TOP 3 najlepsze i najgorsze darmowe MMORPG-i

Glowne

Poniższa TOP-ka będzie raczej kontrowersyjna. Na fali ostatnich awantur dookoła Battlefronta 2 i mikropłatności uznałem, że warto przyjrzeć się naszemu rynkowi. Problem w tym, że co dla jednych jest Pay-to-Win, dla innych z kolei jest normalną częścią darmowych gier. Z tego powodu nie zdziwię się, jeśli wybrane przeze mnie tytuły nie spotkają się z aprobatą części z Was.

Dzisiejsza TOP-ka składa się z dwóch, a raczej trzech, części. Na pierwszy ogień pójdą produkcje, które moim zdaniem zasługują na miano prawdziwie darmowych gier MMORPG. Oczywiście mają swoje Item Shopy, ale nie pełnią one żadnej istotnej roli w rozgrywce.

Druga część to produkcje tak bardzo skoncentrowane na wyciąganiu pieniędzy od gracza, że powinny zostać zaklasyfikowane do działu Buy-to-Play, a nawet Pay-to-Play. Pod pozorami darmowości kryje się prawdziwa machina biznesowa, wyciągająca ręce do naszych portfeli.

Co na końcu? Dwa tytuły z którymi miałem spory problem podczas tworzenia tej TOP-ki. No nic, zapraszam do czytania.

Ach, w rankingu brały udział DARMOWE GRY MMORPG, czyli nie ma żadnych Warframe, Path of Exile, czy jakichkolwiek płatnych tytułów.


Jasna strona Mocy

3. Blade & Soul

Odgrzewany kotlet z Azji przybył do nas „nieco” za późno, ale mimo to cieszy się sporą popularnością. Nie wszystkim może przypasować orientalność tego tytułu, ale warto go sprawdzić chociażby ze względu na system walki. W PvP sprawdza się wyśmienicie.

Kolejnym argumentem zachęcającym jest całkiem uczciwy Item Shop. Ciężko go nazwać Pay-to-Win, bowiem większość elementów to przedmioty kosmetyczne. Niemniej warto zwrócić uwagę, że niektóre rzeczy przyśpieszą naszą rozgrywkę na tyle, że osoby płacące rozwiną swoją postać szybciej. I tutaj zatem wychodzi kwestia tego, co kto rozumie przez Pay-to-Win.


2. TERA

TERA kiedyś była jedną z moich ulubionych produkcji i to w okresie Pay-to-Play. Niestety, czas nie był dla niej łaskawy (a raczej twórcy) i zdecydowanie straciła na jakości. Szkoda, że europejska wersja gry ma takiego, a nie innego wydawcę. Podobno coś się w tej kwestii zmieniło i idzie już zdecydowanie ku lepszemu. Coraz więcej osób twierdzi, że wcale nie ma już Pay-to-Win w stajni Gameforge.

Niemniej, jeśli miałbym komuś polecać granie, to jedynie na wersji od En Masse. Ping może być problematyczny, ale niektóre problemu skutecznie pomagają w przeskoczeniu tej przeszkody. Warto się pomęczyć, bowiem tak uczciwego sklepiku dawno nie widziałem. Do tego dochodzą regularne aktualizacje oraz wydarzenia. Nic, tylko grać.


1. WildStar

O tym, czy WildStar ma się dobrze, czy nie, nie będziemy rozmawiali. Każdy zainteresowany może ściągnąć klienta gry i samemu to ocenić. Serdecznie polecam dać temu tytułowi szansę, bowiem wbrew pozorom nie jest zły. Niepotrzebnie jednak chciał zostać „pogromcą WoW-a” – zabrakło mu tego czegoś, by walczyć z najlepszymi, a co dopiero z królem gatunku. Nie zmienia to jednak faktu, że gra jest dobra.

Jeśli zatem szukacie czegoś z naprawdę dobrze zrealizowanym Item Shopem, to trafiliście w dziesiątkę. WildStar jako jeden z nielicznych tytułów może pochwalić się naprawdę uczciwą polityką i kompletnym brakiem Pay-to-Win. Wisienką na torcie jest fakt, że konto premium możecie zdobyć poprzez zwykłe granie.


Ciemna strona Mocy

3. Star Wars: The Old Republic

Uwielbiam uniwersum Gwiezdnych Wojen. Dlatego do SW:TOR poleciałem jak ćma do światła. Produkcja jest już nieco przestarzała (mechanika walki), ale fabularnie dobrze się trzyma. Poza tym, możemy wybrać pomiędzy jasną, a ciemną stroną Mocy oraz powalczyć za pomocą mieczy świetlnych. Nie dziwne zatem, że transformacja na free-to-play wzbudziła zainteresowanie.

I gra trzymałaby się bardzo dobrze, gdyby nie chciwość deweloperów. Darmowe konta muszą liczyć się z szeregiem ograniczeń. Są one na tyle duże, że nie ma mowy o zobaczeniu „endgame’u”. Darmowe konto Star Wars: The Old Republic należy traktować jako triala lub demo, bowiem prawdziwa zawartość gry ukryta została za kontem premium. Niestety.


2. ArcheAge

Sandboks, który oferował 120 klas postaci. Zbawiciel gatunku, mający przywrócić wiarę w MMORPG. Zainteresowanie tytułem było tak wielkie, że ludzie przez wiele godzin tkwili w kolejkach, aby móc zalogować się do gry. I czy warto było? Z jednej strony tak, bo ArcheAge to fajny sandboks, dający ogrom możliwości do zabawy. Zwłaszcza, jeśli chodzi o crafting. Problem jednak leżał w Item Shopie.

Ten z kolei był bogaty w różne udogodnienia, na czele ze statusem „Patron”. Nie ma się co oszukiwać, granie bez tego premium nie miało sensu, bowiem darmowe konto było na tyle ograniczone, że po kilku godzinach aktywności niemal nic nie mogliśmy zrobić (punkty labor). Do tego dochodzą skrzynki z zawartością, które miały spory wpływ na gospodarkę. Szkoda, bowiem ArcheAge to naprawdę fajny tytuł.


1. Allods Online

Swojego czasu była to ciekawa alternatywa dla World of Warcraft. Oryginalne uniwersum, fajne rasy, trochę klas postaci (no i statki powietrzne) – zapowiadało się naprawdę dobrze. Niestety, Rosjanie pokazali, że ruble są ważniejsze niż zadowolenie graczy. Jeśli szukacie modelowego przykładu, jak zepsuć grę za pomocą Item Shopu, to wystarczy uruchomić Allods Online.

Nie żartuję, początek przygody może wydawać się obiecujący, ale po chwili sami się przekonacie, że niemal w każdym aspekcie gry powinniście sięgnąć do portfela. I nie dotyczy to osób, które chcą być w czołówce graczy PvP, czy PvE. Mowa tutaj o normalnym funkcjonowaniu w Allods Online, które zwyczajnie kosztuje.

O ironio, w Blade & Soul zwróciłem uwagę, że Pay-to-Win może być różnie rozumiane i w tamtej grze tego nie odczuwałem, a tutaj w Allods Online twierdzę coś zupełnie innego. Mimo, że i tutaj większość rzeczy można osiągnąć poświęcając czas. Różnica tkwi w ilości grindu oraz częstotliwości natykania się na takie „płatne” ściany. Całość zmienia się, gdy gracie na serwerach abonamentowych, ale my tutaj mówimy o darmowej grze.


Problem: Guild Wars 2 oraz Phantasy Star Online 2

Postanowiłem umieścić dwie gry w zestawieniu, które dają mi sporo trudności.

Pierwszą jest Guild Wars 2, która w moim odczuciu jest dobrze zrobioną produkcją Buy-to-Play z uczciwym Item Shopem (nawet z tymi wierzchowcami). Niemniej podstawka gry jest darmowa, chociaż nie w pełni. Każdy może sobie pobrać Guild Wars 2 i z pewnymi ograniczeniami pograć w pierwowzór. Niemniej dodatki z kolei są płatne, a nie da się bez nich grać, jeśli chce się dojść do końca, czy chociaż odkryć, co jest dalej. W moim odczuciu zatem, GW2 jest grą Buy-to-Play, ale pojawia się w rankingu jako ciekawostka właśnie przez darmowość podstawki.

Drugim rodzynkiem jest Phantasy Star Online 2. Ten tytuł pojawia się w zestawieniu ponieważ oferuje bardzo uczciwy Item Shop, składający się niemal z samych przedmiotów kosmetycznych. W czym zatem problem? Otóż PSO2 nie jest dostępne w Europie, czy nawet Stanach Zjednoczonych. I generalnie nigdy nie będzie. Chcąc cieszyć się zabawą musicie przebrnąć przez rejestrację po japońsku oraz tamtejszy ping. W sieci można znaleźć łatkę, która tłumaczy produkcję na angielski, ale nie jest to rzecz doskonała – w końcu produkcji fanowskiej, a nie oficjalnej.

I to by było na tyle!

Zobacz także

26 komentarzy