarzysza, bo coś nie wyszło, czy zaliczyliśmy wipe. Teraz jednak jest jakoś inaczej…

D: To znaczy? Co się zmieniło konkretnie?

G: Gry się zmieniły Panie Doktorze. Wszystko stało się takie łatwe. W kilka chwil byłem na szczycie, mogąc cieszyć się końcową zawartością danego tytułu. W sumie bez większego wysiłku mogę zebrać lepszy ekwipunek. Oczywiście, ci najlepsi nadal muszą się wybitnie starać i walczyć na najwyższych poziomach trudności, jeśli chcą otrzymać najfajniejszy sprzęt. Nie o to jednak chodzi, by musieć grać jedynie na hardzie, by gra nie była spacerem po parku!

D: Obawiam się zatem, że moje wstępne podejrzenia potwierdziły się. Cierpi pan na casualizację i chyba nic z tym nie możemy zrobić.

G: Ale ja mam żonę i dzieci! Co się z nimi stanie, Panie Doktorze?

D: Zupełnie nic, mój drogi. Casualizacja wynika właśnie z tego powodu, że masz żonę oraz dzieci, a nie posiadasz czasu. Choroba ta rozwija się przede wszystkim u starszych roczników, które przeżarte starymi grami, dorastają. Nagle okazuje się, że doba ma tylko 24 godziny, w których trzeba zmieścić pracę, obowiązki domowe oraz social. Na granie pozostaje niewiele, co właśnie wykorzystuje casualizacja.

D: Młode organizmy są również na nią podatne. Dlaczego? Ich ciała nie zostały zahartowane w ogniu hardcorowych gier. Nieznajomość przeszłości sprawia, że coś wymagającego traktują z dystansem, w końcu przywykli do produkcji, które prowadzą nas za rączkę. Poniekąd sami za to odpowiadamy, bo to przez nas narodziła się casualizacja. Odsetek starych graczy, którzy nadal NAPRAWDĘ chcą gier w starym stylu jest mały.

G: Niemożliwe, Panie Doktorze! Przecież co chwilę ogłaszane są nowe gry z permanentną śmiercią, czy możliwością lootowania ekwipunku z graczy podczas PvP!

D: Owszem, są projekty takich gier. Niemniej o ilu z nich słyszysz na co dzień. Czy są w czołówce, mogą poszczycić się ogromną bazą graczy? Czy przypadkiem ich serwery nie świecą pustkami, a po kilku miesiącach ogłaszane jest zamknięcie?

G: Nie zgadzam się! Panie Doktorze, nie po to płacę te składki, bym teraz miał cierpieć przez jakąś casualizację. Domagam się lekarstwa i to w trybie natychmiastowym!

D: Mój drogi, ależ rozwiązanie jest bardzo proste! Proszę zwolnić się z pracy i zacząć więcej grać. Dodatkowo przestać kupować gry dotknięte casualizacją, wypisywać do deweloperów swoje oczekiwania i zebrać większą grupę osób. Nie mówię tutaj o akcji jak przy World of Warcraft i serwerach Vanilla, bo to zdecydowanie za mało! Tutaj potrzeba rewolucji, wielkiego buntu, pochodni oraz stosów!

G: Co Pan, Panie Doktorze! Niech Pan sobie tak nie żartuje!

D: No właśnie mój drogi w tym problem, że nie żartowałem. Nie martw się, casualizacja powinna kiedyś minąć. Historia lubi zataczać koło i może moda na wymagające produkcje powróci. Wtedy mój drogi przyjdziesz do mnie i zaczniesz narzekać, że te gry są za trudne…

Pisał dla Was, PefriX

Zobacz także

51 komentarzy