Zagwozdka na niedzielę – Wiecie, że dosłownie wszędzie mamy Item Shopy?

Glwony

Ostrzegam, tekst jak na standardy portalu jest długi. Może nieco przydługi.

Temat mikrotransakcji w grach sieciowych jest praktycznie nieskończony. Nikt już nawet nie ukrywa, że to na nich zarabia się najwięcej. Wszelakie skórki, przedmioty kosmetyczne, mniejsze lub większe bonusy – to kręci wydawców, którzy chętnie umieszczają Item Shopy w swoich grach. Wygląda również na to, że i graczom to odpowiada!

Śmiała teza, prawda? Spotkałem się z twierdzeniem, że „nie byłoby loot boxów w grach, gdyby gracze ich nie chcieli”. Na to znalazł się inny komentarz „gdyby loot boxy w ogóle się nie pojawiły, to tego tematu wcale by nie było”. I coś w tym jest. Jak jednak widać, loot boxy są, Item Shopy również. Czy to oznacza, że zwyczajnie do nich przywykliśmy, czy może aż tak nam nie przeszkadzają?

Piszę „nam”, bo w tym miejscu mocno generalizuję, czego zresztą nie ukrywam. Nie ma bowiem znaczenia, czy mi kwestia Item Shopów  grach przeszkadza. Nie ma też znaczenia, czy Markowi, Brajankowi, czy komukolwiek innemu, jako jednostce to wadzi. W tym przypadku liczy się zbiorowość, a deweloper wybierze takie rozwiązanie, które będzie odpowiadało lub NIE przeszkadzało większości.

Możemy sobie zatem dowoli tupać nóżkami, jakie to wszystko złe, nieuczciwe i w ogóle wieloryby rządzą grami, tak rzeczywistość jest jaka jest – Item Shopy to standard. Chciałbym tutaj powiedzieć, że przesadzam i wyciągam za mocne wnioski. Przyjrzymy się jednak temu wszystkiemu i postarajmy się razem być obiektywni.

W grach Free-to-Play Item Shop to nic dziwnego. Mamy grę darmową, do tego sieciową, więc utrzymanie suportu i serwerów kosztuje – normalne zatem, że coś tam się sprzedaje w sklepiku gry. W zasadzie to nikogo nie dziwi, tylko różnica polega na tym, jak to zostanie zrealizowane. Możemy mieć takie Royal Quest lub inne freemium, ewentualnie uczciwe Path of Exile oraz Warframe. Do tego dochodzi jeszcze kwestia karcianek, ale one są tutaj gatunkiem specjalnym. Niemniej różnica jest ogromna, prawda?

Problemy zaczynają się od gier Buy-to-Play. Płacimy za nie teoretycznie raz i mamy dostęp do danego tytułu prawie bez ograniczeń. Prawie, bo prędzej czy później wypuści jakieś „nieobowiązkowe” DLC lub dodatek. Jeśli jego zawartość jest zadowalająca, to problemu nie ma – w końcu ciężko oczekiwać, aby gra rozwijała się z samej jednorazowej opłaty za nią. A skoro gramy w grę sieciową/MMO to chcemy, aby była aktualizowana.

Niemniej i w tym momencie mamy do czynienia z Item Shopem. I znów, w zależności od produkcji jest lepszy lub gorszy. Odkładając jednak MMORPG-i na bok, bo wyjątkowo nie tylko o nich tutaj mowa, popatrzmy na takie gry jak CS:GO lub Overwatch. Tak, ostoje loot boxów. W tym pierwszym do otworzenia potrzebne są klucze, handel skinami kwitnie, a Steam Marketplace to w ogóle raj dla ogarniętych sprzedawców.

Z tym wyjątkiem, że CS:GO jest już darmowe, więc teoretycznie wszystko się zmienia. Niemniej do tej pory „nikt” nie narzekał, że gra miała Item Shop i mimo zapłacenia za nią, nie otrzymywaliśmy pełnej zawartości. W Overwatch ludzie tłumaczą, że za wbijanie poziomów oraz inne aktywności dostajemy skrzynki z łakociami. Poza tym mamy wszystkich bohaterów za darmo, mapy, tryby gry itd.

Niemniej w chwili premiery gra była dostępna za ponad 160 złotych i w zasadzie jej zawartość kosmetyczna, którą niejako kupiliśmy, została ukryta w loot boxach. Można było je zdobyć za darmo ALE ich zawartość była losowa. Długo można było farmić, aby zdobyć wymarzoną skórkę, duplikaty wcale nie pomagały. No dobra, dawały walutę za którą można było kupić skina, tylko to nadal farmienie tych samych skrzynek z łupami.

I to nie tak, że uwziąłem się konkretnie na Overwatch. W Call of Duty: Black Ops 4 jest podobnie. Niby mamy gry AAA, a jednak mikrotransakcjami i Item Shopem stoją, aż w kościach trzeszczy! Wszystkie te karnety bojowe, czy inne skrzynki  łupami możemy przecież zdobyć (lub przyśpieszyć odblokowywanie) wydając realną gotówkę. Słowem, płać za coś ponownie, co teoretycznie przecież kupiłeś.

W takim bądź razie, czemu nie robią pakietów DLC z zestawami skórek, które są opcjonalne? Ewentualnie nie dają tych skinów do zdobycia w grze poprzez wykonywanie jakichś specjalnych zadań, osiągnięć lub w postaci zwyczajnie nagród. Czemu farmienie przedmiotu kosmetycznego, który teoretycznie kupiłeś razem z grą jest w pewnym sensie jedną z jej atrakcji?

Ano zapominamy bowiem, że w umowach licencyjnych czasami jest napisane, że wcale nie kupujemy gry, a jedynie konto oraz prawo do korzystania z niej. W efekcie żaden przedmiot kosmetyczny nie jest faktycznie naszą własnością. Wygląda na to, że nie kupujemy gry, tylko możliwość zagrania, więc deweloper „ma prawo” dodawać przedmioty kosmetyczne do produkcji i chcieć od nas dodatkowych pieniędzy.

Brzmi to dziwnie? To teraz przeanalizujcie całość, a ja lecę dalej. Największą bowiem Item Shopową atrakcją są gry Pay-to-Play. W tym przypadku kupujecie tytuł X, nabywacie dodatek Y oraz dodajecie do tego subskrypcję Z. Mając tak uroczy koszyk urodzinowy możecie przez 30 dni lub dłużej pograć sobie w giereczkę.

Do tego nie zapomnijcie co jakieś półtorej roku kupić kolejne rozszerzenie, a do tego pamiętajcie o Item Shopie. Nie jest obowiązkowy, nie martwcie się. Niemniej część fajnych łakoci się tam znajdzie, jak ciekawszy pet z World of Warcraft, czy fajniejszy wierzchowiec-motocykl w Final Fantasy XIV. Nie wspominając oczywiście o różnych boostach, czy innych usługach. Nie zwracamy bowiem uwagi, że płacąc co miesiąc za abonament, część usług nadal jest dodatkowo płatna. Złoty biznes!

Dziwię się zatem Waszemu oburzeniu. Napisałem kiedyś, że Item Shopy są standardem, no i tak jest. Nie ma znaczenia model biznesowy gry. Nie ma znaczenia czy to indyk, czy tytuł AAA. Ba! Nie ma znaczenia czy to MMO, strzelanka, czy nawet gra sieciowa – ten aspekt pojawia się nawet i w single playerach.

Potem wielkie zdziwienie, że Item Shop jest w Fallout 76. No jest i przy całej niezgrabności tego tytułu, to chyba jego „najlepszy” element. Co wcale nie świadczy dobrze, nie komentując nawet faktu, że za tyle pieniędzy on w ogóle tam występuje. Czemu jednak nie miało go być, jak od lat na to pozwalamy? Tak dokładnie, moi drodzy. Od lat dajemy na to przyzwolenie, tylko albo się do tego nie przyznajemy, albo nie zwracamy uwagi, bo to przecież nieinwazyjne.

Nikomu przecież nie szkodzi te kilka skinów, prawda? Przecież nie musimy dokupywać map, trybów gry, super broni, czy innych takich rzeczy. Zwłaszcza elementów, za które ktoś mógłby grę oskarżyć o Pay-to-Win!

Gdzie się nie rozejrzeć, tam Item Shop i nie ma z czym się kłócić. Jasne, jedne gry mają go lepiej poprowadzonego, inne gorzej. Niemniej tak długo, jak gracze przymykają na to oko i nie widzą w tym nic złego, tak nadal sklepiki będą kusiły. Zamykanie zawartości gry za loot boxami, które można kupić to też nic innego, jak część mikrotransakcji. Warto zatem zastanowić się, w czym tkwi problem.

O ile oczywiście jest jakiś problem, bo z powyższego tekstu wynika przecież, że PefriX to nadcebula, gry powinny być za darmo, a deweloperzy muszą traktować nas jak władców. W końcu „klient, nasz Pan”, czyż nie?

Aby nie było żadnych nieporozumień – apeluję (jak zwykle zresztą) o rozsądek. Item Shop jest normalną częścią gier sieciowych. Chciałbym, aby większość elementów kosmetycznych płatnych gier, była do zdobycia jako element rozgrywki, który wzbogaciłby zabawę, a nie zmuszał do grindu. Jednocześnie wiem, że obsłudze trzeba płacić za pracę, a serwery same się nie utrzymają. Chciałbym jednak móc uczciwie wydać pieniądze na tytuł X, nie odnosząc wrażenia, że dwa razy płacę za to samo.

Zresztą, czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Póki są chętni na bezrefleksyjne kupowanie przedmiotów kosmetycznych, póty sklepiki będą bogate, a zawartość w grach okrojona. Po co w końcu dawać coś graczom, skoro mogą za to zapłacić.  I naprawdę nie zrozumcie mnie źle. Item Shopy nie są złe! Ważne tylko, aby były sprawiedliwe, a nie zdzierały z nas za coś, co powinno być zwyczajnie dostępne, skoro i tak płacimy za grę.

Path of Exile i Warframe udowodniły, że można zrobić dobrą grę z uczciwym sklepikiem. I chętnie kupię grę w modelu Buy-to-Play, której Item Shop nie będzie przypominał bożonarodzeniowy sklepik z płatną, losową szansą na zdobycie czegoś. Ba! Zapłacę abonament, ale chciałbym mieć normalny dostęp do zawartości „premium”, a nie przymus dokupowania skórek, petów czy wierzchowców.

Jakie jest Wasze zdanie w tym temacie? Item Shop ma rację bytu? Powinny zostać wyeliminowane całkowicie? Może proponujecie coś całkiem innego?

Zobacz także

17 komentarzy

Wyszukiwarka

Najnowsze video

Forum dyskusyjne

Dodaj nas

Ankieta

Jeśli macie wybór, to rozwijacie postać pod dmg czy pod wytrzymałość?

Wyniki

Obrazek dnia

Ss4

Kalendarz